Najsmutniejsze…

… jest to, że teraz kiedy czuję się ze sobą dobrze, czuję się spójna i spełniona, gotowa do wejścia między ludzi, to nie ma ludzi.

O tym, że nie romansuję w pracy, nie imprezuję i nie mam gdzie poznawać potencjalnych drugich połówek pisałam już nie raz. Nic się nie zmieniło w tej kwestii, poza tym że minęło prawie 5 lat od kiedy mnie interesują faceci.

Na portalach randkowych te same twarze od lat, nadal upieram się (i to dotyczy również mnie), że bywają tam ludzie w unikającym stylu przywiązania, co nie rokuje pomyślności. Jeśli lubicie testy, to możecie sprawdzić swój tutaj https://www.idrlabs.com/pl/styl-przywiazania/test.php.

Nadzieja wciąż się tli, jednak rozum mówi przepadło w tym życiu. Zwłaszcza, że faceci w moim wieku zaczynają (sroki Panowie) gwałtownie ramoleć.

Photo by Pixabay on Pexels.com

Życie po blokadzie

jest piękniejsze. Chce mi się ruszać. Chce mi się chcieć.

Ojciec od 10.11 w szpitalu. Jest już po pierwszej chemii. Zakaz odwiedzin, telefonu w dyżurce lekarskiej nikt nie odbiera. Zwariować można. Drugi dzień próbuję się dowiedzieć co dalej.

Odwiedziny oczywiście zakazane. Codziennie podrzucam mu jakieś przekąski, odbieram brudne ciuchy i tyle. Frustrujące.

No i dostałam dzisiaj 2 tysie podwyżki. O tyle dziwne, że o nią nie prosiłam. O tyle dziwne, że generalnie nie ma podwyżek w tej firmie. Miłe ;).

Photo by Anni Roenkae on Pexels.com

Pisałam już?

Że Ojciec ma jednak nawrót raka? Badania pet-ct to pokazały. W środę odstawiam go do szpitala, chyba że na wejściowym covidzie okaże się, że jest chory. Istnieje taka opcja, ponieważ przed szczepieniem przeszedł bezobjawowo (podobnie jak ja) więc teraz też się boję, że test wykaże coś czego nie widać.

Dziś rano Najstarsza przywiozła Ojca do mnie, zresztą sama też została. Od kilku tygodni coraz częściej u mnie śpi. I jest mi z tym super. Zwłaszcza, że jest najmniej gadatliwa ze wszystkich trzech moich bratanic ;).

Ja w ubiegły czwartek zaliczyłam zastrzyk w kręgosłup. Czuję się po nim świetnie. Świat jest piękniejszy. Chce się żyć. Po roku walki z bólem, trudno się oduczyć wykrzykiwania „ała” przy wstawaniu z łóżka, czy zakładaniu skarpetek. W końcu mi przejdzie ;).

Do kompletu jeszcze terapia manualna i fizjoterapeuta, żeby się nauczyć ćwiczeń, które pozwolą utrzymać obecny stan rzeczy, a może nawet nieco poprawić sytuację.

W sumie pomimo wszystkiego dziś jest taki dzień, w którym pomyślałam sobie nie jest tak źle. Może jakoś się wykaraskamy z tego wszystkiego jako rodzina.

Młoda już myśli o świętach i losowaniu „tajnym” kto komu kupuje prezent. W tym roku budżet rośnie do 20pln na łebka ;). Strasznie trudno kupić coś fajnego w tym budżecie, ale w sumie to też frajda z tym powalczyć.

Obyśmy przy wigilijnym stole zasiedli w nie mniejszym składzie niż w ubiegłym roku.

Photo by Anna Shvets on Pexels.com

chodziła…

… narzekała, zwlekała z wizytą u lekarza no to teraz ma.

Albo ostrzyknięcie epiduralne pod RTG miedzy 9 a 10 krąg, gdzie kawałek uszkodzonego dysku uciska na nerw. Jedyne 1500-2000pln lub rok czekania na nfz.

Albo operacja.

Uszkodzenia pierścienia włóknistego na poziomie L5S1

Powoli…

… do przodu.

Na cito przyjęcie do szpitala nadal się nie udało. Okazało się, że najpierw PET-CT, żeby określić stadium wznowy. Zapewne pomoże to podjąć decyzję, czy w ogóle warto hospitalizować, czy warto walczyć.

Nie oszukujmy się, ostania chemia prawie zabiła ojca a dziś jest 5 lat starszy i dużo słabszy fizycznie.

No nic, nie ma co gdybać trzeba czekać. Wbijamy w sobotę na badanie, później pewnie opis ze dwa tygodnie, wizyta u hematologa za kilka alb i kilkanaście nawet a w tym czasie będzie sobie powoli gasł. Nic na to nie poradzę. Powinnam się z tym pogodzić, jednak tak strasznie trudno jest odpuścić.

Poza tym… poza tym jest ok. Już we wtorek mam wizytę u ortopedy, tym razem z wynikiem rezonansu. I wcale „obrzęk szpiku kostnego” mnie nie przeraża, mam ważniejsze rzeczy na głowie niż jakaś pierdoła ze szpikiem. Zadanie dla lekarza brzmi: ma przestać boleć, najlepiej od zaraz.

Photo by Artem Saranin on Pexels.com

Nawyki…

… z dzieciństwa.

Ja mam taki, że jeśli w wędlinie jest choć milimetr białego tłuszczu to go wycinam.

Robiłam sobie kanapkę prze chwilą na śniadanie. Z polędwicą sopocką. Nie byłam w stanie powstrzymać tego odruchu, ani zmusić się do zjedzenia kanapki z tym czymś ;P.

Każdy z nas ma jakiegoś pierdolca, ja ma takiego. Jaki jest Wasz?

Photo by Kovacs Apor on Pexels.com

Wybory.

Każdy z nas wybiera za siebie.

Koleżanka z pracy lat 42 zaszła w ciążę. Wybrała. Urodzi w lutym. Czwarte dziecko.

Podziwiam odwagę.

Photo by Henley Design Studio on Pexels.com

grzech…

… nie skorzystać ze światłej rady za 250 pln. Zaczęłam się zastanawiać co zrobić, żeby przełamać samotność.

W końcu wymyśliłam. Nic odkrywczego. Stosowałam to już nie raz. Zapisałam się na studia.

Poznam nowych ludzi, więcej będę chodzić (13 minut na pieszo od domu), czegoś się nauczę.

Photo by Alexandr Podvalny on Pexels.com

W trakcie…

… wizyty u psychiatry usłyszałam jedną z tych bezcennych rad, od których życie momentalnie staje się lepsze.

„Powinna Pani coś zrobić z tą samotnością”.

Ja pierdolę, co za odkrycie. Ile fakultetów trzeba skończyć i ile stówek wziąć za wizytę, aby dojść do poziomu udzielania tak światłych porad?

Pytam się: „Co? Co to jest to coś?”

Na to jak się domyślacie nie dostałam odpowiedzi.

Natomiast, po epizodzie z Luckiem, od czasu gdy go oddałam, rozważam przygarnięcie kota. Może zostawać sam na wiele godzin, podobno nawet dni. Potrzebuję kogoś/czegoś żywego w domu po powrocie. Żeby mi się chciało tutaj wracać, żeby chciało m i się cokolwiek, żeby było kogo/co przytulić.

Waham się. Kotu nie będzie tak łatwo znaleźć innego domu w razie porażki, a szczerze nie znoszę popełniania tych samych błędów.

Photo by Lucas Pezeta on Pexels.com

Pozbierałam się,

poskładałam do kupy.

Po wpisie w czerwca poszłam po rozum do głowy. Terapia, zmiana leków, naprawienie kręgosłupa, rozwiązanie zaburzeń hormonalnych pomogło.

Trochę to trwało. Jednak są pozytywne efekty.

Rano staje dbam o śniadanie i ostatnio złapałam się na tym jak przyjemne jest śniadanie i gorąca herbata.

Ostatnie dwa tygodnie spędziłam na wakacjach z rodziną. Pojechaliśmy ośmio-osobowym składem, 3 pokolenia. Pasowałam do nich, mniej więcej wstawaliśmy, szliśmy na śniadanie, na plaże, posiłki w tym samym czasie. Bez umawiania się i spinki. Dawno nie miałam takiego uczucia, że pasuję.

Opaliłam się. Znowu zaczęłam czytać. Chciało mi się rozmawiać. Postęp.

Photo by Ann H on Pexels.com

Wieki całe…

… tutaj nie zaglądałam. Jakoś nie było nastroju. Nie było tematu. Nie było chęci.

Ostatnio wydarzyło się kilka rzeczy, które mogę wyrzucić tylko tu. W realu jakoś nie ma do kogo.

Od rzeczy łatwiejszych.

  1. Lucek rośnie jak na drożdżach, zdrowy, wesoły, inteligenty. Dzięki niemu robię średnio 10tys kroków dziennie, w porównaniu do niecałych 3 tysięcy wcześniej. Na kręgosłup nie pomogło, jak bolał tak boli, mimo, że rehabilitant zalecał chodzenie. Na poczucie samotności i bezsensu pomogło bardzo mocno.
  2. W sobotę pożegnaliśmy żonę kolegi z pracy. udar po-szczepionkowy, Dwójka małych dzieci, w tym jedno niepełnosprawne. Nie mogę się otrząsnąć. Dlaczego śmierć nie wybiera tych, którzy czekają na nią z utęsknieniem?
  3. Przedwczoraj urodził się Staś – całe 3700 gramów szczęścia wyczekany synek. I już miało być lepiej. Jedno miało zrównoważyć drugie.
  4. Ale wczoraj gruchnęła wiadomość, że zmarł nasz kolega z pracy. Choroby współistniejące, nie pozwoliły wykaraskać się z covida.

Dzisiaj nie miałam siły pojechać do pracy. Zostałam w domu. Trochę się poobijam, poleżę pod kołderką, zbiorę siły na jutro, a potem na pojutrze.

Nadal czekam, a ta suka nie wybiera mnie.

Tak sobie…

… pomyślałam, że po majówce życie pewnie wróci do normy. Wrócimy do pracy, do szkół, biegania za wszystkim i niczym. Jaki będzie świat po emidemii, jacy będziemy my? Jak szybko wrócimy do bycia bezmyślnym konsumentem, czy zniweczymy zacieśnione dzięki pobytowi w domu więzi?

Najstarsza młoda odebrała dziś świadectwo ukończenia technikum. Matura 8 czerwca. Pamiętacie ten dzień, kiedy tak bardzo chcieliście być dorośli?

A dziś?

Słuszne…

… decyzje skutkują u mnie w dość oczywisty sposób. Kociokwik w głowie się uspokaja. Uspokoił się i tym razem. Z dnia na dzień. W zasadzie z godziny na godzinę.

Drugi symptom to spanie. Dwie cudownie przespane kamiennym snem noce.

Photo by Engin Akyurt on Pexels.com

Jasno.

Rano i wieczorem. Nie wiem jak Wy, ja funkcjonuję już lepiej. Nie mogę się doczekać wiosny i zrzucenia tych ciężkich butów. Odwieszenia kurtki na kołek.

Przeprowadzka w majowy weekend, a potem się zobaczy, jakoś to będzie… choć wolałabym jakość od jakoś.

Update 12:04: przeprowadzka już w marcu :).

Gdyby tak można było wyłączyć niektóre obszary mózgu, byłoby cudnie. Nie widziałabym cienia pod pozornością codzienności. Nie pytałabym się o wartość tego co robię, nie kwestionowała rzeczywistości.

Gdyby tak wgrać programik, w chwilach pomiędzy zadaniami się hibernować, nie myśleć, nie czuć, nie żyć.

Tak wiem, mogę to przerwać na przynajmniej dwa sposoby:

— żyć dalej, żyć prawdziwie, z ludźmi,

— wcisnąć Alt+F4, wciąż brakuje mi odpowiedniej dawki odwagi lub głupoty.

Hahahahah a w głośniku „don’t give up” hahahahah, karma. Los to złośliwa suka.

Don’t give up ’cause you have friends
Don’t give up you’re not the only one
Don’t give up no reason to be ashamed
Don’t give up you still have us
Don’t give up now we’re proud of who you are
Don’t give up you know it’s never been easy
Don’t give up ’cause I believe there’s a place
There’s a place
Where we belong

4-11.2019, i jakoś.

Zadziwiająco dobrze się mam. Zrozumienie przynosi spokój. Zrozumienie łagodzi ból. Nawet pozwoliłam sobie nie pójść na cmentarz razem z całym spędem. Byłam rano z bratową rozstawić co trzeba, wystarczy. I tak chodziłam tylko z poczucia winy przez ostatnie 4 lata. Już nie będę, tak jak nie robiłam tego wcześniej, To święto jest dla katolików, ja nią nie jestem.

Niespodziewanie przyjechała mamy siostra z mężem, młodszą córką jej mężem i synem, zrobiła się grubsza impreza. Było fajnie.

Co do żołnierza, no cóż myślę o nim, jednak nie ma bólu, jest tylko żal. Tęsknota za ciepłem drugiego ciała, zapachem skóry, wspólnym posiłkiem. Nie za nim, za kimś.

2019-06-26, wtorek.

Ostatnie kilka tygodni mineło jak sen. Dobry sen. Dobrze jest czasami się połudzić. A potem ktoś lub coś pozbawia mnie tych załudzeń. Stawia mnie do pionu. Ściąga do rzeczywistości. Nie najgorszej rzeczywistości a jednak nie tak dobrej jak właśnie przerwany sen.

Przypowieść pierwsza. Kilka tygodni temu odezwał się do mnie mój ulubiony psychopata. O fajnie. Pomyślałam. Popisaliśmy, pogadaliśmy, a potem gdzieś pomiędzy „a może pożyczyłabyśmi 40 tysięcy”. Tak głośno i tak długo to się dawno nie smiałam. Śmiech przez łzy. Koniec snu.

Przypowieść druga. Krynica to było wszystko na co nas było stać. Było uroczo, romantycznie, jednak co się wydarza w Krynicy tam też pozostaje. Tutaj jest rzeczywistość.

A jednak, ta jebana nadzieja gdzieś tam się tli. I wciąż szepcze „jeszcze nie jest za poźno, znajdziesz go albo on ciebie, daj sobie szansę”. A ja się tylko, stojąc twardo na ziemi w rzeczywistym świecie, pytam „jak?”.

2019-06-04, wtorek.

Minęło 30 lat. Matko jaka jestem stara. Na pocieszenie mam to, że wtedy jeszcze nie mogłam głosować. Więc może nie aż tak bardzo stara.

Mam nieśmiałą nadzieję w sprawie jednego takiego uroczego, przystojnego… nie zapeszać…

Będzie dobrze, będzie dobrze i już. Inaczej po co by to całe życie nam się przydarzało.

2015-05-28, wtorek.

Wtorek dzień lenia. Home office. Nie chciało mi się ubierać i pędzić do roboty. Wstałam w nastroju zgodnym ze światem za oknem, powolna i leniwa. Z szaleństwem w oczach. Na szczęście lodówka okazała się być nie całkiem pustą. Popijam gorącą, aromatyczną, niezwykle mocną indyjska herbatę. Z miodem i cytryną.

Piszę do Was, pisze do siebie za jakiaś czas. Uśmiecham się. Do siebie, ale i do Was, i do świata za oknem, a nuż się odmieni…

Miłego, leniwego dnia wszystkim.

2019-05-27, poniedziałek.

Wiedźmi cykl zaczyna się zwykle niewinnym pytaniem i zdarza się co 3 lub 4 miesiące.

Tym razem Baśka zapytała „A co z Twoimi facetami”. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą „Cisza. Odpuściłam. Pogodziłam się z tym, że nikt ze mną nie wytrzyma.

Bo to nie jest to, że oni nie chcą, tylko się boją. Czego? Zielonego pojęcia nie mam, choć kilka argumentów jestem w stanie wymyślić.

Baśka zapytała w sobotę. Tego samego dnia kupiłam platany, które polubiłam w Kolumbii. Smażąc je na słodko z cynamonem i miodem myślałam o Marcinie. Wczoraj napisałam, Wam, że jednak trochę za nim tęsknię. A dziś. Dziś w trakcie dość ważnego spotkania widzę wiadomość na whatsappie sygnowaną jego inicjałami. Rzuciłam okiem i coś mi się nie zgadzało. Wiecie to takie uczucie kiedy obraz nie pasuje do dźwięku w filmie. Totalna konfuzja, ale że co?

No właśnie, o co chodzi?

2019-05-25, Niedziela.

Pomyślałam sobie wczoraj, że decyzja o pisaniu bloga w dwóch języka nieco wpłynęła na ostatnią ciszę. Z tego powodu rzadziej pisałam z telefonu, tym samym rzadziej w ogóle.

Taką znalazłam przyczynę techniczną.

Emocjonalna? No cóż większość z Was już zapewne to przerobiła. W trakcie moich 14 lat blokowania wielokrotnie następowały takie okresy. Kończyły się zazwyczaj usuwaniem wszystkiego, jednak dziś już wiem, że nie ma co ulegać chwilowej niemocy, a raczej cierpliwie poczekać. Samo wróci. Sama wrócę.

Jestem.

Przygotowania do sezonu letniego w toku. Wyprałam dziś pokrowce na meble ogrodowe. Śliczne, pachnące, aż chce się posiedzieć. Choć dziś trochę chłodno u mnie jest. A u Was?

Porządkowanie w stronę minimalizmu poskutkowało wczoraj wystawieniem na sprzedaż wczoraj: motoru, kurtki, kasku, butów, klawiatury i myszy od maca. Wszystko czego nie użyłam przez ostatni rok. Leży, starzeje się a pożytku z tego żadnego. A za kasę sobie kupię jakieś wypasione szpilki za 3 tysiące. A co tam. Niech mam, należy mi się. Od powrotu z Kolumbii gdzie zostawiłam moje ukochane, zajechane na śmierć nadal nie nabyłam żadnych. Nie mogę się zdecydować, szukam tamtego modelu. A propos od powrotu minął rok. Kto by pomyślał.

2019-05-25, Sobota.

O niczym tak bardzo nie marzę jak o tym, aby mieć psa. Uszczęśliwiłby mnie. A ja jego nie bardzo, dlatego nie mam. Coraz więcej pracuję, coraz częściej wyjeżdżam. Mam nadzieję, że dożyję do emerytury i wtedy przysposobię nawet dwa.

Tęsknię za Małą Pierdoła bardzo, każdego dnia choć to już 6 lat jak jej nie ma. Za ex wcale. Za chłopakami z Tindera nic a nic. Dobra przyznam się za jednym troszkę.

W tle gra AC/DC. Okno balkonowe otwarte na oścież. Przesadziłam kwiat, który dostałam na parapetówkę rok temu. Mam nadzieję, że przeżyje moje nieudaczne ogrodnictwo. Lubię go ładny jest. Przypomina mi Mamę.

2019-05-05, Sunday.

Yesterday, all day I hypnotized yews outside the window to grow faster. I was in bed, I did not even get up to have breakfast. It was not until around 16:00 that laziness won the hunger.
Today I have the impression that they have grown overnight. Yew trees. I covered them with fertilizer a few days ago. Maybe…

I look deeper into my heart and try to name what I feel.
Perhaps the nearest to this is „disbelief”, a bit of „hope”. Surprisingly, not much „sadness” and „anger”. Although I can not recognize the latter well.


Wczoraj cały dzień hipnotyzowałam cisy za oknem, aby rosły szybciej. Leżałam w łóżku, nie wstałam nawet zrobić sobie śniadania. Dopiero gdzieś koło 16:00 głód zwyciężył lenistwo.
Dziś mam wrażenie, że urosły przez noc. Cisy. Podsypałam je nawozem kilka dni temu. Może…

Zaglądam w głąb i próbuję nazwać to co czuję.
Chyba najbliższe temu jest „niedowierzanie”, odrobina „nadziei”. O dziwo niewiele „smutku” i „złości”. Choć tej ostatniej nie umiem dobrze rozpoznać.


Friday.

Loneliness impresses a more profound mark. I wake up and repeat like a mantra. Accept this. Accept this. The chances are small that you will find. You’re not looking for any more. As a guy who prayed to God that he would make him win the lottery. After a few years, God thundered: „play in the end, damn it”.

Play how? Will not buy a coupon. I will not win the lottery.

Women like me, Sophie DIY, who can not do anything, they will learn without being taunted. Drill with a drill, assemble the trimmer and cut the lawn, assemble the furniture, replace the battery in the motorcycle.

Women like me, Sophie DIY, who earn more than a statistical citizen and support rather than need help.

Women like , Sophie DIY, they are alone.

Simply.



Samotność odciska coraz głębsze piętno. Rano wstaję i powtarzam jak mantrę. Zaakceptuj to. Zaakceptuj to. Szanse są niewielkie, że znajdziesz. Zresztą nie szukasz. Jak w dowcipie o facecie, który modlił się do boga, aby ten sprawił, że wygra w lotka. Po kilku latach bóg zagrzmiał: „zagraj w końcu, do cholery”.

Zagrać jak? Nie kupię kuponu, nie wygram na loterii.

Takie jak ja, Zosie Samosie, które jak czegoś nie potrafią, to nauczą się bez marudzenia. Wywiercą wiertarką, zmontują wykaszarkę i same skoszą trawnik, zmontują meble, wymienią akumulator w motorze.

Takie jak ja, Zosie Samosie, które zarabiają więcej niż statystyczny obywatel i raczej wspierają niż potrzebują wsparcia.

Takie jak ja, Zosie Samosie, są same.

Po prostu.

2018-03-11

Already on Friday to work. Hurray. Finally, a job. Lazying is not going well. And cleaning. And dating. What to do? You can not be great in everything, right?
I came back to exercise today.

What’s new about you? How’s Monday in March, also cloudy and windy with rain?


Już w piątek do pracy. Hurra. Nareszcie jakieś zajęcie. Leniuchowanie nie wychodzi mi najlepiej. I sprzątanie. I randkowanie. Co zrobić.? Nie da się być przecież we wszystkim świetnym, prawda?
Wróciłam dziś do ćwiczeń.

A co u Was? Jak poniedziałek marcowy, również chmurny i wietrzny przekrapiany deszczem?

dla zabicia…

To kill time, I let myself be absorbed in homework. I started cleaning clothes in the closet yesterday. For a moment, a long moment, I had the impression that I was making a bigger mess instead of order. However, today you can see something.

I’m ironing shirts, shirts, sweaters, I put it neatly. In two days, there will be chaos anyway.

Today I was hoping for nice sunny weather and going outdoors with a new toy. For now, it is grey. Maybe later it will clear up.

I feel so lonely. No, not alone. Lonely.


Dla zabicia czasu dałam sie pochłonąć domowym obowiązkom. Zaczełam już wczoraj sprzątać w szafie z ciuchami. Przez moment, dłuższy moment, miałam wrażenie, że robię większy bałagan zamiast porządek. Jednak dziś już coś widać.

Prasuję koszulki, koszule, sweterki, układam równiutko. Za dwa dni i tak będzie chaos.

Miałam dziś nadzieję na ładną słoneczną pogodę i wyjście w plener z nową zabawką. Póki co jest szaroburo. Może później się przejaśni.

Czuję się taka samotna. Nie, nie sama. Samotna.

Trzydziesty.

Too much free time leads to delaying later. Blog too. I’m sending cv’s. I talk seriously with four companies, one in Warsaw.

Do you remember my favourite psychopath? He spoke today. Basically last night. I know what I should do about it. However, I do not. Again I make my life more difficult? Just to feel the adrenaline?


Zbyt duża ilość wolnego czasu prowadzi do odkładania na później. Bloga też. Wysyłam cvki. Na poważnie rozmawiam z czterema firmami, jedna w Warszawie.

Pamiętacie mojego ulubionego psychopatę. Odezwał się dzisiaj. W zasadzie wczoraj w nocy. Wiem co powinnam z tym zrobić. Jednak nie robię. Znowu utrudniam sobie życie ponad miarę? Żeby tylko poczuć adrenalinkę?

2019-01-23

I spend the last day at work, this job, browsing Facebook.

I am waiting for a conversation, during which I will inform them that I am leaving. I’m doing well, I’m doing wrong, it’s just the prospect of changing the pole. As usual, there are pros and cons, but I’m good at it.

I can always sit in a discount on the cash register. And some fitness by the way.


Spędzam ostatni dzień w pracy, tej pracy, przeglądając facebooka. Czekam na rozmowę, w trakcie której poinformuję ostatecznie, że odchodzę. Dobrze robię, źle robię, to tylko perspektywa zmienia biegun. Jak zazwyczaj są plusy i minusy, jednak jestem dobrej myśli.

W dyskoncie na kasę zawsze można usiąść. I trochę fitnessu przy okazji.

śniadanie

Thank you.

Thanks to you, I do not eat breakfast alone. It’s good that you are.


Dziękuję.

Dzięki Wam nie jem śniadania sama. Dobrze, że jesteście.

Risotto.

Risotto with zucchini in progress. I found only rice and zucchini in this apartment, so … here is a risotto with zucchini. It’s good that some broth and butter and onions are found.

I go to my first job interview on Monday. Keep fingers crossed.


Risotto z cukinią w toku. Tylko ryż i cukinia znalazłam w tym mieszkaniu, a zatem… oto ono risotto z cukinią. Dobrze, że jakaś kostka rosołowa i masło oraz cebula się znalazły.

W poniedziałek idę na pierwszą rozmowę o pracę. Trzymajcie kciuki.

2019-01-16

In the heat of writing, rewriting and translating into English, I become hungry.

Fortunately, this time I had something at home. I do not know about you, but I love simple dishes, especially those for which I have warm memories. From the series of flavours of childhood: rice, apple, some butter, sugar and cinnamon, and for dessert a million good thoughts.

What about you?


W ferworze pisania, przeredagowywania i tłumaczenia na angielski życiorysu, zgłodniałam.

Na szczęscie miałam tym razem coś w domu. Nie wiem jak wy, ale ja kocham proste dania, a szczególnie takie co do których mam ciepłe wspomnienia. Z serii smaki dzieciństwa: ryż, jabłko, trochę masła, cukru i cynamon, a na deser milion dobrych myśli.

Co u Was?

2019-01-09

Once again, I am amazed by the strength of the subconscious.

Mind says „to people” make a party, integrate.
The body says „there is no agreement”. A runny nose, a fever.

Ehh life, ehh me.


Po raz kolejny zdumiona jestem siłą podświadomości.

Rozum mówi „do ludzi” zrób imprezę, zintegruj się.
Ciało mówi „nie ma zgody”. Katar, gorączka.

Ehh życie, ehh ja.

2015-01-07

Shortly after 21:00 yesterday, a friend from work shyly texted me. From word to word, it turned out that Carol had moved out definitively.

I suggested that she pack her pyjamas and what she needed and came. I had three proseccos from New Year’s Eve at home, because our alco plan did not go out. There was no day for drinking. We were supposed to get drunk. However, Margo was too tired to succeed. I, as for most of the year, still had no day to drink.

We started watching the film „The Farm of Miracles”, I will come back to him for sure. Finnish production of people like me, like us. The elderly lady is about 50 alone and does not know what to do with herself on holidays

Returning to Margo. She is 10 years younger than me, a beautiful girl. After the divorce, she met Carol and lived with him because of a. She liked him physically, she did not want to live alone. They lasted 4.5 years.

You can not pretend to love. Not long anyway.


Tuż po 21:00 wczoraj koleżanka z pracy nieśmiało za whatsappowała. Od słowa do słowa w końcu się okazało, że Carol się wyprowadził, definitywnie.

Zaproponowałam, aby spakowała piżamkę i co tam potrzebne i przyjechała. Miałam w domu trzy proseco od sylwestra jeszcze, bo nam plan akoholowy nie wyszedł. Nie było dnia na picie. Miałyśmy sie upić. Jednak Margo była zbyt zmęczona, aby to się udało. Ja, jak przez większość roku, nadal nie miałam dnia na picie.

Zaczęłyśmy oglądać film „Farma cudów”, wrócę do niego na pewno. Finlandzka produkcja o takich jak ja, takich jak my. Starsza Pani około 50 zostaje sama i nie wie co zrobić ze sobą w święta…

Wracając do Margo. Jest ode mnie z 10 lat młodsza, prześliczna dziewczyna. Po rozwodzie spotkała Carola i zamieszkała z nim ponieważ: a. podobał jej się fizycznie, b. nie chciała mieszkać sama. Wytrzymali 4,5 roku.

Nie da się udawać miłości. Nie długo w każdym razie.

2019-01-05

I was looking for a shawl, I found a cardboard box with winter dresses. Nice fun. Two favourites of favourites that I forgot. It’s warm, cosy, beautiful.

PS. I did not find the shawl ;).


Szukałam szala, znalazłam karton z zimowymi sukienkami. Niezła frajda. Dwie ulubione, ulubione, o których zapomniałam na śmierć. Cieplutkie, przytulne, piękne.

PS. szala nie znalazłam ;).

2019-01-04

Hardly a week started it is over.

Cool. I work in the work, harder. I wonder how long enough for me to be enthusiastic.

During the week, I am pampered with a CV, there is a chance to work in my hometown.

What’s new about you?


Ledwie się tydzień zaczął to już się kończy.

Super. Wziełam się nieco do roboty, w robocie. Ciekawe na jak długo wystarczy mi zapału.

W weekedn dopieszczam CV, jest szansa na pracę w rodzinnym mieście.

A co u Was?

2019-01-02

It’s hard to sit at a desk and start working after such a long period of blessed idleness.

However, it’s good to see familiar faces and joke in the queue for coffee. I am glad that I am here, still.


Ciężko usiąść przy biurku i zacząć pracować po tak długim okresie błogosławionego leniuchowania.

Jednak dobrze zobaczyć znajome twarze i pożartować w kolejce po kawę. Cieszę się, że tutaj jestem, jeszcze.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: