Nikt…

… nie zadba o nas bardziej niż my sami, nikt nie skrzywdzi nas bardziej niż my sami.

A zatem, aby przeciwdziałać drugiemu a zwiększać pierwsze nabyłam wczoraj, drogą kupna, kolejny karnet do fitnesowni. W ramach zwiększania prawdopodobieństwa użycia wybieram się dziś do garażu przynależącego do starego miaszkania przeprosić mój rower i zabrać go na nowe. Pewnie przydałoby mu się jakieś odświeżenie.

Plan jest taki, aby codziennie jeździć nim do pracy (kilometry dwa). Pewnie jak tylko zacznę to realizować zacznie padać. Zobaczymy jutro. Fitnesownia jest po drodze, na rowerze większe szanse, że tam zajadę. Autem nie ma jak skręcić i pewnie z zaparkowaniem też problem.

Obłęd. Naprawdę tak trudno przejść na pieszo jeden kilometr? Zepsutam do szpiku kości.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: