grzech…

… nie skorzystać ze światłej rady za 250 pln. Zaczęłam się zastanawiać co zrobić, żeby przełamać samotność.

W końcu wymyśliłam. Nic odkrywczego. Stosowałam to już nie raz. Zapisałam się na studia.

Poznam nowych ludzi, więcej będę chodzić (13 minut na pieszo od domu), czegoś się nauczę.

Photo by Alexandr Podvalny on Pexels.com

Pozbierałam się,

poskładałam do kupy.

Po wpisie w czerwca poszłam po rozum do głowy. Terapia, zmiana leków, naprawienie kręgosłupa, rozwiązanie zaburzeń hormonalnych pomogło.

Trochę to trwało. Jednak są pozytywne efekty.

Rano staje dbam o śniadanie i ostatnio złapałam się na tym jak przyjemne jest śniadanie i gorąca herbata.

Ostatnie dwa tygodnie spędziłam na wakacjach z rodziną. Pojechaliśmy ośmio-osobowym składem, 3 pokolenia. Pasowałam do nich, mniej więcej wstawaliśmy, szliśmy na śniadanie, na plaże, posiłki w tym samym czasie. Bez umawiania się i spinki. Dawno nie miałam takiego uczucia, że pasuję.

Opaliłam się. Znowu zaczęłam czytać. Chciało mi się rozmawiać. Postęp.

Photo by Ann H on Pexels.com

Friday, 23.11.2018

Kawa za kawą. Zadanie za zadaniem. Ktoś podrzucił mi banana, dobre chociaż to. Na działanie aciprexu trzeba będzie poczekać jeszcze kilka dni, jednak jest nadzieja. Będzie lepiej.

Dziś mija 28 dzień z 30 wyzwania na płaski brzuch. Efekt przechodzi najśmielsze oczekiwania. 15 minut dziennie, bez bólu i płaczu, bez diety. Magia.



Coffee for coffee. The task for the task. Someone tossed me a banana, good though. We will have to wait a few days for the Aciphex to work, but there is hope. Will be better.

Today marks the 28th day of 30 challenges on a flat stomach. The effect goes beyond my wildest expectations. 15 minutes a day, no pain or crying, no diet. Magic.

19-11.2018, monday

Zasada naczelna.
Do ludzi, do ludzi.
Trudno ją realizować.
W takie dni jak wczoraj.
W takim życiu jak moje.

Przydała się umiejętność ucinania dyskusji.
Dyskusji ze sobą. Poszło trybem nakazowym.

Wstań, ubierz się, pojedź po receptę.
Nie nie dyskutuj, nic mnie nie obchodzi, że Ci się nie chce ani, że życie jest bez sensu a śmierć kusi.
Do sklepu po jedzenie. Wiem, kurwa, że nie znosisz zakupów. Wchodź – chleb, twarożek, banan, jabłko.
Na ten moment wystarczy.

Rozbierz się. Nie, nie rzucaj ciuchów na podłogę.
Wstań, schyl się, powieś kurtkę do szafy.
Dobra niech będzie na krzesło.
Zjedz. Nie kurwa, nie później, teraz. Zjedz.
I coś do picia sobie zrób. Zrób. Teraz.

Pogadaj z kimś. Pogadaj. Pogadaj.
No przecież dzwonię.

Idź spać. Nieważne, że jest wcześnie. Idź spać.
Ok, weź tabletkę. Zostało ostatnie pół.
Na dziś wystarczy.
Śpij.


Principal principle.
To people, to people.
It is difficult to implement it.
On days like yesterday.
In a life like mine.

The ability to cut the discussion was useful.
Talk with yourself. It has gone through the prescriptive mode.

Get up, get dressed, go for a prescription.
Do not argue, I do not care, you do not want to, or that life is meaningless and death tempts you.
To the store for food. I know, fuck, you hate shopping. Enter – bread, cottage cheese, banana, apple.
At this moment is enough.

Undress. No, do not throw clothes on the floor.
Stand up, bend down, hang the jacket to the wardrobe.
Okay, let’s be on the chair.
Eat. Not a fuck, not later, now. Eat.
And do something to drink. Make. Now.

Talk to someone. Talk. Talk.
Well, I’m calling.

Go to sleep. It does not matter that it is early. Go to sleep.
Okay, take the tablet. The last half has been left.
Enough for today.
Sleep.

Przepraszam się / Sorry me

Idę po receptę. Jeszcze w piątek wierzyłam, że daję radę.nie biorę leków od sierpnia. W niedzielę poczytałam trochę wpisy z ostatnich miesięcy. Otóż nie daję rady. Co widać. Czarno na białym. 


I’m going for a prescription. Still, on Friday, I believed I was doing well. I have not taken drugs since August. On Sunday, I read some entries from recent months. Well, I can not make it. It can be seen. Black on white.

Photo by Jeremy Bishop on Pexels.com

Wróciłam…

… wczoraj na terapię, po dwóch miesiącach. Zrezygnowałam przed wyjazdem do Kolumbii, głównie ze względu na to, żeby nie dowiedzieć się tego, co sama wiedziałam po tych kilku spotkaniach z „Kolumbią” już doskonale, a czego za wszelką cenę nie chciałam usłyszeć.

Wnioski mam nastepujące. Jeśli macie depresję, nie mówię tu o zniżce nastroju, ale o chorobie. Potwierdzoną przez lekarza, bierzecie leki, nawet w tak małej dawce jak ja, to nie wahajcie się, idźcie na terapię. Leki (w moim przypadu aciprex) nie wystarczą. Leki to za mało.

Na jednym z wykładów prof. Nęcka powiedział, że leczenie depresji tylko lekami, to jak leczyć raka tylko chemią. Nie skutkuje.

Przez te dwa miesiące przerwy zaczęłam tonąć, powoli, bardzo powoli, a jednak tonąć. Te spotkania są moją kotwicą, trzymają mnie na powierzchni. Nie nie dlatego, że Pani jest taka świetna. Dlatego, że stwarzają mi okazję do zatrzymania się, do wypowiedzenia na głos tego co w środku, w bezpiecznym miejscu, bez oceniania. Stwarzają możliwość przyjrzenia się temu co w środku z innej, nie mojej, nie smutnej perspektywy.

Poza tym, z czego szczerze się uśmiałam siedząc w poczekalni, mje mechanizm obronne przed zwierzaniem uruchamiają się tak bardzo, że weszłam do gabinetu już kwitnąca, radosna, z zabawną historią do opowiedzenia. Wyszłam w tej samej formie. Zdecydowałam się kontynuować. Zdecydowałam tym razem bez wahania. Wiem po co mi to.

Zdjęcie ukradzione tutaj: https://www.pepiniera.pl/18658,depresja.html

 

 

 

Najzabawniej jest…

… wtedy, gdy uświadomisz sobie ile wydałas na terapię przez ostatnie 1/5 roku. Wałkujesz na okrągło jak to dobrze wyjść do ludzi, a kiedy już się zdecydujesz i chcesz się z kimś spotkac i pogadać, to się okazuje, że na całym świecie nie ma nikogo, kto by chciał to zrobić z Tobą właśnie.

 

Czego się nauczyłam…?

… Ano tego, ze choćby mąż urągał ci od lekomanek, to nie odstawiaj inhibitora zwrotnego serotoniny. Nie, zdecydowanie nie rób tego.

On i tak nie zauważy, i nie zrozumie. A Tobie bedzie gorzej, dużo gorzej.

Poza tym przeca to głupie tak sie dać zmanipulować.

Okazja czyni…

… Rozmyślam od wczoraj o sobie. Okazja nie licha, połowa za mną. Gdybym miała określić się jednym słowem, które pasowałby idealnie, to byłoby krótkie słowo: sama.

Sama się nauczę matematyki, sama pójadę do dentysty i na wywiadówkę do brata, sama poradzę sobie na studiach, sama kupię sobie mieszkanie i pierwszy samochód, sama będę księgować, robić podatki, przelewy, czekać aż wrócisz, sama zapiszę Cię na goldenline i tym sposobem dostaniesz pracę marzeń, sama wyślę Cię na kurs językowy, bo Ty jesteś zbyt zajęty, aby zająć się swoimi sprawami, sama zbuduję dom, wybiorę psa, sama będę się nim opiekować, sama poradzę sobie leżąc w łazience na podłodze i wyjąc z bólu, sama poradzę sobie z brakiem potomków, sama zjem obiad, który sama uwarzyłam, sama zrobię raport z bazy danych, bo przecież szybciej się nauczę niż doproszę, a w wigilię sama zostanę bez prezentu, który powinnam była sobie sama kupić, sama zajmę się malowaniem i remontem łazienki, sama pojadę na wakacje, sama… sama…

Jedno słowo, miliony znaczeń, a wszystkie pasują…

Dawno…

… się nie odzywałam. Z dwóch powodów… po pierwsze: niewiele dobrego ostatnio się dzieje, po drugie: prowadzę innego bloga pod własnym nazwiskiem tym razem i zajmuje mi trochę czasu i chęci internetowej.

Męża jeszcze mam, pies jak zwykle kłopoty z kręgosłupem (robimy ćwiczenia rehabilitacyjne), ogród kwitnie, pogoda wymarzona (gorąco!) a mnie samej chce się wyć…

Z przyjaźniłam się z rowerem nieco, a Wy ruszyliście jakoś pupki sprzed komputera?

PS. nadal uważam, że rozmowy o uczuciach są do bani, prowadzą donikąd….

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: