Friday.

Loneliness impresses a more profound mark. I wake up and repeat like a mantra. Accept this. Accept this. The chances are small that you will find. You’re not looking for any more. As a guy who prayed to God that he would make him win the lottery. After a few years, God thundered: „play in the end, damn it”.

Play how? Will not buy a coupon. I will not win the lottery.

Women like me, Sophie DIY, who can not do anything, they will learn without being taunted. Drill with a drill, assemble the trimmer and cut the lawn, assemble the furniture, replace the battery in the motorcycle.

Women like me, Sophie DIY, who earn more than a statistical citizen and support rather than need help.

Women like , Sophie DIY, they are alone.

Simply.



Samotność odciska coraz głębsze piętno. Rano wstaję i powtarzam jak mantrę. Zaakceptuj to. Zaakceptuj to. Szanse są niewielkie, że znajdziesz. Zresztą nie szukasz. Jak w dowcipie o facecie, który modlił się do boga, aby ten sprawił, że wygra w lotka. Po kilku latach bóg zagrzmiał: „zagraj w końcu, do cholery”.

Zagrać jak? Nie kupię kuponu, nie wygram na loterii.

Takie jak ja, Zosie Samosie, które jak czegoś nie potrafią, to nauczą się bez marudzenia. Wywiercą wiertarką, zmontują wykaszarkę i same skoszą trawnik, zmontują meble, wymienią akumulator w motorze.

Takie jak ja, Zosie Samosie, które zarabiają więcej niż statystyczny obywatel i raczej wspierają niż potrzebują wsparcia.

Takie jak ja, Zosie Samosie, są same.

Po prostu.

Sunday.

Yesterday’s Voo Voo concert was fabulous. I had a great time. I sang, I was getting excited. When I turned to the exit, it turned out that my own cousin was behind me. It happens. We would never meet in our hometown.

After the concert, we went for a drink. Finally, I gushed cheerfully with gin and tonic. It has been following me for a long time and somehow there was no occasion.

In the meantime, I am clearing the apartment out of chaos, which was created during exciting adventures with self-drilling and hanging.
What about you? Weather better? Can you bike anymore?


Wczorajszy Voo Voo koncert był bajeczny. Świetnie się bawiłam. Pośpiewałam, pobujałam się. Kiedy odwróciłam się do wyjścia okazało się, że stoi za mną moja własna kuzynka. Bywa. W rodzinnym mieście nigdy byśmy się nie spotkały.

Po koncercie poszliśmy na drinka. Nareszcie dopadłam radośnie do ginu z tonikiem. Chodził za mną od dłuższego czasu a jakoś nie było okazji.

W międzyczasie odgruzowuję mieszkanie z chaosu, który powstał przy ekscytujących przygodach z własnoręcznym wierceniem i wieszaniem.
Co u Was? Pogoda lepsza? Można już na rower?

DIY.

Because it’s easier to learn than to ask for help. It’s easier to sacrifice a broken nail than to spend a 25 euro for a specialist.
She could not, she tried, she can. Shelves hang, pictures hang, books stand. Even the flower was found. Independence +100, helplessness -200.
The first day at work was called „training”. Monday will not be better. Let’s start something interesting from Tuesday.

Bo łatwiej się nauczyć, niż poprosić o pomoc. Łatwiej poświęcić złamany paznokieć, niż wydać stówkę na majstra.
Nie umiała, spróbowała, już umie. Półki wiszą, obrazki wiszą, książki stoją. Nawet kwiatek się znalazł. Samodzielność +100, bezradność -200.
Pierwszy dzień w pracy minął pod wezwaniem „szkolenia”. Poniedziałek nie będzie lepszy. Oby od wtorku zaczęło się coś interesującego.

dla zabicia…

To kill time, I let myself be absorbed in homework. I started cleaning clothes in the closet yesterday. For a moment, a long moment, I had the impression that I was making a bigger mess instead of order. However, today you can see something.

I’m ironing shirts, shirts, sweaters, I put it neatly. In two days, there will be chaos anyway.

Today I was hoping for nice sunny weather and going outdoors with a new toy. For now, it is grey. Maybe later it will clear up.

I feel so lonely. No, not alone. Lonely.


Dla zabicia czasu dałam sie pochłonąć domowym obowiązkom. Zaczełam już wczoraj sprzątać w szafie z ciuchami. Przez moment, dłuższy moment, miałam wrażenie, że robię większy bałagan zamiast porządek. Jednak dziś już coś widać.

Prasuję koszulki, koszule, sweterki, układam równiutko. Za dwa dni i tak będzie chaos.

Miałam dziś nadzieję na ładną słoneczną pogodę i wyjście w plener z nową zabawką. Póki co jest szaroburo. Może później się przejaśni.

Czuję się taka samotna. Nie, nie sama. Samotna.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: