Tuż po dziewiątej…

… wybraliśmy się z wizytą do Zduńskiej Woli. Po przejechaniu 40 km wiedzieliśmy już, że nic z tego. Lekki mróz, marznący deszcz, słowem szklanka. Kolejny zjazd aż prowokował do zajechania do rodziców na kawę. A tam spadliśmy jak z nieba. W drodze powrotnej zabraliśmy wujostwo, które z Poznania autobusem wracało dalej do siebie, z pogrzebu….