***

My tu gadu-gadu a ja wczoraj byłam na kawie.
Inżynier, lat 50, rozwiedziony od trzech lat, dwóch dorosłych synów. Zainteresowania: psychologia?!

Posiedziałam dwie godziny. Słuchając o pracy, jego pracy, przez godzinę. A później wywodu na temat zmiksowanej psychologii, parapsychologi, filozofii i fizyki kwantowej.

W sumie spodobał mi się, przy takich racjonalnych czuję się bezpiecznie. Wiem, że nie będzie gadek o uczuciach, a to przecież moja pięta achillesowa.

Dam mu jeszcze jedną szansę. Jeśli na drugim spotkaniu nie będzie chciał mnie poznać, a to wczorajsze nie było objawem zestresowania, to wtedy zrezygnuję.

PS. ma jedną ogromną wadę – ma tak samo na imię jak były mąż.


We are here chat-chat and I was on coffee yesterday.
Engineer, 50, divorced for three years, two adult sons. Interests: psychology?!

I sat for two hours. Listening to work, his work, for an hour. And later on the subject of mixed psychology, parapsychology, philosophy and quantum physics.

In total, I liked it, I feel safe with such rational ones. I know that there will be no talk about feelings, and this is my Achilles heel.

I’ll give him another chance. If he does not want to meet me at the second meeting, and yesterday was not a symptom of stress, then I will quit.

PS. has one huge disadvantage – it has the same name as a former husband.

Photo by Rakicevic Nenad on Pexels.com

14-10.2018, w lutym…

W lutym tego roku spotkałam Kolumbię po raz pierwszy. Miesiąc później przyjechał do mnie. Zapytał mnie wtedy co o nim myślę. W kilku żołnierskich słowach powiedziałam, że myślę, że jest psychopatą, co najmniej socjopatą.

Dzisiaj zupełnie przypadkiem siadłam w knajpce, która jest również księgarnią. Usiadłam obok półki na której stała książka o krzykliwym tytule „Otoczeni przez psychopatów”. Otwarłam na pierwszej stronie.

Ja pierdolę, niezła jestem.

W dodatku przez te kilka miesięcy kiedy miał nadzieję, że jak się upiję to nie wiem co robię to wyciagnie ze mnie jakiś bolesne tajemnice. Takie, które później będzie mógł użyć przeciwko mnie. I używał, mając nadzieję, że faktycznie nie pamiętam po kilku drinkach. Tyle że to mu nie skutkowało zgodnie z oczekiwaniem… Nie były to ani tajemnice, ani bolesne.

A ja? Ja wciąż uparcie sądziłam, że moje podejrzenia są na wyrost, że to nie może być prawda, że to się nie dzieje naprawdę.

Zwłaszcza kiedy „koleżanki” komentując zdjęcia mówiły na jakiego ciepłego faceta wygląda, jak wiele radości w sobie ma. Ja wtedy myślałam, kurde coś ze mną nie tak. Ona zbyt cyniczna, aby kochać. Ona widzi wszędzie zło. Ona znajduje pretekst, aby porzucić zanim zostanie porzucona.

Wracając do książki, pierwsza strona wbiła mnie w fotel.

To już nawet nie ja pierdolę. To ożesz kurwa.Macie czasem takie uczucie, że coś pomyśleliście odkrywczego, a potem się okazuje, że ktoś na ten temat napisał książkę?


In February this year, I met Colombia for the first time. A month later he came to me. He asked me then what I think about him. In a few soldier’s words, I said that I think he is a psychopath, at least a sociopath.

Today, quite by accident, I sat in a pub, which is also a bookstore. I sat next to the shelf on which there was a book about the flashy title „Surrounded by psychopaths”. I opened on the first page.

I’m fuckin ‚, I’m not bad.

In addition, for those few months when he hoped that if I get drunk, I do not know what I’m doing, he’ll get some painful secrets out of me. The one that he will later be able to use against me. And he used it, hoping that I actually do not remember after a few drinks. Only that it did not work as expected … They were neither secrets nor painful.

And I? I still stubbornly thought that my suspicions were exaggerated, that it could not be true that it did not really happen.

Especially when „friends” commenting on the pictures said what warm guy looks like, how much fun he has in himself. I was thinking then, damn something wrong with me. She is too cynical to love. She sees evil everywhere. She finds an excuse to abandon her before she is abandoned.

Returning to the book, the first page drove me into the chair.

It’s not even me fucking anymore. It’s fucking. Do you sometimes have a feeling that you’ve thought of something innovative, and then it turns out that someone wrote this book on this team?

pułapka barana…

„Zdarza się, że odmawiając analizowania sytuacji w całości, ludzie przechodzą obok oczywistej diagnozy, rozwiązania problemu i możliwości realizowania tego rozwiązania w praktyce. Taki sposób unikania oczywistości Berne nazwał „pułapką barana”. Osoby, które wpadły w taką pułapkę, stale natrafiają na tę sama sytuację, przypominając w tym barana, który uderza głową w mur, usiłując sięgać po coś co znajduje się po drugiej stronie, i nie dostrzegając, że istnieją inne sposoby zdobycia tego. Wierzą, że jeżeli uparcie będą powtarzać to samo w końcu pokonają przeszkodę i zdobędą to, czego pragną.”
M. James, D. Jongeward


Sometimes, refusing to analyze the situation in its entirety, people pass the obvious diagnosis, solve the problem and the possibility of implementing this solution in practice. Berne called this kind of avoiding the obvious a „ram trap”. Those who have fallen into such a trap are constantly confronted with the same situation, reminding a ram who is banging his head against the wall, trying to reach for something on the other side, and not noticing that there are other ways to get it. They believe that if they stubbornly repeat it, they will eventually overcome the obstacle and get what they want. „
M. James, D. Jongeward

Photo by Johannes Havn on Pexels.com

Energia…

… wszechświata jest dziwnie spójna.

Zaczęłam pisać wczoraj notkę o tym jak dawno tutaj gościł wpis na temat gotowania. Ostatni zdaje się w grudniu 2014. A w międzyczasie ktoś z Was zaczął komentowac te stare notki.

Lubię gotować, jednak nie mam dla kogo. Gotowanie dla siebie samej jest ekonomicznie nieuzasadnione, kalorycznie zresztą też. Kanapka na śniadanie, zupa w pracy, kanapka na kolację. Wystarczy. Aż nadto.

Jednak nic nie czyni domu bardziej domem niż zapach pieczonej szarlotki, ludzie przy stole dzwoniący sztućami i przkomarzjący się o ostatni kawałek czegoś pysznego.

Dom, nie mieszkanie, nie sypialnia czy miejscówka. Dom to ludzie, wspólne sprawy, radość i ból współistnienia. Połączenie.


… of the universe is strangely coherent. I started writing a note yesterday about how long ago here was the entry on cooking. The last one seems in December 2014. And in the meantime, someone of you started commenting on these old notes.

I like cooking, but I have no one for whom. Cooking for yourself is economically unjustified, caloric indeed. Breakfast sandwich, soup at work, sandwich for dinner. Just enough. Too much even.

However, nothing makes the home more home than the smell of a baked apple pie, the people at the table calling the cutlery and cheers for the last piece of something delicious.

A house, not an apartment, not a bedroom or a seat. Home is people, common things, joy and pain of coexistence. Connection.

Photo by Pixabay on Pexels.com

Projekt…

Projekt „portale randkowe” nie wypali.

Jestem tego prawie pewna (prawie, bo nadzieja się uparcie tli).
Z jednej niezwykle ważnej przyczyny. Ja do niego/nich nie piszę, czekam aż on/oni napiszą. A on/oni robią dokładnie to samo tylko w przeciwną stronę.

Impas.

Pozostaje pracować więcej, wracać do domu później, nie karmić się złudną nadzieją, że tam gdzieś jest ktoś… kto… chciałby taką mnie.


The project „dating sites” will not work.

I’m almost sure (almost, because hope is stubbornly smouldering).
One extremely important reason. I do not write to him, wait until he/they write. And he/they do exactly the same in the opposite direction.

Deadlock.

It remains to work more, come home later, do not feed on the illusory hope that there is someone somewhere … who … would like me like me.

Photo by freestocks.org on Pexels.com

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: