05-01.2018, pojechałam…

… wczoraj do Niemiec na zabieg przecięcia jajowodów. Taki prezent dla mnie na 45 urodziny, które już za tydzień. Zrobiłam to głównie ze strachu przed sobą. Żebym z braku kogoś do kochania nie podjęła czasem najgłupszej decyzji świata i nie zdecydowała się na rodzenie pierwszego dziecka w moim wieku; w akcie desperacji i potrzeby bycia kochaną, i jeszcze większej potrzeby kochania kogoś.

Klinika mieści się 50km od Szczecina. Mniej więcej. Same Polki. Na 20 kobiet tylko ja nie byłam w sprawie aborcji. Dziewczyny były w różnym wieku, generalnie bardzo młode. Jedna para tylko mniej więcej w moim wieku, u której było widać przejęcie. Pewnie mieli już kilkoro dzieci i przydażyło im sę kolejne. Co mnie uderzyło…? Najbardziej atomosfera. Atmosfera jak w poczekalni do dentysty, generalnie zero przejęcia. Być może to taki mechanizm obronny, który pozwala nam wytrwać w tej decyzji i nie zwariować. Chcę wierzyć, że to to…

Dziewczyny obudźcie się, naprawdę dużo łatwiej zapobiegać niż leczyć. Dużo łatwiej powiedzieć nie, niż borykać się z aborcją…

A może jednak nie?

dobrze, czy źle…

… nie wiem, w każdym razie Mała Pierdoła została dziś wysterylizowana. Boję się, że straci na wigorze i beczułka się z niej zrobi, ale podobno tak lepiej. Jeszcze jest ogłupiała po narkozie, obolała i smutna. Mam nadzieję, że jutro po śniadanku trochę życia do niej wróci. A póki co odsypia.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: