to już…

… w poniedziałek orzeczony został rozwód. 20 lat migneło przed oczami, potoczyły się łzy, gdy wsiadłam do auta…

Photo by burak kostak on Pexels.com

remont 2017

Przebiega zgodnie z planem. Wszystko w ramach akcji „pomaluję swój świat…”. Wydałam starą sypialnię, zamówiłam nową, jutro montaż. Pomalowałam gabinet i sypialnię, zrobiłam renowację podłóg (błogosławiony wosk na deskach). Przy okazji wydałam swoje książki, prawie wszystkie… napierw poszła literatura młodzieżowa, wybierałyśmy razem z bratanicą, potem pojechałam po kartony i spakowałam resztę. Zostawiłam sobie tylko te trudne.

Przezyły ze mną 8 przeprowadzek, a teraz bez żalu sie z nimi pożegnałam. 7 dużych kartonów, torba iekeowska i 3 małe kartoniki… No cóż, do wszystkiego człowiek musi dorosnąć, każda decyzja ma swój czas.

Wydałam również większość pamiątek z podróży, kilka obrazów. Leżały, zbierał się na nich kurz, nikt ich nie kochał. Sistra mamy przygarnęła je z radością ;).

 

Jest data…

… początek października. Znalazłam mniejsze mieszkanie w fajnym miejscu z garażem. W środę jadę kupić. Zamieszkam tam i wynajmę to w którym mieszkam obecnie. Będę miała na podróże. Zdecydowanie nie potrzebuję 100m2, aby się wyspać i posiedzieć przed komputerem.

Wybrałam mieszkanie na parterze. Wciąż myślę o psie. Maltańczyk miniatura albo shitzu pasowałby do mnie idealnie :).

m1

nieśmiało…

… zaczynam myśleć o seksie.  W zasadzie mniej myśleć, a więcej czuć. Jakbym się budziła z letargu. Zauważam, że podświadomie lub świadomie narzucone zakazy przestają działać. 19 lat monogamii… straszne, prawda?

Do rozwodu nic z tego.. jednak potem…, być może?

 

Przekleństwo depresyjnej introwertyczki.

Kumuluje złość w środku. Niechęć do spotykania ludzi, rozmawiania z nimi na ten i każdy inny temat rośnie. Zwiększyłam dawkę leków, nie pomaga. 

Terapeutka mówi, ze mogę to rozładować, jednak do tego potrzebni sa ludzie.

Moze byłoby łatwiej gdyby choć jedna łza spłynęła…?

Mam wyrzuty…

… sumienia, że nie mam wyrzutów sumienia. W dodatku w tym tygodniu nie idę na terapię, moja Pani ma urlop. Był w poniedziałek, miał jakieś ważne sprawy związane z firma, których nie dało się załatwić przez telefon (sic!). Zajęło nam to 2-3 minuty.

On siedział, a ja marzyłam tylko o tym, żeby już poszedł… może faktycznie złą kobietą jestem. Nic to, tak mi dobrze. Życie nabiera nowych kształtów.

Trudno jest…

… przeczytać pozew o rozwód. Nawet jeśłi jest on napisany najprościej i najkrócej jak się da. Jutro wyląduje w kancelarii sądu.

Serce mi wali, ale łez nie ma. Po tylu próbach straciłam bezpowrotnie nadzieję na naprawę. Nie czuję żalu, nie czuję złości, tylko ulgę i spokój przeplatany smutkiem.

8bc72ed7-1-Custom

została mi…

… jedna szafa do przejrzenia. Dziś wyrzuciałam 4 worki śmieci i 3 worki wrzuciałam do pojemnika PCK. Tak wiele nic nie znaczących, niepotrzebnych rzeczy uzbierało się przez te 20 lat. I to mimo wielu przeprowadzek, które każdorazowo zmuszały do czystek.

Wczoraj oddał mi klucz.

surprised girl in pink

pierwszy tydzień

… upłynął na porządkach, pakowaniu, przepakowywaniu, kociokwiku w pracy. Dopiero koło czwartku zacząłam coś czuć. Przywaliłm autem, wyjeżdżając rano z garażu, nie mogłam trafić do pracy, stałam na skrzyżowaniu zastanawiając sie gdzie jestem i dokąd jadę. Pomyślałam, że bezpieczniej będzie wrócić do domu i odreagować. Wziełam urlop do 8 maja. Dam sobie czas…

Czekam na termin rozprawy. Marzę, aby to było jak najszybciej. Mieć to już za sobą i przejść do fazy reszta życia.

141222_r0_620

Dzisiaj jede

Obejrzeć mieszkanie, wyglada uroczo. W świetnej okolicy.

Trzymajcie kciuki. Jeśli bedzie Si, w sobotę przeprowadzka.

Trzecie spotkanie…

… z terapeutką. Rozmawiamy o wielu rzeczach. Oczywiście głównie ja mówię. Trzy spotkanie na poznanie mnie, na poznanie jej. Za każdym razem pytała mnie o cele. Usiadłam wczoraj i je spisałam, na kartce. Na czerwono. Niby przypadkiem na czerwono, ale może jednak nie, może nie bez przyczyny ten kolor przypadkiem wybrałam ;).

Pokręcone to wszystko.

Próbowała się przebić z informacją, że może nienajlepszy czas na podejmowanie decyzji tak drastycznych jak rozwód, kiedy jestem w takim rozstroju emocjonalnym i nie potrafię sobie z tym poradzić. Nie przyjęłam tego, przyjęłam to godzinę później. Słyszę, ale nie słucham, taki mam wniosek.

Zadzwoniłam do męża. Kupował właśnie pralkę do mieszkanie, w którym mieszka. Ucieszył się kiedy poprosiłam o spotkanie. Przyjechał natychmiast. Spotkaliśmy się w mieście, na neutralnym gruncie.

Porozmawialiśmy no i spróbujemy po raz drugi terapii, tym razem bardziej się angażując, a nie tylko symulując zaangażowanie. Daliśmy sobie 4 miesiące.

Póki co mieszkamy osobno.

 

Spakowałam…

… mu kilka rzeczy, kołdrę, poduszki, kilka kocy, pościel, ręczniki, jego przybory toaletowe. Ciuchy spakuje sobie sam. W mieszkaniu w którym będzie mieszkał jeszcze jest biuro do końca roku, ma zatem do dyspozycji tylko mały pokoik.

Wysłałam wczoraj wytyczne do adwokatki zgodnie z tym co domówiliśmy. Wymusiłam niejako na nim, aby określił się „na papierze”, czytaj e-mailem, że zgadza się na taki podział, no i tyle…

… i have a nice life without me.

Umówiliśmy się…

… że mąż zajmie się formalnościami. Dostarczeniem aktów notarialnych, ksiąg wieczystych, aktu ślubu do adwokatki, negocjacjami cenowymi. Niestety nie znalazł czasu. Jak i na rozmowę ze mną. Jest zbyt zajęty lub zbyt zmęczony. Tym sposobem minął miesiąc.

No nic. Zajmę się tym sama. W poniedziałek.

Domówione…

… tydzień w delegacji dał mi czas spokojnie pomyśleć. Nie chcę już próbować. Rozmawialiśmy przed chwilą decyzja ostateczna zapadła. Mimo dwóch tygodni, o które poprosił na przemyślenie sprawy nie zastanawiał się wiele. Jak zazwyczaj praca była ważniejsza.

Koniec z ukrywaniem, koniec z wahaniem. Nowe życie czas start.

Photo by burak kostak on Pexels.com

Dopiero dzisiaj…

.. poczułam się lepiej po czwartkowej przygodzie. Przespałam spokojnie całą noc i z apetytem zjadłam śniadanie. Dziwnym zbiegiem okoliczności odczuwam ulgę od kiedy zaczęłam dodawać imbir do herbaty. A może po prostu minął odpowiedni czas.

Przyznam się szczerze, że wczoraj zaliczyłam pierwszy atak histerii od niepamiętnych czasów. Dlaczego? Już opowiadam. 11 mieliśmy tę cholerna 15 rocznicę, odwołaliśmy imprezę w związku z rozwodem, a w środę mój mąż mnie informuje, że zaprosił dokładanie tych samych ludzi i wszystko byłoby dobrze, gdyby w piątek wieczorem nie dodał, że swojego brata zaprosił też.Rano o 5 sobie wyjechał ba budowę a ja zostałam sama…

I tak sobie myślę, ja pierdolę, umówiliśmy się, że dwa tygodnie potrzebuje, aby ze mną o nas porozmawiać, bo kończy 3 budowy. Myślę sobie ok, niech tak będzie. Te dwa tygodnie miną za tydzień. Co się zmieniło w naszej sprawie przez ten ostatni tydzień? Że teraz mam usiąść we własnym domu i udawać szczęśliwą rodzinkę, żeby jego brat nie musiał się „martwić o niego” (który uosabia wady męża po tysiąckroć), no tak o niego, bo to przecież ja jestem ta zła i bezduszna.

Jakie jest moje miejsce w tym wszystkim, jak to wpłynie na moje uczucia, jak sobie poradzę z tym udawaniem? O tym nie pomyślał, przyznał z rozbrajającą szczerością, kiedy już pękłam przez telefon. Pomyślałam, przecież wiem, tak się dzieje od 15 lat. Założyłeś, że jeśli uczuć nie widać, to znaczy, że ich nie ma.

 

Coraz bardziej…

… klarowne staje się to co myślę i czuję. Tak, dla odmiany tym razem wiem co czuję.

Nadal jest to mieszanina strachu, ulgi, radości i niepokoju, niemniej wygląda na to, że delikatnie zaczynam zmierzać w kierunku radości. W środku wszystko dygocze, znowu nie mogę spać, coraz mniej jem.

Umówiłam się z mężem, że za dwa tygodnie siadamy ponownie do tematu i finalizujemy umowę z prawniczką. Ma trochę zawodowych spraw do skończenia, nie chcę niepotrzebnie eskalować napięcia, które żadnemu z nas nie służy. Wytrzymam, choć wszystko w środku dygocze, a uśmiechać się jest coraz trudniej.

Zaniepokoił mnie wczoraj stwierdzeniem rzuconym mimochodem, że z tego wszystkiego to ja najlepiej wyjde na sprzedazy mieszkania. Myślałam, że mamy wszystko domówione, ja biorę jedno mieszkanie, jeden samochód, pół gotówki. Dla mnie 1/3 majątku dla niego 2/3. mam nadzieję, że dotrzyma słowa.

W pierwszym tygodniu…

… od wystawienia ogłoszenia zgłosiło się dwóch zainteresowanych. Jeden już był oglądać, drugi przyjedzie do Polski 26.11. Gdyby się tak udało załatwić to szybko byłoby super.

 

byłam wczoraj…

… obejrzeć mieszkanie. Blisko, po drugiej stronie starego miasta, poszłam na pieszo. Wracając pomyślałam sobie, że kupie mu prezent, głupio tak ostatnia bez prezentu. Co roku coś kupowałam.

Trudno było trzęsącą brodę doprowadzić do porządki, ale łza nie popłynęła, ani jedna, nie pozwoliłam im.

Kupiłam klocki Lego. Wydały mi się neutralne, nic nie pokazujące.

Bratowa mojego męża jest z tych pamiętających . Przysłała SMS a życzeniami na kryształową rocznicę. Podziękowałam.

Zastanawiam się, czy nie trzeba by już tego ogłosić. Tym razem czynie nie mówię. Więc oprócz nas i adwokatki nie wie nikt.

ostatnia…

… rocznica ślubu dzisiaj. Piętnasta.

 

Przychodzi dziś klient na mieszkanie obejrzeć, ja idę oglądać mniejsze. W robocie się dowiedziałam, że może pojadę do Niemiec na audyt, kupiliśmy tam spółkę. Dobrze by było na chwilę się odciąć, a może na dłużej.

PS Kwiatów ani prezentu, ani niczego się nie spodziewam… w tym roku już się nie łudzę… z doświadczenia wiem, że nic nie będzie.

Przez moment…

… załączyła mi się nieśmiertelność. Dołożyłam sobie znowu obowiązków, aby nie mieć czasu myśleć, a co najważniejsze czuć.

Część z nich muszę jednak odłożyć. Nie dam rady. Wewnętrzne dygotanie nie pomaga.

A Ojciec, ma chyba półpasiec, jutro idę z nim do lekarza.

paradoksalnie…

… sytuacja w domu się poprawiła, chyba obojgu ulżyło, mnie na pewno.

Nie powiem, że się nie boję. Boję się. I to różnych rzeczy: że stracę pracę, że zachoruję na raka i nie nikt się o mnie nie zatroszczy, że nie będę miała kogo poprosić o pomoc, kiedy będzie potrzebna, że nikt mnie nie zechce już kochać.

Z wrażenia zapomniałam zabrać okularów rano, na całe szczęście miałam w biurku jakieś apteczne do czytania, od czasu kiedy przysiadłam na okularach i się nieco skrzywiły.

Prawniczka zaczęła działać. „Mąż” wziął na siebie rozmowy z nią. Mam nadzieję, że uda się to szybko zrobić.

Na tydzień…

… przed 15 rocznicą ślubu wysłałam e-mail do prawniczki z prośbą o przygotowanie pozwu rozwodowego. Znudziło mi się, za nikogo życia nie przeżyjesz, jak ktoś chce być nieszczęśliwy to do usranej śmierci będzie. Mnie mojego szkoda. Ma być krótkie, nie chcę go marnować na rozpamiętywaniu problemów, tylko na rozwiązaniach. Chcę wracać do domu i nie musieć się tłumaczyć, że mieszkanie nie wygląda jak muzeum, ponieważ jedna z filiżanek ma uszko nie w tę stronę. Chcę mieć psa albo kota. Chcę mieszkać z kimś kogo obchodzi co robiłam w pracy, jak się czuję, co chcę robić lub chcę mieszkać sama.

Samość w samotności jest dużo bardziej zjadliwa niż samotność we dwoje.

Trzymajcie kciuki, abym znowu nie wymiękła.

 

Ja pierdolę, co ze mnie za człowiek??? Po rozmowie z mężem 138-90, puls 78.

zadanie jest proste…

… czy na pewno? Dla każdego z nas dwojga w tym tygodniu ustalić jeden dzień, w którym będziemy obchodzić urodziny. Jedno zadba o to drugie tak jak w urodziny chce się dbać o jubilata. Trzeba ustalić jeden dzień, niekoniecznie cały. Po czwartej prośbie o ustalenie terminów usłyszałam:

ON: to kiedy chcesz mi wyprawić te urodziny?
ONA: we wtorek… umawiamy się na cały dzień, czy kilka godzin?
ON: …

i na tym skończyło się dla każdego z nas dwojga…

swieczki

ostatni tydzień…

… w jednym łóżku, mijania w łazience, przepychania się pod prysznicem… ostatni tydzień, od jutra…

… boję się…

Zaskoczyliśmy chyba…

… dzisiaj Pana z poradni. W zasadzie to stwierdził, że odwaliliśmy kawał roboty i jeśli rozumiemy, co się w tę sobotę stało, jeśli wiemy jak to utrzymać i chcemy się starać, to w zasadzie jesteśmy w dobrym miejscu.

Jedyne co zrobiliśmy inaczej niż zwykle, to doprowadziliśmy kłótnię do końca… kłóciliśmy się tak długo, że zostało wszystko powiedziane. I tak jak pisałam wcześniej trybiki wskoczyły tam gdzie powinny.

Mam świadomość, że utrzymanie tego stanu może nie być łatwe, ale co zrobić, kto nie ryzykuje ten nie ma.

 

Wczoraj…

… nieśmiało mi zasugerowano, że może bym się już przestała wygłupiać i obrączkę bym założyła…

Podłoga gotowa…

… wyszło całkiem nieźle. Łazienka wyceniona, czeka na decyzję czy zamawiać. A ja? Jak zwykle sama w domu, o przepraszam z psem. Mąż wyjechał na 11 dni, motorem. Wiem jaki kraj jest celem. Ale nie zdążył (nie chciał) zostawić mi trasy, żebym mniej się denerwowała, żebym w razie czego wiedziała gdzie jechać. Nie wziął również tabletu, żeby w miarę możliwości do mnie skejpować. Wiem, rozumiem, mógłby przeciążyć bagaż. Wczoraj zadzwonił dwa razy. Raz z trasy a potem z hotelu, że dojechali, gdzie? się pytam – No, na pierwszy nocleg – ale to znaczy gdzie?… potem zadzwonił tylko, żeby spytać o kurs korony czeskiej i przysłał smsa, że idzie spać… dziś już nie zadzwonił wcale.

Czy ja mam jakiś powód do smutku? do żalu? do złości?

zdjęcie

Dzieci z chmur.

dzc

Wpadła mi dziś w ręce ta książka. Siedziałam u fryzjera i roniłam krokodyle łzy, których, mimo wszelkich starań, nie dało się powstrzymać.

Z oczywistych względów wybrałam wątek Beaty. Justyno przepraszam Cię, ale nie poświęciłam Tobie zbyt wiele czasu.

Beata pięknie i jasno ubrała w słowa, to co kłębiło/kłębi mi się w głowie od lat. I myślę, że potrafiła wyrazić, to Lewkonio, dlaczego tak wiele lat to trwało.

(…) doceniałam życie, pragnęłam się realizować. Spełniać jako kobieta, żona i matka. Jako córka, która potrafi obdarować rodziców wnukami, i jako synowa, która może tym ucieszyć teściów. Dość było wokół mnie pseudomatek skrzętnie planujących dziecko między karierą a menopauzą, drżących z lęku przed rozstępami. A ja chciałam otyłości i rozstępów, chciałam opuchniętych nóg, porannych wymiotów, a wreszcie pogryzionych sutków. Chciałam znosić pokornie ból i wszystko, co jest pisane prawdziwej kobiecie!

W tamtym czasie moja szwagierka urodziła drugie dziecko. Wcześniej kolejne dziecko po długiej przerwie urodziła dawna dziewczyna mojego Marka. Nie wspomnę o wszystkich koleżankach w moim wieku, które były matkami. Nie potrafiłam egzystować w takim otoczeniu. Brakowało mi tlenu.

A jednak ufałam, że zdarzy się cud. Taka wiara pojawia się nawet w najtrudniejszych momentach. Wierzyłam za każdym razem, kiedy kupowałam test ciążowy w aptece, a potem biegłam do toalety, gnana pewnością, że marzenia się spełniają, jeśli tylko wystarczająco mocno czegoś pragniesz.(…)

(…)Przeraża mnie panująca obecnie „moda na dzieci”. Promują i podsycają ją wszystkie pisma kobiece. Obserwuję też wysyp programów telewizyjnych skierowanych do przyszłych i obecnych matek. Trwa rywalizacja, której przedmiotem są marki wózków, nosidełek i akcesoriów dziecięcych – istny festiwal dla firm mających w swojej nazwie „dziecko” lub wyraz bliskoznaczny.

Bawi mnie nieustająca w mediach propaganda mówiąca, jak to łatwo połączyć karierę z wychowywaniem dziecka. Organizacyjnie i czasowo wszystko da się zrobić! Wystarczy dobra współpraca z dziadkami, nianiami i przedszkolami, a wasz szkrab nie zazna głodu i nie będzie chodził brudny. Dzieci to jednak nie psy, koty ani miniaturowe króliczki, które wystarczy nakarmić i napoić. To mali ludzie, którzy właśnie nawiązują więzi i uczą się świata. To wyjątkowe istoty, łaknące naszej obecności, przytulenia. W swoich małych główkach wskazują autorytety i czerpią wzorce ze znanej sobie rzeczywistości. Decydując się na dziecko, oddajesz dużą część siebie, idziesz na kompromisy, dokonujesz wyborów, które do tej pory nie były wygodne, ale teraz wydają się przyjemne. Nie da się równomiernie rozłożyć zaangażowania w wychowanie dziecka i w tak zwaną karierę. Zawsze jedno ucierpi.

Posiadam wielki skarb. To jedyny skarb i bogactwo, którym chciałabym się chwalić, a nie dzielić. Największym prezentem od życia jest człowiek, który został moim mężem. Czasami zastanawiałam się, czy nie wyczerpałam limitu szczęścia. Może Bank Niebios udzielił mi zbyt wielkiego kredytu i obawia się, że nie zdołam go spłacić z wszystkimi odsetkami. Ograniczył mi wydatki, zmienił plany… Istnieje też druga wersja: Bank Niebios obdarzył mnie kredytem zaufania. Liczył, że nie sprzeniewierzę majątku, lecz go pomnożę. Ta wersja bardziej mi odpowiada.

Jestem JEGO drugą połówką. Zdrową, trzydziestodwuletnią kobietą. Mój mąż nie może mieć dzieci. Przez dwa lata obserwowałam, co się dzieje z mężczyzną, który powoli popada w depresję z tego powodu. Obserwowałam, jak tłumi zmartwienia i oddaje się bez reszty sprawom zawodowym, a co najgorsze – nie chce rozmawiać. Szuka sposobów na zagłuszenie wewnętrznego krzyku: TO MOJA WINA! Sposoby są różne. Głównie praca i relaksujący weekend. Ale weekend jest krótki. Trudno mi było w tym czasie czemukolwiek zaradzić czy cokolwiek zmienić. Przecież sama także potrzebowałam wsparcia.

Dawałam Markowi wiele sygnałów świadczących o tym, że nadal go kocham. Ale widocznie nie dość przekonujących. Wcześniej często rozmawialiśmy o tym, że będziemy razem na dobre i złe. Nawet jak stracę ręce i nogi, będzie mnie kochał i przy mnie trwał.

I pewnie gdyby nie nasza miłość, wszystko skończyłoby się inaczej.

Przyjaciółka powiedziała mi, co myślą jej starsze siostry. Ich zdaniem powinnam zajść w ciążę z kimś innym. Że też nie wpadłam na taki prosty pomysł! Rozwiązanie w zasięgu ręki, a ja go nie widzę! Również członkowie najbliższej rodziny byli zdania, że inna kobieta na moim miejscu nie zrezygnowałaby z macierzyństwa i zmieniła partnera.

Pozostawię to bez komentarza.

(…) Najtrudniej jest robić dobrą minę do złej gry i cieszyć się cudzym szczęściem. Szczególnie tą jedną jedyną radością, na której ci najbardziej zależy, a która właśnie tobie się nie trafia. Spotyka za to innych, choć może jej nie oczekują i nie cenią tak mocno. Bardzo się starałam nikomu nie zatruć tego szczęścia. Starałam się być dobra. Niestety, nie potrafiłam. Nie umiałam z uśmiechem patrzeć na cudze dzieci. Unikałam spotkań z młodymi matkami i kobietami w ciąży. Nienawidziłam ich. To była moja forma obrony, jedyna, na jaką było mnie stać. Szamotałam się między depresją a euforią, euforią a depresją, i tak w kółko. Przekładaniec ze skrajnych emocji. Dziękuję Ci, Marku, że to przetrwałeś.

Chciałam być matką i stworzyć prawdziwą, pełną rodzinę. Ludzie często sądzą, że małżeństwo bez dzieci to nie rodzina. W oczach innych uchodziliśmy z Markiem za wygodnych, nastawionych konsumpcyjnie. Czasem chyba brano nas za potwory. Bolały mnie pytania i komentarze. Gdziekolwiek się ruszysz, wszyscy w końcu zagadną cię o dzieci. Zastanawiam się, czy robią to celowo, aby zranić? Czy wynika to po prostu z braku empatii lub niedostatku inteligencji? Tylko dlaczego ci sami ludzie nie opowiadają dowcipów o łysych, kiedy w ich gronie siedzi ktoś bez włosów? Czemu się nie śmieją z grubych, kiedy ktoś z ich rodziny walczy z nadwagą? Czy przyjemnie jeść posiłek w towarzystwie głodnego? (…) Tymczasem moja awersja do dzieci i kobiet w ciąży nasilała się, budząc we mnie przerażenie. Za nic w świecie nie chciałam jej ujawnić. Omijałam kołyski i wózki z kamienną twarzą, łkając w środku niczym wytrawna brzuchopłaczka. W granicach wyznaczonych przez moje ciało kulił się słaby, wątły psychicznie i rozchwiany emocjonalnie niespełniony człowiek. Broniłam się przed okazywaniem uczuć, bo jeszcze wtedy myślałam, że nie wszyscy zasługują na prawdę. (…)

Później mą Beaty zachorował na raka, walczyli i końcu napisała tak:

(…) Kiedy zmagaliśmy się z chorobą Marka, dowiedziałam się o sobie więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Zrozumiałam, co jest w życiu istotne. To trochę tak, jakby dokonały się w głowie i sercu generalne porządki. Zrozumiałam, że najważniejszą dla mnie osobą jest mąż. Zrobiłabym i oddała wszystko, by był zdrowy. (…)

(…) Tak, właśnie tak – wspólnie z mężem podjęliśmy decyzję o adopcji. Nie potrafię powiedzieć, kiedy moja ukochana druga połowa dojrzała do tej myśli. Zmiany w hierarchii wartości w dużej mierze przypisuję chorobie męża. Po pozytywnie zakończonej terapii zauważyłam u niego ogromną potrzebę cieszenia się życiem i wykorzystywania każdej chwili. Teraźniejszość stała się ważniejsza od przyszłości. Cieszył mnie jego entuzjazm. Marek pozbył się lęków, które towarzyszyły mu dotychczas. Ulotniły się obawy o możliwość zaciągnięcia kredytu (co nie oznacza, że stał się nierozważny). Nie przejmował się banalnymi, codziennymi trudnościami. Pogodnie reagował na chamstwo kierowców i niewykwalifikowanych urzędników. Nabrał też zdrowego dystansu do pracy zawodowej.

Szkoda, że dopiero wtedy, gdy świat nam się wywraca do góry nogami, na przykład przez poważną chorobę, przestajemy przywiązywać wagę do konwenansów i spraw materialnych, a zaczynamy doceniać smak życia z jego nieodłącznymi kłopotami, ale też przyjemnościami, takimi jak poranna kawa na tarasie, spacer po trawie mokrej od rosy, entuzjazm psa przy powitaniu, zapach gotującego się bigosu w zimowe popołudnie, zakładanie jeszcze ciepłej, wyprasowanej przez żonę koszuli…

Człowiek szybko wypiera z pamięci złe chwile. My ich nie zapominamy, dlatego czasem w alkowie naszej chałupki śmiejemy się z tych, którzy bez opamiętania uganiają się za rzeczami materialnymi, zaniedbując bliskich.

Pewnego pięknego dnia spojrzeliśmy sobie w oczy, uśmiechnęliśmy się i zobaczyliśmy jeszcze bardziej jednoczący nas cel. Machina ruszyła. (..)

I to tyle chciałam Wam pokazać, i znowu ryczę i wcale nie jest mi od tego ryczenia lepiej. Przereklamowana sprawa. To chyba mój najdłuższy wpis od 2005 roku ;), szkoda, że słowa nie moje…

 

Pozew…

… dopiero jak się to przeczyta, człowiek sobie uświadamia w jak toksycznej materii tkwi:

Początkowo małżeństwo układało się dobrze, jednakże w trakcie trwania związku małżeńskiego relacje między małżonkami ulegały stopniowemu pogorszeniu.

Z powodu różnicy w światopoglądzie stron, odmiennych priorytetów i niemożnością porozumienia się co do sposobu życia i przyszłości rodziny nastąpiło oddalenie się stron od siebie a w konsekwencji nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia.

Poglądy stron w wielu życiowych sprawach różnią się od siebie tak dalece, że nie jest możliwe osiągnięcie porozumienia.

Strony mają przede wszystkim rozbieżne wyobrażenie na temat rodziny. Powódka bardzo pragnęła i pragnie mieć dzieci, natomiast pozwany nie odwzajemnia tego uczucia, o czym świadczy fakt, że strony pomimo trwania w małżeństwie od ponad 12 lat nie posiadają dzieci. Mimo licznie podejmowanych prób dojścia do porozumienia w tej kwestii i dążenia do zmiany takiego stanu rzeczy, kończyły się one fiaskiem. Na tym tle dochodziło pomiędzy stronami do częstych konfliktów i nieporozumień. Powódka czuje się osamotniona i nieszczęśliwa nie znajdując oparcia w pozwanym, jej życie wydaje się puste i bezcelowe.

Strony oddaliły się od siebie uczuciowo także z powodu częstych  nieobecności pozwanego w domu. Pozwany bowiem od 2008r. rozpoczął pracę w xxxxxx, zatem strony widywały się jedynie w niektóre weekendy w miesiącu. Pozwany nadto cały swój wolny czas poświęcał i poświęca pracy.

Taki stan rzeczy niewątpliwie wpłynął negatywnie na wzajemne relacje pomiędzy stronami, co skutkowało oddaleniem się stron od siebie zarówno w sferze uczuciowej jak i fizycznej, a następnie zerwaniem także więzi gospodarczej. Pożycie między małżonkami ustało całkowicie. Brak jest zatem  między nimi więzi uczuciowych, emocjonalnych i fizycznych.

Mimo że strony nadal zamieszkują w tym samym mieszkaniu, jednakże każde z nich prowadzi oddzielne gospodarstwo domowe, pomijając fakt, że pozwany bardzo rzadko przebywa we wspólnym mieszkaniu stron, bowiem aktualnie pracuje także poza stałym miejscem zamieszkania.

Pomiędzy stronami nasiliła się niezgodność charakterów, która spowodowała brak jakiegokolwiek partnerstwa między małżonkami, co powoduje konflikty i nieporozumienia. Strony żyją obok siebie, a nie ze sobą. Ponadto strony mają odmienne podejście do życia, nie mają żadnych wspólnych zainteresowań czy pasji, nie spędzają wspólnie wolnego czasu.

W tych warunkach miedzy stronami nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia małżeńskiego. Utrzymywanie, zatem tego związku jest zupełnie bezcelowe i nie leży ani w interesie stron ani interesie społecznym.

Powódka nie widzi już możliwości powrotu do wspólnego życia z pozwanym, tym bardziej, że strony już nic nie łączy, brak jest jakichkolwiek więzi pomiędzy nimi.

Łatwo nie będzie…

… ale podobno wyjdziemy z tego.

„Wątroba powiększona  o zaokrąglonych brzegach płatów ALT (GPT)  229,8 norma (0-60)”

Leczenie trochę potrwa, ale łez mam nie ronić i wyluzować nieco.

O wizycie w poradni nic Wam nie napiszę, bo sama nie wiem co o tym myśleć. Ale nie jestem dobrej myśli.

Adwokatka…

… robi swoje, parkieciarz swoje, projekt łazienki zrobiony, czekam na wycenę.

A ja? A my? Umówiliśmy się na wtorek do poradni małżeńskiej. Będąc pewnymi, że to nic nie da, ale żeby z drugiej strony mieć poczucie, że wyczerpaliśmy wszystkie opcje…

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: