plusy korporacji.

Nie wiem kto z Was pracował w polskim prywatnym biznesie, rozwijał firmę od garażu do giełdy (niekoniecznie własną). Nam się zdarzyło. Najpierw nie było premii, ponieważ trzeba było inwestować w firmę. Potem po 10 latach pustych obietnic, kiedy firma odniosła sukces na giełdzie nie było premii, ponieważ znalazła się sfora adoratorów i oni byli ważniejsi.

Kiedy Pan Mąż odchodził z tej firmy po (12 latach) właściciel przy prawie setce osób oświadczył, że się z nim rozliczy za te wszystkie lata (ihhihihihihi naiwnych nie sieją, sami się rodzą). Możecie się domyślać jak się rozliczył. Jak zawsze, czyli nic.

W korporacji już w maju dostajesz pismo od zarządu zarządów, że dziękują bardzo, że udany rok, że premia została przyznana w wysokości xxx a przelew będzie już w przyszłym tygodniu.

I wiecie co.. człowiek ma zdecydowanie gdzieś fakt, że odbywa się to sucho, na papierze. Uściski ręki i poklepywanie po plecach przerobiliśmy poprzednim razem.

Pan Mąż…

… jest niezwykle cierpliwym człowiekiem. Trudno go zdenerwować.

Wczoraj wrócił z pracy tak nabuzowany, że w niespełna godzinę zdążył milion razy powiedzieć, że nienawidzi, czterokrotnie opieprzyć kierowcę przed nami, że nie dość szybko włącza się do ruchu, złamać milion przepisów drogowych i jeszcze jeden milion razy przypomnieć, czego nienawidzi. Najbardziej nienawidzi tego, że praca w tym miejscu nie sprawia mu radości.

Jeszcze tylko 8 miesięcy do końca kontraktu.

komplement czy obelga?

Pan Mąż potrafi przez dwadzieścia minut preorować na temat tego jakim skurwysynem trzeba być, aby dobrze się czuć w korporacji. A potem zupełnie beztrosko rzucić coś w stylu to Ty powinnaś pracować w korporacji nie ja, lepiej byś sobie radziła.

Przychodzi mi jedno słowo na myśl: ZONK.

Drogi Panie Mężu korporacje to ja rzuciłam, abyś mógł Ty rozkwitać. Zapomniałeś już? Poza tym masz mnie za skurwysynkę?

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: