Kryzys egzystencjalny… / The existential crisis…

Wczoraj miałam świetne zajęcia z psychotraumatologiem. Rozmawialiśmy głównie o przeprowadzaniu dzieci przez rozwód. Ich postrzeganiu sytuacji, ich trumach.

Jednak na chwilę zatrzymaliśmy się przy kryzysach.
Dzielą się na:

  • kryzys rozwojowy – każdy z nas ich doświadcza, są charakterystyczne ponieważ mają swój początek i koniec, zależą od wieku i wchodzenia w kolejne etapy życia;
  • kryzys sytuacyjny – utrata pracy, rozwód, spowodowane nagłym wydarzeniem, które odbiera nam zasoby: pracę, bezpieczeństwo, poczucie własnej wartości, wiarę w sprawczość;
  • kryzys egzystencjalny – ma swoje żródła wewnątrz: są nimi śmierć, samotność, wolność, sens. Wydaje mi się, że było ich pięć jednak w notatkach mam tylko 4, dopytam dzisiaj.

W przypadku, gdy któraś ze stron doświadcza kryzysu egzystencjalnego – związek się rozpadnie, to kwestia czasu. Żadna terapia nie pomoże.
Kryzys egzytencjalny wskazuje, że pomiędzy partnerami doszło do konfliktu wartości. Tego rodzaju konflikt nie ma drogi do porozumienia.

Jeśli strona, która doświadcza kryzysu egzystencjalnego zdecyduje się trwać w związku, to tylko ze złamanym kręgosłupem.

Znam to, rozumiem, dziękuję. Wątpliwości, co do słuszności decyzji o rozwodzie -1000.

Mój przypadek wywołał krótką dyskusję o terapii. To, że nie widzę sensu w dalszym trwaniu dalej razem, w swoim życiu, skupieniu się na mieć zamiast być, że czuję się uwięziona, zakładnikiem sytuacji, to wyszło już na pierwszym spotkaniu.

A jednak terapeutka zachęciła nas do kolejnych spotkań, Daliśmy radę pójść na jeszcze dwa. Na tej kanwie przetrwaliśmy kolejny rok… aż w końcu po 10 latach małżeństwa, kolejnych 10 zmierzania ku rozwodowi, stało się co miało się stać.


Yesterday I had great classes with a psychotraumatologist. We mainly talked about carrying children through divorce. Their perception of the situation, their coffins.

However, for a moment we stopped at the crises.
Divided into:

  • each of us experiences them, they are characteristic because they have their beginning and the end
  • situation crisis – job loss, divorce caused by a sudden event that deprives us of resources: work, security, self-esteem, faith in agency
  • existential crisis – has its sources inside: they are death, loneliness, freedom, meaning. I think there were five of them but I have only 4 in my notes, I ask today.

In the event that one of the parties experiences an existential crisis – the relationship breaks down, it’s a matter of time. No therapy will help.
The existential crisis indicates that there was a conflict of values ​​between the partners. This kind of conflict has no way to reach an agreement.

If the party who is experiencing an existential crisis decides to stay in a relationship, then only with a broken backbone.

I know it, I understand, thank you. Doubts about the rightness of the decision to divorce -1000.

My case triggered a brief discussion about therapy. The fact that I do not see the point of continuing together, in my life, focusing on having instead of being imprisoned, hostage situation, it came out at the first meeting.

And yet the therapist encouraged us to further meetings, We managed to go on two more. On this canvas, we survived another year … until after 10 years of marriage, the next 10 attempts to divorce, what happened was going to happen.

Rocznica… / Anniversary…

nie
jednego westchnienia
nie oddam

spojrzenia
wstecz

myśli jednej
sekundy też
nie

dość łez


no
one sigh
I will not give back

look
back

one thought
one second too
no

enough tears

Rozwodząc się… / Divorcing…

z mężem nie przypuszczałam, że rozwodzę się z większością moich przyjaciół. W tym z przyjaciółką ze szkoły średniej.

Na początku wykluczenie było niezauważalne, zorganizowałam sobie dużo zajęć a w weekendy studiowałam.

Dopiero w maju dotarło do do mnie pierwszy raz, potem kolejny. Myślałam „dziewczyno nie nakręcaj się”, to dzieje się pewnie tylko w twojej głowie, to tylko twoja wersja zdarzeń. Jednak nie mogę oszukiwać się dalej, to fakt.

Tak, smutek. Tak, boli tak mocno, że nie mogę oddychać i spać. Smutek i ogromne poczucie straty. Tak, winię głównie siebie i po raz kolejny znajduję dowód na to jak bezwartościowa jestem, a moje życie bezcelowe i beznadziejne.


….my husband, I didn’t predict that I was divorcing the most of my friends. In this with my high school friend.
In the beginning, isolation was unnoticeable because I organised a lot of activities for myself, and on weekends studied.
In May it reached me for the first time … then another. I thought „wake up, girl”, it’s not happening anywhere more than in your head, it’s just your version of events.
However, I can’t cheat myself anymore. It’s a fact.

Yes, sadness. Yes, it hurts so much that I can’t breath and sleep. Such regret and an enormous sense of loss. I blame myself mainly on this, and once again I find evidence of how insane I am. How worthless I am. How life, my life, is irrelevant and pointless.

to już…

… w poniedziałek orzeczony został rozwód. 20 lat migneło przed oczami, potoczyły się łzy, gdy wsiadłam do auta…

Photo by burak kostak on Pexels.com

remont 2017

Przebiega zgodnie z planem. Wszystko w ramach akcji „pomaluję swój świat…”. Wydałam starą sypialnię, zamówiłam nową, jutro montaż. Pomalowałam gabinet i sypialnię, zrobiłam renowację podłóg (błogosławiony wosk na deskach). Przy okazji wydałam swoje książki, prawie wszystkie… napierw poszła literatura młodzieżowa, wybierałyśmy razem z bratanicą, potem pojechałam po kartony i spakowałam resztę. Zostawiłam sobie tylko te trudne.

Przezyły ze mną 8 przeprowadzek, a teraz bez żalu sie z nimi pożegnałam. 7 dużych kartonów, torba iekeowska i 3 małe kartoniki… No cóż, do wszystkiego człowiek musi dorosnąć, każda decyzja ma swój czas.

Wydałam również większość pamiątek z podróży, kilka obrazów. Leżały, zbierał się na nich kurz, nikt ich nie kochał. Sistra mamy przygarnęła je z radością ;).

 

Jest data…

… początek października. Znalazłam mniejsze mieszkanie w fajnym miejscu z garażem. W środę jadę kupić. Zamieszkam tam i wynajmę to w którym mieszkam obecnie. Będę miała na podróże. Zdecydowanie nie potrzebuję 100m2, aby się wyspać i posiedzieć przed komputerem.

Wybrałam mieszkanie na parterze. Wciąż myślę o psie. Maltańczyk miniatura albo shitzu pasowałby do mnie idealnie :).

m1

nieśmiało…

… zaczynam myśleć o seksie.  W zasadzie mniej myśleć, a więcej czuć. Jakbym się budziła z letargu. Zauważam, że podświadomie lub świadomie narzucone zakazy przestają działać. 19 lat monogamii… straszne, prawda?

Do rozwodu nic z tego.. jednak potem…, być może?

 

Mam wyrzuty…

… sumienia, że nie mam wyrzutów sumienia. W dodatku w tym tygodniu nie idę na terapię, moja Pani ma urlop. Był w poniedziałek, miał jakieś ważne sprawy związane z firma, których nie dało się załatwić przez telefon (sic!). Zajęło nam to 2-3 minuty.

On siedział, a ja marzyłam tylko o tym, żeby już poszedł… może faktycznie złą kobietą jestem. Nic to, tak mi dobrze. Życie nabiera nowych kształtów.

Trudno jest…

… przeczytać pozew o rozwód. Nawet jeśłi jest on napisany najprościej i najkrócej jak się da. Jutro wyląduje w kancelarii sądu.

Serce mi wali, ale łez nie ma. Po tylu próbach straciłam bezpowrotnie nadzieję na naprawę. Nie czuję żalu, nie czuję złości, tylko ulgę i spokój przeplatany smutkiem.

8bc72ed7-1-Custom

została mi…

… jedna szafa do przejrzenia. Dziś wyrzuciałam 4 worki śmieci i 3 worki wrzuciałam do pojemnika PCK. Tak wiele nic nie znaczących, niepotrzebnych rzeczy uzbierało się przez te 20 lat. I to mimo wielu przeprowadzek, które każdorazowo zmuszały do czystek.

Wczoraj oddał mi klucz.

surprised girl in pink

pierwszy tydzień

… upłynął na porządkach, pakowaniu, przepakowywaniu, kociokwiku w pracy. Dopiero koło czwartku zacząłam coś czuć. Przywaliłm autem, wyjeżdżając rano z garażu, nie mogłam trafić do pracy, stałam na skrzyżowaniu zastanawiając sie gdzie jestem i dokąd jadę. Pomyślałam, że bezpieczniej będzie wrócić do domu i odreagować. Wziełam urlop do 8 maja. Dam sobie czas…

Czekam na termin rozprawy. Marzę, aby to było jak najszybciej. Mieć to już za sobą i przejść do fazy reszta życia.

141222_r0_620

Trzecie spotkanie…

… z terapeutką. Rozmawiamy o wielu rzeczach. Oczywiście głównie ja mówię. Trzy spotkanie na poznanie mnie, na poznanie jej. Za każdym razem pytała mnie o cele. Usiadłam wczoraj i je spisałam, na kartce. Na czerwono. Niby przypadkiem na czerwono, ale może jednak nie, może nie bez przyczyny ten kolor przypadkiem wybrałam ;).

Pokręcone to wszystko.

Próbowała się przebić z informacją, że może nienajlepszy czas na podejmowanie decyzji tak drastycznych jak rozwód, kiedy jestem w takim rozstroju emocjonalnym i nie potrafię sobie z tym poradzić. Nie przyjęłam tego, przyjęłam to godzinę później. Słyszę, ale nie słucham, taki mam wniosek.

Zadzwoniłam do męża. Kupował właśnie pralkę do mieszkanie, w którym mieszka. Ucieszył się kiedy poprosiłam o spotkanie. Przyjechał natychmiast. Spotkaliśmy się w mieście, na neutralnym gruncie.

Porozmawialiśmy no i spróbujemy po raz drugi terapii, tym razem bardziej się angażując, a nie tylko symulując zaangażowanie. Daliśmy sobie 4 miesiące.

Póki co mieszkamy osobno.

 

Spakowałam…

… mu kilka rzeczy, kołdrę, poduszki, kilka kocy, pościel, ręczniki, jego przybory toaletowe. Ciuchy spakuje sobie sam. W mieszkaniu w którym będzie mieszkał jeszcze jest biuro do końca roku, ma zatem do dyspozycji tylko mały pokoik.

Wysłałam wczoraj wytyczne do adwokatki zgodnie z tym co domówiliśmy. Wymusiłam niejako na nim, aby określił się „na papierze”, czytaj e-mailem, że zgadza się na taki podział, no i tyle…

… i have a nice life without me.

Umówiliśmy się…

… że mąż zajmie się formalnościami. Dostarczeniem aktów notarialnych, ksiąg wieczystych, aktu ślubu do adwokatki, negocjacjami cenowymi. Niestety nie znalazł czasu. Jak i na rozmowę ze mną. Jest zbyt zajęty lub zbyt zmęczony. Tym sposobem minął miesiąc.

No nic. Zajmę się tym sama. W poniedziałek.

Domówione…

… tydzień w delegacji dał mi czas spokojnie pomyśleć. Nie chcę już próbować. Rozmawialiśmy przed chwilą decyzja ostateczna zapadła. Mimo dwóch tygodni, o które poprosił na przemyślenie sprawy nie zastanawiał się wiele. Jak zazwyczaj praca była ważniejsza.

Koniec z ukrywaniem, koniec z wahaniem. Nowe życie czas start.

Photo by burak kostak on Pexels.com

Dopiero dzisiaj…

.. poczułam się lepiej po czwartkowej przygodzie. Przespałam spokojnie całą noc i z apetytem zjadłam śniadanie. Dziwnym zbiegiem okoliczności odczuwam ulgę od kiedy zaczęłam dodawać imbir do herbaty. A może po prostu minął odpowiedni czas.

Przyznam się szczerze, że wczoraj zaliczyłam pierwszy atak histerii od niepamiętnych czasów. Dlaczego? Już opowiadam. 11 mieliśmy tę cholerna 15 rocznicę, odwołaliśmy imprezę w związku z rozwodem, a w środę mój mąż mnie informuje, że zaprosił dokładanie tych samych ludzi i wszystko byłoby dobrze, gdyby w piątek wieczorem nie dodał, że swojego brata zaprosił też.Rano o 5 sobie wyjechał ba budowę a ja zostałam sama…

I tak sobie myślę, ja pierdolę, umówiliśmy się, że dwa tygodnie potrzebuje, aby ze mną o nas porozmawiać, bo kończy 3 budowy. Myślę sobie ok, niech tak będzie. Te dwa tygodnie miną za tydzień. Co się zmieniło w naszej sprawie przez ten ostatni tydzień? Że teraz mam usiąść we własnym domu i udawać szczęśliwą rodzinkę, żeby jego brat nie musiał się „martwić o niego” (który uosabia wady męża po tysiąckroć), no tak o niego, bo to przecież ja jestem ta zła i bezduszna.

Jakie jest moje miejsce w tym wszystkim, jak to wpłynie na moje uczucia, jak sobie poradzę z tym udawaniem? O tym nie pomyślał, przyznał z rozbrajającą szczerością, kiedy już pękłam przez telefon. Pomyślałam, przecież wiem, tak się dzieje od 15 lat. Założyłeś, że jeśli uczuć nie widać, to znaczy, że ich nie ma.

 

Coraz bardziej…

… klarowne staje się to co myślę i czuję. Tak, dla odmiany tym razem wiem co czuję.

Nadal jest to mieszanina strachu, ulgi, radości i niepokoju, niemniej wygląda na to, że delikatnie zaczynam zmierzać w kierunku radości. W środku wszystko dygocze, znowu nie mogę spać, coraz mniej jem.

Umówiłam się z mężem, że za dwa tygodnie siadamy ponownie do tematu i finalizujemy umowę z prawniczką. Ma trochę zawodowych spraw do skończenia, nie chcę niepotrzebnie eskalować napięcia, które żadnemu z nas nie służy. Wytrzymam, choć wszystko w środku dygocze, a uśmiechać się jest coraz trudniej.

Zaniepokoił mnie wczoraj stwierdzeniem rzuconym mimochodem, że z tego wszystkiego to ja najlepiej wyjde na sprzedazy mieszkania. Myślałam, że mamy wszystko domówione, ja biorę jedno mieszkanie, jeden samochód, pół gotówki. Dla mnie 1/3 majątku dla niego 2/3. mam nadzieję, że dotrzyma słowa.

W pierwszym tygodniu…

… od wystawienia ogłoszenia zgłosiło się dwóch zainteresowanych. Jeden już był oglądać, drugi przyjedzie do Polski 26.11. Gdyby się tak udało załatwić to szybko byłoby super.

 

byłam wczoraj…

… obejrzeć mieszkanie. Blisko, po drugiej stronie starego miasta, poszłam na pieszo. Wracając pomyślałam sobie, że kupie mu prezent, głupio tak ostatnia bez prezentu. Co roku coś kupowałam.

Trudno było trzęsącą brodę doprowadzić do porządki, ale łza nie popłynęła, ani jedna, nie pozwoliłam im.

Kupiłam klocki Lego. Wydały mi się neutralne, nic nie pokazujące.

Bratowa mojego męża jest z tych pamiętających . Przysłała SMS a życzeniami na kryształową rocznicę. Podziękowałam.

Zastanawiam się, czy nie trzeba by już tego ogłosić. Tym razem czynie nie mówię. Więc oprócz nas i adwokatki nie wie nikt.

ostatnia…

… rocznica ślubu dzisiaj. Piętnasta.

 

Przychodzi dziś klient na mieszkanie obejrzeć, ja idę oglądać mniejsze. W robocie się dowiedziałam, że może pojadę do Niemiec na audyt, kupiliśmy tam spółkę. Dobrze by było na chwilę się odciąć, a może na dłużej.

PS Kwiatów ani prezentu, ani niczego się nie spodziewam… w tym roku już się nie łudzę… z doświadczenia wiem, że nic nie będzie.

Przez moment…

… załączyła mi się nieśmiertelność. Dołożyłam sobie znowu obowiązków, aby nie mieć czasu myśleć, a co najważniejsze czuć.

Część z nich muszę jednak odłożyć. Nie dam rady. Wewnętrzne dygotanie nie pomaga.

A Ojciec, ma chyba półpasiec, jutro idę z nim do lekarza.

paradoksalnie…

… sytuacja w domu się poprawiła, chyba obojgu ulżyło, mnie na pewno.

Nie powiem, że się nie boję. Boję się. I to różnych rzeczy: że stracę pracę, że zachoruję na raka i nie nikt się o mnie nie zatroszczy, że nie będę miała kogo poprosić o pomoc, kiedy będzie potrzebna, że nikt mnie nie zechce już kochać.

Z wrażenia zapomniałam zabrać okularów rano, na całe szczęście miałam w biurku jakieś apteczne do czytania, od czasu kiedy przysiadłam na okularach i się nieco skrzywiły.

Prawniczka zaczęła działać. „Mąż” wziął na siebie rozmowy z nią. Mam nadzieję, że uda się to szybko zrobić.

Na tydzień…

… przed 15 rocznicą ślubu wysłałam e-mail do prawniczki z prośbą o przygotowanie pozwu rozwodowego. Znudziło mi się, za nikogo życia nie przeżyjesz, jak ktoś chce być nieszczęśliwy to do usranej śmierci będzie. Mnie mojego szkoda. Ma być krótkie, nie chcę go marnować na rozpamiętywaniu problemów, tylko na rozwiązaniach. Chcę wracać do domu i nie musieć się tłumaczyć, że mieszkanie nie wygląda jak muzeum, ponieważ jedna z filiżanek ma uszko nie w tę stronę. Chcę mieć psa albo kota. Chcę mieszkać z kimś kogo obchodzi co robiłam w pracy, jak się czuję, co chcę robić lub chcę mieszkać sama.

Samość w samotności jest dużo bardziej zjadliwa niż samotność we dwoje.

Trzymajcie kciuki, abym znowu nie wymiękła.

 

Ja pierdolę, co ze mnie za człowiek??? Po rozmowie z mężem 138-90, puls 78.

Zaskoczyliśmy chyba…

… dzisiaj Pana z poradni. W zasadzie to stwierdził, że odwaliliśmy kawał roboty i jeśli rozumiemy, co się w tę sobotę stało, jeśli wiemy jak to utrzymać i chcemy się starać, to w zasadzie jesteśmy w dobrym miejscu.

Jedyne co zrobiliśmy inaczej niż zwykle, to doprowadziliśmy kłótnię do końca… kłóciliśmy się tak długo, że zostało wszystko powiedziane. I tak jak pisałam wcześniej trybiki wskoczyły tam gdzie powinny.

Mam świadomość, że utrzymanie tego stanu może nie być łatwe, ale co zrobić, kto nie ryzykuje ten nie ma.

 

Wczoraj…

… nieśmiało mi zasugerowano, że może bym się już przestała wygłupiać i obrączkę bym założyła…

Wracjąc z Wrocławia…

… zabrałam autostopowiczkę, studentkę 3 roku weterynarii, Miriam. Gaduła straszna ;). Była świeżo po wyprawie autostopowej do Meczugorie w Bośni i Hercegowinie. Prawie trzy godziny jazdy minęły jak 10 minut. Takiej radości życia dawno nie widziałam.

Aż strach spojrzeć w lustro.

Gdzie ona jest, gdzie się schowała, może już umarła, a może jeszcze jest szansa. Jutro wraca on, we wtorek wizyta w poradni, a ja … ja wciąż jeszcze nie rozpakowałam swoich rzeczy.

Podłoga gotowa…

… wyszło całkiem nieźle. Łazienka wyceniona, czeka na decyzję czy zamawiać. A ja? Jak zwykle sama w domu, o przepraszam z psem. Mąż wyjechał na 11 dni, motorem. Wiem jaki kraj jest celem. Ale nie zdążył (nie chciał) zostawić mi trasy, żebym mniej się denerwowała, żebym w razie czego wiedziała gdzie jechać. Nie wziął również tabletu, żeby w miarę możliwości do mnie skejpować. Wiem, rozumiem, mógłby przeciążyć bagaż. Wczoraj zadzwonił dwa razy. Raz z trasy a potem z hotelu, że dojechali, gdzie? się pytam – No, na pierwszy nocleg – ale to znaczy gdzie?… potem zadzwonił tylko, żeby spytać o kurs korony czeskiej i przysłał smsa, że idzie spać… dziś już nie zadzwonił wcale.

Czy ja mam jakiś powód do smutku? do żalu? do złości?

zdjęcie

Pozew…

… dopiero jak się to przeczyta, człowiek sobie uświadamia w jak toksycznej materii tkwi:

Początkowo małżeństwo układało się dobrze, jednakże w trakcie trwania związku małżeńskiego relacje między małżonkami ulegały stopniowemu pogorszeniu.

Z powodu różnicy w światopoglądzie stron, odmiennych priorytetów i niemożnością porozumienia się co do sposobu życia i przyszłości rodziny nastąpiło oddalenie się stron od siebie a w konsekwencji nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia.

Poglądy stron w wielu życiowych sprawach różnią się od siebie tak dalece, że nie jest możliwe osiągnięcie porozumienia.

Strony mają przede wszystkim rozbieżne wyobrażenie na temat rodziny. Powódka bardzo pragnęła i pragnie mieć dzieci, natomiast pozwany nie odwzajemnia tego uczucia, o czym świadczy fakt, że strony pomimo trwania w małżeństwie od ponad 12 lat nie posiadają dzieci. Mimo licznie podejmowanych prób dojścia do porozumienia w tej kwestii i dążenia do zmiany takiego stanu rzeczy, kończyły się one fiaskiem. Na tym tle dochodziło pomiędzy stronami do częstych konfliktów i nieporozumień. Powódka czuje się osamotniona i nieszczęśliwa nie znajdując oparcia w pozwanym, jej życie wydaje się puste i bezcelowe.

Strony oddaliły się od siebie uczuciowo także z powodu częstych  nieobecności pozwanego w domu. Pozwany bowiem od 2008r. rozpoczął pracę w xxxxxx, zatem strony widywały się jedynie w niektóre weekendy w miesiącu. Pozwany nadto cały swój wolny czas poświęcał i poświęca pracy.

Taki stan rzeczy niewątpliwie wpłynął negatywnie na wzajemne relacje pomiędzy stronami, co skutkowało oddaleniem się stron od siebie zarówno w sferze uczuciowej jak i fizycznej, a następnie zerwaniem także więzi gospodarczej. Pożycie między małżonkami ustało całkowicie. Brak jest zatem  między nimi więzi uczuciowych, emocjonalnych i fizycznych.

Mimo że strony nadal zamieszkują w tym samym mieszkaniu, jednakże każde z nich prowadzi oddzielne gospodarstwo domowe, pomijając fakt, że pozwany bardzo rzadko przebywa we wspólnym mieszkaniu stron, bowiem aktualnie pracuje także poza stałym miejscem zamieszkania.

Pomiędzy stronami nasiliła się niezgodność charakterów, która spowodowała brak jakiegokolwiek partnerstwa między małżonkami, co powoduje konflikty i nieporozumienia. Strony żyją obok siebie, a nie ze sobą. Ponadto strony mają odmienne podejście do życia, nie mają żadnych wspólnych zainteresowań czy pasji, nie spędzają wspólnie wolnego czasu.

W tych warunkach miedzy stronami nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia małżeńskiego. Utrzymywanie, zatem tego związku jest zupełnie bezcelowe i nie leży ani w interesie stron ani interesie społecznym.

Powódka nie widzi już możliwości powrotu do wspólnego życia z pozwanym, tym bardziej, że strony już nic nie łączy, brak jest jakichkolwiek więzi pomiędzy nimi.

Łatwo nie będzie…

… ale podobno wyjdziemy z tego.

„Wątroba powiększona  o zaokrąglonych brzegach płatów ALT (GPT)  229,8 norma (0-60)”

Leczenie trochę potrwa, ale łez mam nie ronić i wyluzować nieco.

O wizycie w poradni nic Wam nie napiszę, bo sama nie wiem co o tym myśleć. Ale nie jestem dobrej myśli.

Adwokatka…

… robi swoje, parkieciarz swoje, projekt łazienki zrobiony, czekam na wycenę.

A ja? A my? Umówiliśmy się na wtorek do poradni małżeńskiej. Będąc pewnymi, że to nic nie da, ale żeby z drugiej strony mieć poczucie, że wyczerpaliśmy wszystkie opcje…

Powinnam…

… przelać dzisiaj 900 tytułem opłaty sądowej za wniesienie pozwu. Ręka drży, serce łomoce… znikąd wsparcia, znikąd ratunku.

Deski na…

… podłogę zamówione. Parkieciarz umówiony. Łazienkę i resztę zrobię jak się przeprowadzę. W przyszły weekend załatwią sprawę. Zrobię sobie wannę, jak na mojej pierwszej kawalerce.

Najbardziej bolesna jest sprawa psa. Wciąż się jeszcze biję z myślami, czy jej nie zabrać. Ale jak sobie pomyślę, że całe dnie będzie sama, to mi jej żal.

I jeszcze piosenka. Jakoś dziwnie na temat, choć za nią nie przepadam…

A teraz idziemy do adwokata. Akty notarialne, dowody rejestracyjne, wszystko przygotowane.

Poczekaj jeszcze…

… Zrób sobie tam remont. Wymień panele (których nie znosisz) na podłogę, wyremontuj łazienkę. Żebyś miała fajnie.

Bo jesteś pewna, że dobrze robimy? Przecież ja Cię kocham. Ja Ciebie też Misiu, ale to za mało. Nie wychodzi nam życie pod jednym dachem. Nie chcę zacząć Cię nienawidzić. No, ale spróbujmy jeszcze raz. Próbowaliśmy już, nie wychodzi. Przez dwa dni będzie dobrze, przestaniemy ze sobą rozmawiać, żeby nie prowokować. O tym marzysz? Takie życie Cię satysfakcjonuje? Dla mnie to za mało, nie potrafię tak. Dobrze o tym wiesz. Ale ja uważam, że byliśmy dobrym małżeństwem. Zgadzam się, też tak myślę, ale jak sam powiedziałeś byliśmy

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: