Dziś w nocy…

… zmarł mój kuzyn, 2 lata starszy ode mnie. Nagle na stole operacyjnym. Z naszej najbliższej ekipy ja jestem kolejna…

Oszaleć idzie.

My tu pitu pitu w wirtualnej rzeczywistości a gdzieś tam ludzie żyją i umierają, realni…

Pogrzeb.

Przedziwna uroczystość. Łzy, lamenty, jękliwe zaśpiewy. Nie wiem jak powinnam się zachować. Kiedy patrzę na rozpacz rodziny łza kręci mi się w oku, zwłaszcza jak uświadomię sobie, że niebawem, ktoś mi bliski odejdzie. Ale z drugiej strony głupio tak jakoś płakać na pogrzebie sąsiada, którego w dodatku widziało się tylko raz w życiu. Szczęśliwie takie przypadki nie zdarzają się często.

Myślicie często o śmierci, o tym jak to będzie, co będzie ? Odchodzimy, czy zmieniamy stan skupienia? Wg doktryny tak powszechnie wyznawanej w naszym kraju ludzie po śmierci odchodzą do innego, lepszego świata. Wiec po co te łzy, po co ta rozpacz?

Ja myślę, że śmierć to koniec, że za nią nie ma już nic, ale dopuszczam czasem nadzieję, że to rzeczywiście tylko zmiana stanu skupienia. Że przechodzimy do następnego etapu. Pytanie jest niepokojące następny etap czyli jaki – lepszy, gorszy? Idziemy do światłości, czy do ciemności, czy pamiętamy ludzkie życie, czy zaczynamy zupełnie od początku. Kiedyś czytałam opowiadanie s-f, w którym kobiety w pewnym wieku zaczynały puchnąć i musiały odejść do światłości, bo z nich właśnie wykluwali się mężczyźni.

Taaaaak, mam taką nadzieję, że jak już umrę, to wykluje się ze mnie coś dobrego, coś co będzie wiedziało jak nie zmarnować tego, czego się nauczyło.

Chciałabym, żeby mnie skremowano i rozsypano w górach. Nie wrosłam w żadne miejsce, nigdzie nie przynależę, nie mam korzeni. Taaaaaak chcę być wolna i nieskrępowana, a najbardziej na świecie nie chcę obudzić się w trumnie.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: