W trakcie…

… wizyty u psychiatry usłyszałam jedną z tych bezcennych rad, od których życie momentalnie staje się lepsze.

„Powinna Pani coś zrobić z tą samotnością”.

Ja pierdolę, co za odkrycie. Ile fakultetów trzeba skończyć i ile stówek wziąć za wizytę, aby dojść do poziomu udzielania tak światłych porad?

Pytam się: „Co? Co to jest to coś?”

Na to jak się domyślacie nie dostałam odpowiedzi.

Natomiast, po epizodzie z Luckiem, od czasu gdy go oddałam, rozważam przygarnięcie kota. Może zostawać sam na wiele godzin, podobno nawet dni. Potrzebuję kogoś/czegoś żywego w domu po powrocie. Żeby mi się chciało tutaj wracać, żeby chciało m i się cokolwiek, żeby było kogo/co przytulić.

Waham się. Kotu nie będzie tak łatwo znaleźć innego domu w razie porażki, a szczerze nie znoszę popełniania tych samych błędów.

Photo by Lucas Pezeta on Pexels.com

Wieki całe…

… tutaj nie zaglądałam. Jakoś nie było nastroju. Nie było tematu. Nie było chęci.

Ostatnio wydarzyło się kilka rzeczy, które mogę wyrzucić tylko tu. W realu jakoś nie ma do kogo.

Od rzeczy łatwiejszych.

  1. Lucek rośnie jak na drożdżach, zdrowy, wesoły, inteligenty. Dzięki niemu robię średnio 10tys kroków dziennie, w porównaniu do niecałych 3 tysięcy wcześniej. Na kręgosłup nie pomogło, jak bolał tak boli, mimo, że rehabilitant zalecał chodzenie. Na poczucie samotności i bezsensu pomogło bardzo mocno.
  2. W sobotę pożegnaliśmy żonę kolegi z pracy. udar po-szczepionkowy, Dwójka małych dzieci, w tym jedno niepełnosprawne. Nie mogę się otrząsnąć. Dlaczego śmierć nie wybiera tych, którzy czekają na nią z utęsknieniem?
  3. Przedwczoraj urodził się Staś – całe 3700 gramów szczęścia wyczekany synek. I już miało być lepiej. Jedno miało zrównoważyć drugie.
  4. Ale wczoraj gruchnęła wiadomość, że zmarł nasz kolega z pracy. Choroby współistniejące, nie pozwoliły wykaraskać się z covida.

Dzisiaj nie miałam siły pojechać do pracy. Zostałam w domu. Trochę się poobijam, poleżę pod kołderką, zbiorę siły na jutro, a potem na pojutrze.

Nadal czekam, a ta suka nie wybiera mnie.

Tak sobie…

… pomyślałam, że po majówce życie pewnie wróci do normy. Wrócimy do pracy, do szkół, biegania za wszystkim i niczym. Jaki będzie świat po emidemii, jacy będziemy my? Jak szybko wrócimy do bycia bezmyślnym konsumentem, czy zniweczymy zacieśnione dzięki pobytowi w domu więzi?

Najstarsza młoda odebrała dziś świadectwo ukończenia technikum. Matura 8 czerwca. Pamiętacie ten dzień, kiedy tak bardzo chcieliście być dorośli?

A dziś?

Pozostaje…

… mi po nich muzyka. Po jednym Parov Stellar, po drugim 30 seconds to Mars i Georg Michael, którego wcześniej nie słuchałam, a który okazuje się całkiem, całkiem dla starszej pani.

Co zostanie mi po Trójce, a w zasadzie Jedynce, bo to on pomógł mi z pierwszym razem po 20 latach monogamii. Wystarczył jeden SMS w środku nocy, aby się zjawił. I jak w dość romantycznej komedii pomyłek już po oświadczył, że ma dziewczynę.

Poznaliśmy się kilka lat temu. Wiecie jak to jest. Czasami spotykasz kogoś i coś zaskoczy. Jednak to ani nie wasz czas, ani nie wasze miejsce, wciąż wam nie po drodze.

Wtedy ja byłam żoną, dziś on jest chłopakiem innej. Nie zmienia to faktu, że widzimy się średnio raz w tygodniu i czasem no wiecie co też się zdarzy. Chyba lubię komplikować sobie życie.

A może po prostu lubię, kiedy przyjeżdża do mnie do pracy kawę i chyba nie całkiem świadomie odgarnia mi kosmyki włosów z twarzy, przez chwilę mogę poczuć się normalnie. Przymknąć oczy i …

 

Dziś w nocy…

… zmarł mój kuzyn, 2 lata starszy ode mnie. Nagle na stole operacyjnym. Z naszej najbliższej ekipy ja jestem kolejna…

Oszaleć idzie.

My tu pitu pitu w wirtualnej rzeczywistości a gdzieś tam ludzie żyją i umierają, realni…

Dawno…

… się nie odzywałam. Z dwóch powodów… po pierwsze: niewiele dobrego ostatnio się dzieje, po drugie: prowadzę innego bloga pod własnym nazwiskiem tym razem i zajmuje mi trochę czasu i chęci internetowej.

Męża jeszcze mam, pies jak zwykle kłopoty z kręgosłupem (robimy ćwiczenia rehabilitacyjne), ogród kwitnie, pogoda wymarzona (gorąco!) a mnie samej chce się wyć…

Z przyjaźniłam się z rowerem nieco, a Wy ruszyliście jakoś pupki sprzed komputera?

PS. nadal uważam, że rozmowy o uczuciach są do bani, prowadzą donikąd….

Płomienie…

… wesoło strzelają. Wyczyściłam wczoraj szybę, więc dobrze widać. Pierdoła zaginęła w ogrodzie, trudno ją znaleźć jak się dobrze schowa. Pan Mąż będzie od dziś 2 dni w stolycy, resztę w domu. Czekamy… i jednocześnie boję się konfrontacji. Czy uda mi się utaić, a może rozładować złość, którą pielęgnuję w sobie od dnia, kiedy powiedział mi, że za stara jestem na dzieci. Dla tych co potrafią czytać tylko wprost: niniejszym zrzucił na mnie odpowiedzialność za to, że nie mamy dzieci, mimo, że to on ich nie chce.

Obrazek

Mam taką…

… przypadłość, że jak tylko sobie pomyślę: uff, to teraz nastanie chwila spokoju zawsze, ale to zawsze problemy zaczynają się piętrzyć. Wczoraj ułożyły się w taką górę, że bez dynamitu nie ruszy… Ratunku!

za sprawą Jarocina…

… od samego rana po raz milion sto dwudziesty ósmy dałam się wciągnąć w dyskusję o komunie. Moja fejsbukowa znajoma oburzyła się, że w dzisiejszym Jarocinie wespół w zespół  dawne gwiazdy i funkcjonariusze mo i sb bawią się razem. No cóż, znak czasów.

Mnie oburza fakt, że małolaty zupełnie bezceremonialnie ferują wyroki, kto jaki był na podstawie jednej etykietki. Nie dotyczy to tylko komuny, ale wszystkiego co było przed. Sama taka byłam? Być może, choć zawsze miałam zdolność spoglądania na wiele aspektów zjawiska.

Myślę, że dość jednoznacznie możemy określić co było, a co nie było złe w naszej historii. Można wyrzekać tych co byli w aparacie władzy od czci i wiary, ale to nie zmienia faktu, że każdy system działa tak samo. W każdym jest aparat władzy, każdy aparat władzy rodzi nadużycia i bazuje na szczuciu ludzi jednych przeciwko drugim. Tak, bo ten z SB to też człowiek, jak ja, jak my wszyscy. Ja mam prawo się mylić, on też. Ja mam prawo do zmiany zdania, on też. Ja mam prawo oczekiwać przebaczenia, on też.

Im dłużej będziemy pielęgnować antagonizmy, tym dłużej będziemy skazani na wojny. Zastanawialiście się kiedyś co byście zrobili na miejscu jakiegoś SB-ka? Ela pisze, ja mam kręgosłup, tak mnie wychowano. Wierzę, że dziś odpowiedź na to pytanie jest prosta. A gdyby za bycie SB-kiem mogła uratować matce, ojcu, bratu, swojemu dziecku życie? Odpowiedź jest już trudniejsza?

A co zrobiłabym na miejscu Sendlerowej? Czy dałabym radę? Gdyby każdy mój ruch był wyrokiem śmierci nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich, których kocham? To nie są łatwe odpowiedzi. Trzeba wziąć pod rozwagę miliony czynników, których dziś nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.

Co będzie jeśli za kilka lat będę musiała oddać bratu nerkę?

Wychowano mnie tak, że wiem: nie zabijaj, nie czyń drugiemu co tobie nie miłe, mam kręgosłup moralny i nie uginam się, ani nie unikam ponoszenia konsekwencji skutków moich decyzji, ale czy na pewno oddam bratu nerkę?

gdybym…

zaczęła wstawiać posty sprzed pół roku, to nadal byłyby aktualne. Nic się nie zmieniło. Do października, a nawet do końca roku nadal będę w tym samym miejscu. Nadal nie będę wiedzieć, gdzie mieszkam. Za tym idą wszelki niedogodności stanu zawieszenia.

Trudno podjąć decyzje o rozwijaniu firmy, kiedy wciąż musi być gotowa do ewentualnej przeprowadzki. Trudno zapisać się na jakikolwiek kurs, kiedy w każdej chwili może się okazać, że to niewłaściwe miasto. Trudno, trudno, trudno… Ja wiem, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

Ale potrzebuję wyzwań, żeby czuć się szczęśliwą. Potrzebuję być potrzebną, żeby mieć cel i powód by rano wstać z ochotą. Potrzebuje kogoś do kochania.

pomyślałam…

…, pomyślałam, że ludzie z tzw. silną osobowością w trudnych chwilach mają naprawdę nie fajnie. W orbicie są tacy, którzy potrzebują wsparcia, raz mniejszego, raz większego… dwie supernowe w środowisku mogłoby by doprowadzić do wybuchu. To oczywiście nie dzieje się z wyboru, tak samo się układa. I kiedy przychodzi trudny czas nie ma się do kogo zwrócić o pomoc, bo to my przecież jesteśmy od pomagania, od przekonywania, że wszystko będzie dobrze i że trzeba do przodu iść z podniesioną głową.
Z drugiej strony przychodzi kompletna niezdolność do proszenia o cokolwiek, zwłaszcza o odrobinę uwagi.
Tym sposobem trzeba radzić sobie samej, zepchnąć wszystko do środka, zbagatelizować, upchać w pudełko do zapałek i wyrzucić, a najlepiej podpalić… zapomnieć.
Czasami marzy mi się książę na białym koniu, który weźmie w ramiona, utuli wszelkie troski i potraktuje jak małą dziewczynkę… ale z drugiej strony, jak długo mogłabym to znieść? Obstawiam pięć do siedmiu minut.

delektuję…

.. się wolnością. Upajam każdą chwilą. Dokonuję wyborów i ponoszę ich konsekwencje. Jednak… coraz częściej czuję się samotna. Zastanawiam się całkiem poważnie, czy nie podjąć jakieś pracy na pół etatu tylko po to, aby częściej przebywać z ludźmi. Tylko.. tylko są ludzie, którzy owej pracy potrzebują bardziej niż ja. Potrzebują jej, aby żyć…

od dwóch…

… dni chodziłam trochę struta. Nie mogłam znaleźć aparatu. Pamiętałam, że był w aucie na podłodze, za tylnim siedzeniem (żeby złodzieje nie wypatrzyli). A potem zniknął gdzieś w pomroku dziejów. Bez paniki, pomyślałam, może jest w Warszawie. Delikatnie w półsłówkach odpytałam Pana Męża, tak aby nie wywołać tyrady na temat poszanowania własności. Niestety nie widział go nigdzie. Zaczęło się intensywne myślenie. Co po czym następowało, czy auto było  myjni, czy w serwisie, kto do niego wsiadał i jak zostało przygotowane do wyjazdu na narty. Bingo! Kontenerek, w którym czasami wozimy Małą Pierdołę, w środku torba z jej skarbami i… oczywiście aparat! Małe a cieszy… euforyczne szczęście pewnie potrzyma mnie jeszcze do jutra ;).

klamka zapadła.

Umowa na loft podpisana. Trochę się zdziwiliśmy widząc datę oddania rok późniejszą niż wynikało to z rozmów… Traktujemy ten zakup jako inwestycję emerytalno-rentową. Tylko co my zrobimy jeśli nie oddadzą mieszkania jak obiecują w marcu przyszłego roku tylko za dwa lata. Czy przez ten rok(dwa) lata nie zmienimy znowu planów i pomysłów na życie. Czy zdążymy tam zamieszkać choćby przez moment. Okaże się…

Z każdym rokiem rok trwa coraz krócej. Kolega kiedyś mi dowodził, że to poniekąd logiczne, kiedy ma się 7 lat to rok stanowi 1/7 naszego życia, kiedy ma się prawie 40… to cóż, rok to niewiele.
Panie Mężu przestań być pracoholikiem, spędźmy trochę czasu razem zanim nam się skończy. Pieniądze nie zrekompensują nie uściskanych uścisków, niewycałowanych całusów, niewypowiedzianych kocham Cię

 

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: