czas…

… wciąż go mało. Dopiero mail od dziewczyn o pracujących sobotach przypomniał mi, a raczej uświadomił, że kończy się kolejny miesiąc. Zwykle początek roku, zwłaszcza styczeń, ciągnął się jak flaki z olejem. Nie w tym roku.

I problem nie polega na tym, że nie ma na coś czasu. Problem polega na tym, że przestaje się zauważać upływ dni, że wszystkie takie same. Nadmiar przygód dla innych pożądany, ale drugich staje się szarą rzeczywistością. A szara rzeczywistość ma jedną cechę, której nie lubię – zabija marzenia.

Ostatnio brat Pana Męża stwierdził, że my to mamy szczęście, wciąż nam coś się układa. Tylko jakoś nie wziął pod uwagę faktu rozłąki, ciągłych przeprowadzek, stresu z podejmowania ryzykownych decyzji. Szwagier należy do osób, które chcą zjeść ciastko i mieć ciastko. A tak się przecież nie da. Żeby mieć trzeba zaryzykować, trzeba oddać coś w zamian, choćby pielesze domowego ogniska, choćby spokój ducha po dobrze przespanej nocy. Tak to już jest, że za darmo nic się nie dostaje.

Bo, kochani moi, szczęściu trzeba pomóc, schylić się po pieniążek na drodze, zagrać w lotto, przejść przez drzwi. Od siedzenia na dupie i ciągłego narzekania nic się nie zmieni. Tylko działanie może wprawić w ruch maszynkę do przygód. A wszystko co nam się przydarza jest konsekwencją naszych decyzji i dokonywanych przez nas wyborów.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: