4-11.2019, i jakoś.

Zadziwiająco dobrze się mam. Zrozumienie przynosi spokój. Zrozumienie łagodzi ból. Nawet pozwoliłam sobie nie pójść na cmentarz razem z całym spędem. Byłam rano z bratową rozstawić co trzeba, wystarczy. I tak chodziłam tylko z poczucia winy przez ostatnie 4 lata. Już nie będę, tak jak nie robiłam tego wcześniej, To święto jest dla katolików, ja nią nie jestem.

Niespodziewanie przyjechała mamy siostra z mężem, młodszą córką jej mężem i synem, zrobiła się grubsza impreza. Było fajnie.

Co do żołnierza, no cóż myślę o nim, jednak nie ma bólu, jest tylko żal. Tęsknota za ciepłem drugiego ciała, zapachem skóry, wspólnym posiłkiem. Nie za nim, za kimś.

2015-05-28, wtorek.

Wtorek dzień lenia. Home office. Nie chciało mi się ubierać i pędzić do roboty. Wstałam w nastroju zgodnym ze światem za oknem, powolna i leniwa. Z szaleństwem w oczach. Na szczęście lodówka okazała się być nie całkiem pustą. Popijam gorącą, aromatyczną, niezwykle mocną indyjska herbatę. Z miodem i cytryną.

Piszę do Was, pisze do siebie za jakiaś czas. Uśmiecham się. Do siebie, ale i do Was, i do świata za oknem, a nuż się odmieni…

Miłego, leniwego dnia wszystkim.

2019-05-27, poniedziałek.

Wiedźmi cykl zaczyna się zwykle niewinnym pytaniem i zdarza się co 3 lub 4 miesiące.

Tym razem Baśka zapytała „A co z Twoimi facetami”. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą „Cisza. Odpuściłam. Pogodziłam się z tym, że nikt ze mną nie wytrzyma.

Bo to nie jest to, że oni nie chcą, tylko się boją. Czego? Zielonego pojęcia nie mam, choć kilka argumentów jestem w stanie wymyślić.

Baśka zapytała w sobotę. Tego samego dnia kupiłam platany, które polubiłam w Kolumbii. Smażąc je na słodko z cynamonem i miodem myślałam o Marcinie. Wczoraj napisałam, Wam, że jednak trochę za nim tęsknię. A dziś. Dziś w trakcie dość ważnego spotkania widzę wiadomość na whatsappie sygnowaną jego inicjałami. Rzuciłam okiem i coś mi się nie zgadzało. Wiecie to takie uczucie kiedy obraz nie pasuje do dźwięku w filmie. Totalna konfuzja, ale że co?

No właśnie, o co chodzi?

2019-05-25, Niedziela.

Pomyślałam sobie wczoraj, że decyzja o pisaniu bloga w dwóch języka nieco wpłynęła na ostatnią ciszę. Z tego powodu rzadziej pisałam z telefonu, tym samym rzadziej w ogóle.

Taką znalazłam przyczynę techniczną.

Emocjonalna? No cóż większość z Was już zapewne to przerobiła. W trakcie moich 14 lat blokowania wielokrotnie następowały takie okresy. Kończyły się zazwyczaj usuwaniem wszystkiego, jednak dziś już wiem, że nie ma co ulegać chwilowej niemocy, a raczej cierpliwie poczekać. Samo wróci. Sama wrócę.

Jestem.

Przygotowania do sezonu letniego w toku. Wyprałam dziś pokrowce na meble ogrodowe. Śliczne, pachnące, aż chce się posiedzieć. Choć dziś trochę chłodno u mnie jest. A u Was?

Porządkowanie w stronę minimalizmu poskutkowało wczoraj wystawieniem na sprzedaż wczoraj: motoru, kurtki, kasku, butów, klawiatury i myszy od maca. Wszystko czego nie użyłam przez ostatni rok. Leży, starzeje się a pożytku z tego żadnego. A za kasę sobie kupię jakieś wypasione szpilki za 3 tysiące. A co tam. Niech mam, należy mi się. Od powrotu z Kolumbii gdzie zostawiłam moje ukochane, zajechane na śmierć nadal nie nabyłam żadnych. Nie mogę się zdecydować, szukam tamtego modelu. A propos od powrotu minął rok. Kto by pomyślał.

2019-05-25, Sobota.

O niczym tak bardzo nie marzę jak o tym, aby mieć psa. Uszczęśliwiłby mnie. A ja jego nie bardzo, dlatego nie mam. Coraz więcej pracuję, coraz częściej wyjeżdżam. Mam nadzieję, że dożyję do emerytury i wtedy przysposobię nawet dwa.

Tęsknię za Małą Pierdoła bardzo, każdego dnia choć to już 6 lat jak jej nie ma. Za ex wcale. Za chłopakami z Tindera nic a nic. Dobra przyznam się za jednym troszkę.

W tle gra AC/DC. Okno balkonowe otwarte na oścież. Przesadziłam kwiat, który dostałam na parapetówkę rok temu. Mam nadzieję, że przeżyje moje nieudaczne ogrodnictwo. Lubię go ładny jest. Przypomina mi Mamę.

2019-05-05, Sunday.

Yesterday, all day I hypnotized yews outside the window to grow faster. I was in bed, I did not even get up to have breakfast. It was not until around 16:00 that laziness won the hunger.
Today I have the impression that they have grown overnight. Yew trees. I covered them with fertilizer a few days ago. Maybe…

I look deeper into my heart and try to name what I feel.
Perhaps the nearest to this is „disbelief”, a bit of „hope”. Surprisingly, not much „sadness” and „anger”. Although I can not recognize the latter well.


Wczoraj cały dzień hipnotyzowałam cisy za oknem, aby rosły szybciej. Leżałam w łóżku, nie wstałam nawet zrobić sobie śniadania. Dopiero gdzieś koło 16:00 głód zwyciężył lenistwo.
Dziś mam wrażenie, że urosły przez noc. Cisy. Podsypałam je nawozem kilka dni temu. Może…

Zaglądam w głąb i próbuję nazwać to co czuję.
Chyba najbliższe temu jest „niedowierzanie”, odrobina „nadziei”. O dziwo niewiele „smutku” i „złości”. Choć tej ostatniej nie umiem dobrze rozpoznać.


2019-03-14

Idle is coming to an end. Balance. Back to health ok. I’ve learned to use a drill. I hung a few pictures on the walls, a few photos, it got cozy. And from tomorrow to fight.
Full of optimism and hope, I look ahead.

And during the preliminary research I found out that I see each eye separately, I do not see 3d effect, so I have nothing to overpay for cinema tickets. Happens.


Bezczynność dobiega końca. Bilans. Rekonwalescencja ok. Nauczyłam się używać wiertarki. Powiesiłam kilka obrazków na ścianach, kilka zdjęć, zrobiło się przytulniej. A od jutra w bój.
Pełna optymizmu i nadziei spoglądam przed siebie.

A w trakcie badań wstępnych dowiedziałam się, że jestem jednooczna, nie widzę 3d, więc nie mam co przepłacać za bilety do kina. Bywa.

2018-03-11

Already on Friday to work. Hurray. Finally, a job. Lazying is not going well. And cleaning. And dating. What to do? You can not be great in everything, right?
I came back to exercise today.

What’s new about you? How’s Monday in March, also cloudy and windy with rain?


Już w piątek do pracy. Hurra. Nareszcie jakieś zajęcie. Leniuchowanie nie wychodzi mi najlepiej. I sprzątanie. I randkowanie. Co zrobić.? Nie da się być przecież we wszystkim świetnym, prawda?
Wróciłam dziś do ćwiczeń.

A co u Was? Jak poniedziałek marcowy, również chmurny i wietrzny przekrapiany deszczem?

2019-03-05

Outside the window, the wind is raging. I was supposed to wash the windows, I will not wash. Not today.
Slowly, I managed to find a few activities for the next two weeks. Although the gaps in the calendar are still anxiety.

Yesterday ex was supposed to come for coffee. He called that he could not make it. On Wednesday. We have not seen each other for several months. We spoke only a few times during this time.

Sometimes I wonder if I should come back. However, when I hear his voice on the phone, what he says, how he says it, everything comes back. This can not be repaired.


Za oknem szaleje wiatr. Miałam umyć okna, nie umyję. Nie dziś.
Powoli udało mi się znaleźć kilka zajęć na najbliższe dwa tygodnie. Choć luki w kalendarzu nadal budzą niepokój.

Wczoraj ex miał przyjechać na kawę. Zadzwonił, że nie da rady. Wpadnie w środę. Nie widzieliśmy się kilka miesięcy. Rozmawialiśmy zaledwie kilka razy w tym czasie.

Czasami zastanawiam się, czy nie wrócić. Jednak kiedy słysze jego głos w słuchawce, to co mówi, to jak mówi, wszystko wraca. Tego się nie da naprawić.

2019-01-23

I spend the last day at work, this job, browsing Facebook.

I am waiting for a conversation, during which I will inform them that I am leaving. I’m doing well, I’m doing wrong, it’s just the prospect of changing the pole. As usual, there are pros and cons, but I’m good at it.

I can always sit in a discount on the cash register. And some fitness by the way.


Spędzam ostatni dzień w pracy, tej pracy, przeglądając facebooka. Czekam na rozmowę, w trakcie której poinformuję ostatecznie, że odchodzę. Dobrze robię, źle robię, to tylko perspektywa zmienia biegun. Jak zazwyczaj są plusy i minusy, jednak jestem dobrej myśli.

W dyskoncie na kasę zawsze można usiąść. I trochę fitnessu przy okazji.

2019-01-16

In the heat of writing, rewriting and translating into English, I become hungry.

Fortunately, this time I had something at home. I do not know about you, but I love simple dishes, especially those for which I have warm memories. From the series of flavours of childhood: rice, apple, some butter, sugar and cinnamon, and for dessert a million good thoughts.

What about you?


W ferworze pisania, przeredagowywania i tłumaczenia na angielski życiorysu, zgłodniałam.

Na szczęscie miałam tym razem coś w domu. Nie wiem jak wy, ale ja kocham proste dania, a szczególnie takie co do których mam ciepłe wspomnienia. Z serii smaki dzieciństwa: ryż, jabłko, trochę masła, cukru i cynamon, a na deser milion dobrych myśli.

Co u Was?

2019-01-09

Once again, I am amazed by the strength of the subconscious.

Mind says „to people” make a party, integrate.
The body says „there is no agreement”. A runny nose, a fever.

Ehh life, ehh me.


Po raz kolejny zdumiona jestem siłą podświadomości.

Rozum mówi „do ludzi” zrób imprezę, zintegruj się.
Ciało mówi „nie ma zgody”. Katar, gorączka.

Ehh życie, ehh ja.

2015-01-07

Shortly after 21:00 yesterday, a friend from work shyly texted me. From word to word, it turned out that Carol had moved out definitively.

I suggested that she pack her pyjamas and what she needed and came. I had three proseccos from New Year’s Eve at home, because our alco plan did not go out. There was no day for drinking. We were supposed to get drunk. However, Margo was too tired to succeed. I, as for most of the year, still had no day to drink.

We started watching the film „The Farm of Miracles”, I will come back to him for sure. Finnish production of people like me, like us. The elderly lady is about 50 alone and does not know what to do with herself on holidays

Returning to Margo. She is 10 years younger than me, a beautiful girl. After the divorce, she met Carol and lived with him because of a. She liked him physically, she did not want to live alone. They lasted 4.5 years.

You can not pretend to love. Not long anyway.


Tuż po 21:00 wczoraj koleżanka z pracy nieśmiało za whatsappowała. Od słowa do słowa w końcu się okazało, że Carol się wyprowadził, definitywnie.

Zaproponowałam, aby spakowała piżamkę i co tam potrzebne i przyjechała. Miałam w domu trzy proseco od sylwestra jeszcze, bo nam plan akoholowy nie wyszedł. Nie było dnia na picie. Miałyśmy sie upić. Jednak Margo była zbyt zmęczona, aby to się udało. Ja, jak przez większość roku, nadal nie miałam dnia na picie.

Zaczęłyśmy oglądać film „Farma cudów”, wrócę do niego na pewno. Finlandzka produkcja o takich jak ja, takich jak my. Starsza Pani około 50 zostaje sama i nie wie co zrobić ze sobą w święta…

Wracając do Margo. Jest ode mnie z 10 lat młodsza, prześliczna dziewczyna. Po rozwodzie spotkała Carola i zamieszkała z nim ponieważ: a. podobał jej się fizycznie, b. nie chciała mieszkać sama. Wytrzymali 4,5 roku.

Nie da się udawać miłości. Nie długo w każdym razie.

2019-01-05

I was looking for a shawl, I found a cardboard box with winter dresses. Nice fun. Two favourites of favourites that I forgot. It’s warm, cosy, beautiful.

PS. I did not find the shawl ;).


Szukałam szala, znalazłam karton z zimowymi sukienkami. Niezła frajda. Dwie ulubione, ulubione, o których zapomniałam na śmierć. Cieplutkie, przytulne, piękne.

PS. szala nie znalazłam ;).

2019-01-04

Hardly a week started it is over.

Cool. I work in the work, harder. I wonder how long enough for me to be enthusiastic.

During the week, I am pampered with a CV, there is a chance to work in my hometown.

What’s new about you?


Ledwie się tydzień zaczął to już się kończy.

Super. Wziełam się nieco do roboty, w robocie. Ciekawe na jak długo wystarczy mi zapału.

W weekedn dopieszczam CV, jest szansa na pracę w rodzinnym mieście.

A co u Was?

2019-01-02

It’s hard to sit at a desk and start working after such a long period of blessed idleness.

However, it’s good to see familiar faces and joke in the queue for coffee. I am glad that I am here, still.


Ciężko usiąść przy biurku i zacząć pracować po tak długim okresie błogosławionego leniuchowania.

Jednak dobrze zobaczyć znajome twarze i pożartować w kolejce po kawę. Cieszę się, że tutaj jestem, jeszcze.

2019-01-01

I was waiting for the year 2000, yesterday. And today is the first day of 2019. I look with disbelief at the date.

In the category of success/failure, I am still alive. I’m doing fine.

I am who I am in the effect of more or less consciously made decisions, inspired by people met intentionally or accidentally.

I estimate the likelihood of a male soul mate meeting to be small, at the same time insisting that if I try, we will finally find ourselves.

Naivety, hope, dream, desire, masochism?


Jeszcze wczoraj z niecierpliwością czekałam na rok 2000. A dziś pierwszy dzień 2019. Z niedowierzaniem patrzę na datę.

W kategorii sukces/porażka nadal żyję. Mam się nieźle.

Jestem kim jestem w efekcie mniej lub bardziej świadomie podejmowanych decyzji, zainspirowana ludźmi spotkanymi celowo lub przypadkiem.

Prawdopodobieństwo spotkania bratniej duszy płci męskiej oceniam na znikome, jednocześnie uparcie wierząc, że jeśli się postaram, to w końcu się znajdziemy.

Naiwność, nadzieja, marzenie, pragnienie, masochizm?

2018-12-22

My only task in preparing Christmas Eve for 15 people is a meringue cake. It’s done. How are your preparations? Are you crazy or do you manage to keep common sense?


Moje jedyne zadanie w przygotowaniu wigilii na 15 osób to tort bezowy. Robi się. Jak Wasze przygotowania? Szalejecie czy udaje Wam się zachować zdrowy rozsądek?

2018-12-21

A few more hours at work. A weekend, a few tasks, a thousand unplanned thoughts. Then two weeks of slowness. Hopefully, without hope, I am.


Jeszcze kilka godzin w pracy. Weekend, kilka zadań, tysiąc nieokiełznanych myśli. Potem dwa tygodnie powolności. Z nadzieją, bez nadziei, jestem.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: