Sprawnie.

Idzie przeprowadzka. To takie chwile kiedy cała rodzina się konsoliduje i wszyscy pomagają, i jeszcze mają z tego fun. W piątek najstarsza bratanica miała lekcje tylko do 9:30 więc wróciwszy ze szkoły spakowała mojego ojca do auta i przyjechali do mnie. Składałyśmy dwumetrową szafę, pisałam juz zresztą o tym. W sobotę, ja od siebie, dwie bratanice i mój ojciec od siebie pojechaliśmy do ciotki. 18 worków ubrań, chciałam to przebierac przed spakowaniem, ale ciotka była tak roztrzęsiona, że spakowaliśmy wszystko jak leci. Na szczęście u mnie jz (wtaszczyliśmy te 18 worków na 5 piętro) przyjechała 3 młoda – i we dwie średnia i najmłodzsza zamknęły się z ciotką w pokoju, zrobiły rewię mody i przebrały co się dało. Skutek był taki że 14 worków wytaszczyliśmy z powrotem na dół do auta, aby wrzucić do zbiornika PCK. Masakra. natomiast śmiechu (już bez nerwów) było co nie miara, do tego pizza, ciasto ze śliwkami.

W niedzielę, ponieważ ciotka zapomniała w tym wszystkim o lekach, pojechałyśmy znowu do niej (jedyne 120km). Po drodze, do domu po ojca i dwie młode, na miejscu oprócz leków spakowaliśmy jeszcze kilka rzeczy i uporządkowaliśmy kuchnie. Kiedy ciotka nie patrzyła ukradkiem wyrzucałayśmy do worka na śmieci ulotki, zakurzone sztuczne kwiatki, pamiątki, rachunki sprzed 30 lat i różne takie. W końcu nas na tym przyłapała, ale już tylko się śmiała razem z nami. W drodze powrotnej wjechaliśmy do bratowej na obiad, w końcu żadna okazja, aby zjeść razem i w dodatku pysznie nie jest zła.

Po obiedzie zostawiłyśmy ojca i młode, i same wróciłyśmy do Poznania.

Wczoraj miałam jeszcze jeden dzień urlopu, więc przemeldowałyśmy się, pozmieniałyśmy w bankach co trzeba, pozwiedzałyśmy, zjadłyśmy pyszotki.

Dziś została sama, pierwszy dzien. Zadzwoniłam w międzyczasie zapytać co robi. Generalnie odpoczywa, ale też umyła jedno okno, bo słońce świeciło i ją denerowowało, że jest brudne. Hahahah pozostało 17 kolejnych …. ciekawe co zrobi.

A i kablówkę zamówiłam.

Generalnie ejstem dobrzej myśli. A co u Was?

Pięć.

Godzin składałyśmy wczoraj z młodą szafę. Wymyśliłam sobie przesuwane drzwi, a to znacznie utrudniło sprawę. W międzyczasie doszłyśmy do wniosku, że otworzymy firme i bedziemy montowac meble z ikea. Dobrze nam poszło. Dzisiaj jedziemy po ciotkę. Wracamy tutaj, jeśli damy radę to jeszcze wskoczymy na poprzednie mieszkanie zgarnac reszte rzeczy.

Kręgosłup mnie boli. Spać mi się chce. Nie mam nic na śniadanie, zajade do maka po drodze. No nic, wstaję i w drogę.

A Wy? jakie macie plany?

Padam.

Na twarz. Przeprowadzka, zapieprz w pracy. Byle do piątku. Wyczekany urlop, co nie oznacza wypoczynek. Dziś trochę odpocznę. Czekam na szafy z Ikea. Uziemiona, z kompem na kolanach spoglądam przez okno i zastanawiam się co dalej. Jak to będzie mieszkać z ciotką, jaki pies, czy wyrobię finansowo.

Zwykłe życie, zwykłe myśli, słońce świeci, wiosna idzie. Oby do przodu.

Kara.

Zwykle jakaś się pojawia, za grzechy. Z grzech rozwiązłości zwłaszcza. Przytargał mi zapalenie pęcherza. I jeszcze się kłóci, że to nie on. Święty Mikołaj pewnie albo raczej Zajączek, wielkanocny.

Nie mogę się doczekac poniedziałku. Najemca opuści stare-nowe mieszkanie i będę mogla zacząć się przeprowadzać. Wziełam jeszcze kilka dni urlopu. Nie dlatego, że potrzebne – a raczej dlatego, żeby znaleźć czas na delektowanie się sytuacją.

Ogłoszenie na to mieszkanie już wystawione. Nawet się nie spodziewalam takiej kwoty. Pośredniczka mowi, ze 2300 powinno sie udać. Super, bedzie na utrzymanie tamtego mieszkania i jeszcze na paliwo styknie.

Nie mogę się doczekać…

Nie mogę się doczekać…

Za tydzień…

… pierwsza część przeprowadzki. Zakupy, IT, franczyza, HR, export przenoszą się do nowgo biurowca. Korytarze od dłuższego czasu pełne kartownów z dokumentami do utylizacji, kolejnych z dokumentami do archiwum i przewiezienia na nowe miejsce pracy zaczęły dziś znikać. Obrazy od poniedziałku pakowane i wyworzone do fundacji. Tak wiele zmieniały w naszej rzeczywistości, czasem na lepsze, czasem na gorsze, niektóre pozostwaały bez echa.

Zmiany… lubię kiedy coś się takiego dzieje. Krew żywiej płynie, radość nowości, chaos przeprowadzki, zapach świeżej farby i nowych mebli…

Room Of Cardboard Boxes for Moving House

W szafach…

… powoli robi się pusto. Codziennie coś pakuję i przewożę w nowe miejsce. W weekend będzie już koniec.

Można…

… chyba uznać, że przeprowadzka została zakończona. Prawie wszystkie obrazy powieszone, prawie wszystkie kartony rozapkowane, prawie wszystko znalazło swoje miejsce. A to co nie znalazło poczeka jeszcze chwilę, a może dwie… może zostanie tam gdzie leży, bo człowiek taka bestią jest, że się przyzwyczaja, a leniwcy tacy jak ja przyzwyczajają się znacznie szybciej.

Oglądaliście Skok? Jakimś zrządzeniem losu ja tak. Granica między odwagą a głupotą jest baaardzo cienka. Udało się, więc mówimy, że był odważny, gdyby zginął posądzalibyśmy go o głupotę… Warto było? On sam pewnie wie to najlepiej. Co dalej?

Przeprowadzka numer 178,5.

Pakuję się, co mam robić… dom sprzedany, czas go opuścić. Nie chce mi się. Nie, nie dlatego, że żal go opuszczać, a zwyczajnie z lenistwa. Jeden transport już wyjechał. Pożyczyliśmy od szwagra busa i powoli przewozimy co lekkie. Po ciężary przyjedzie jutro rano ekipa przeprowadzkowa.

Maż przytargał do domu jakiegoś wirusa, nie czujemy się najlepiej. Najchętniej zawinełabym się pod kołdrę i przespała cały dzień. A może Wy macie wolny dzień i mielibyście ochotę pomóc?

Rodzinka…

… przysypia na tarasie. Ja rozpakowuję kuchnię. Miotam się nieco. Jak nie zrobię dziś, zrobię jutro albo pojutrze. Kogo to obchodzi. Nie mnie.

Za oknem nadzieja…

… młode zielone listka, błękitne niebo, obłoki i słońce, które grzeje przyjemnie moje stare kości. Oddycham. W parku zamieniam kilka zdań ze współwyprowadzaczami. Żal. Już w piątek mnie tu nie będzie.

Wiosna…

… za bardzo nie chce się wykluć. Niby wszystko jak powinno być, ale wciąż jakoś zimno, sennie i nie tak jak sobie wymarzyłam. W piątek kolejna przeprowadzka. Powoli zaczynam wszystko pakować, żeby nie nadużywać czasu Panów z firmy przeprowadzkowej. W końcu każda rozpoczęta godzina to 100 zł. A ja obiecałam oszczędzać.

Po powrocie do pracy dzień mi się skrócił bardzo, mam wrażenie, że nic innego nie robię tylko wyprowadzam psa. Pobudka, spacerek, mignięcie, spacerek, mignięcie, spacerek, spać! A spać to mi się ostatnio chce jak nigdy w życiu. Może powinnam zbadać cukier, w końcu matka cukrzyczka.

Pojechałabym gdzieś, w ciepełko… oj pojechałabym.

Marzenie…

… powoli staje się ciałem. Pan Mąż od 1 maja powróci z tułaczki. Dostał zgodę na utworzenie oddziału. Biura już wynajęte, meble zamówione, przeprowadzka w toku. Co to dla mnie oznacza? Koniec mieszkania mojego wymarzonego, koniec centrum, koniec pieszego poruszania się. Wyjazd spowrotem do domu. Długi weekend właśnie na to poświęcimy. Przeprowadzka po raz milion sto pięćdziesiąty ósmy. Dobrze, że się nie przemeldowałam i nie przerejestrowałam samochodów.

Po całodziennej…

… walce w mieszkaniu pojawiły się firanki. Zrobiło się przytulnie i ciepło. Nareszcie można wieszać obrazy, bo wiadomo ile każdej ściany zostało. Po powrocie z nart przyjedzie reszta mebli i to zakończy etap dużych wydatków. Pozostaną tylko lampy, ale z tymi nie ma pośpiechu. Trzeba najpierw spotkać właściwe.

Odwyk w toku

TPSA dziś definitywnie odmówiła przeniesienia telefonu i neostrady w nowe miejsce. Czas udać się po internet do kablówki. A póki co odwyk w toku. (poza telefonem idąc ;))

Napaliłam…

… w kominku, ostatni raz. Pakuję książki, naczynia, z niecierpliwością czekam na jutro. Bez żalu opuszczam ten dom. Nie polubiliśmy się zanadto.

Co robię…

… w pierwszy długi weekend nowego roku? Haha, nie nie odpoczywam, nie nie opycham się, nie nie piję z przyjaciółmi… Robię to do czego się urodziłam: przeprowadzam się! W związku  z definitywną( o my god, czy to naprawdę!) wyprowadzką do Warszawy postanowiliśmy przeprowadzić się do naszego mieszkanie w centrum, a klucze od domu zostawić Pani Pośredniczce. Efekt tych postanowień jest taki, że dom został ogołocony z dywanów i gabinetu, który wylądował już w mieszkaniu. Sypialnia pojechała do renowacji do stolarza, w sobotę oddadzą ją na mieszkanie –  a my póki co śpimy na materacu, ale za to przed kominkiem ;).  W środę w mieszkaniu zamontują kablówkę oraz firma przeprowadzkowa przewiezie kartony z książkami, naczyniami, obrazy i pralkę – reszta może zaczekać, przynajmniej póki nie ma klienta na dom. Za tydzień, może dwa kolejna przeprowadzka, tym razem już w Warszawie. Nowy pracodawca męża zafundował nam większe mieszkanie (tzn. opłaci najem), a zetem nasze oddamy w wynajem a sami pójdziemy na większe. Mieszkanie mamy już upatrzone, szukamy jeszcze drugiego miejsca parkingowego, bo bez tego się nie da. Kiedy pojechaliśmy oglądać to mieszkanie 20 minut szukaliśmy miejsca i zostawiliśmy w końcu samochód na zakazie.

A Wy? Co robicie w tak pięknych okolicznościach pogody?

Oszalał!

Ten mój Mąż osobisty, oszalał do cna. Ja rozumiem, że zmiana pracy jest trudną decyzją. Rozumiem również i to, że wolałaby opcję w naszym mieście, a nie warszawską. Ale, żeby wydać 100 na wróżbitę, żeby mu powiedział coś co już wie. To już jest SZALEŃSTWO wg mnie, do cna z kretesem szaleństwo.

I jeszcze sobie SAM, w internecie poszukał i się umówił, co normalnie komputera nie tyka.

Byłam w ogródku…

… witałam się z gąską. Ciepło, jak z dawno nie widzianą, wytęsknioną przyjaciółką, siostrą, matką. Nagle poczułam gwałtowne szarpnięcie w dół. Paniczne uczucie spadania nie pomagało opanowywać sytuacji.

O czym piszę? Kwestia przeprowadzki ponownie na tapecie. Już wydawało się, że temat ogarnięty. Od stycznia Pan Mąż w domu. A jednak nie, to jeszcze nie całkiem pewne. Jest gorzej – w obecnej sytuacji, to nawet ja jestem za Warszawą ;).

wyższość…

… mieszkania w bloku nad domem jest jedna i znacząca. Można stać pod prysznicem godzinami, a ciepła woda się nie skończy. W domu, niestety, 120 litrów wystarcza na 20 minut przyjemności, no w porywach do 30, w zależności od siły strumienia.

Wyższość mieszkania w domu nad blokiem jest jedna i znacząca. Ogród. Nie, żebym kochała się w ziemi babrać, ale już z samego rana Mała Pierdoła może ścigać małe niebieskie ptaszki, które upatrzyły sobie nasz trawnik, a ja mogę zasiąść na kanapie i wygrzewać stare kości w promieniach popołudniowego słońca delektując się ciszą (czytaj jazgotem ptasiej gawiedzi).

wieczorem…

… wróciłam do domu. Po drodze zajrzałam do mieszkania, w którym będziemy mieszkać po sprzedaniu domu. Przez ostatnie dwa tygodnie robota prawie nic się nie posunęła, a on (Pan Majster) zawracał mi głowę, że farbę potrzebuje i kolory trzeba wybrać. Chyba dziś na niego nakrzyczę. Drzwi wewnętrzne przesunęłam już na drugą połowę maja, jeszcze kuchnię muszę przesunąć.

klamka zapadła.

Umowa na loft podpisana. Trochę się zdziwiliśmy widząc datę oddania rok późniejszą niż wynikało to z rozmów… Traktujemy ten zakup jako inwestycję emerytalno-rentową. Tylko co my zrobimy jeśli nie oddadzą mieszkania jak obiecują w marcu przyszłego roku tylko za dwa lata. Czy przez ten rok(dwa) lata nie zmienimy znowu planów i pomysłów na życie. Czy zdążymy tam zamieszkać choćby przez moment. Okaże się…

Z każdym rokiem rok trwa coraz krócej. Kolega kiedyś mi dowodził, że to poniekąd logiczne, kiedy ma się 7 lat to rok stanowi 1/7 naszego życia, kiedy ma się prawie 40… to cóż, rok to niewiele.
Panie Mężu przestań być pracoholikiem, spędźmy trochę czasu razem zanim nam się skończy. Pieniądze nie zrekompensują nie uściskanych uścisków, niewycałowanych całusów, niewypowiedzianych kocham Cię

 

jak chorobliwie skąpym można być.

Pan, który chce kupić nasz dom jest obłąkany. Piszę to z pełną odpowiedzialnością. Domówiliśmy cenę domu a on teraz negocjuje z notariuszami czy wezmą od niego 2500 czy może 2450 zł za akt notarialny, czy wezmą 6 zł za stronę wypisy czy może 5,5 (akt ma ok. 10 stron). Obłęd. I jeszcze próbował na mnie przełożyć koszty aktu notarialnego. Takiego tupetu to już dawno nie widziałam. Oby ta transakcja doszła do skutku zanim wybuchnę.

Swoją drogą może nie bez kozery jest powiedzenie, że oszczędzają bogaci to i nam się opłaci.

03-01.2011 burza w szklance wody…

Mam dość. Miało być tak pięknie, wyszło jak zawsze. Miały być korzenie, stabilizacja a tu kolejna przeprowadzka zagląda w oczy. Ja naprawdę nie mam ochoty na przeprowadzkę do Warszawy. Stanowczy sprzeciw wyrażam wszem i wobec. Tyle, że nikt mnie nie słucha. Pan Mąż w pogoni za złotówką ma za nic rodzinę, dom, przyjaciół, a nawet psa.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: