Tuż po dziewiątej…

… wybraliśmy się z wizytą do Zduńskiej Woli. Po przejechaniu 40 km wiedzieliśmy już, że nic z tego. Lekki mróz, marznący deszcz, słowem szklanka. Kolejny zjazd aż prowokował do zajechania do rodziców na kawę. A tam spadliśmy jak z nieba. W drodze powrotnej zabraliśmy wujostwo, które z Poznania autobusem wracało dalej do siebie, z pogrzebu. Mam nadzieję, że dojadą szczęśliwie w tę gołoledź.

Matka stwierdziła, że to chyba jakiś boski plan…

 

 

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: