Plan…

… był taki, że Iza miała zabrać wczoraj mój telefon a ja dziś miałam pojechać po niego po wytzreźwieniu. Jednak. Jednak półtora wina później… telefon został. Jak tylko wyszły poszedł jeden sms, 14 minut później stał pod drzwiami. I tyle z misternego planu i tygodni ciszy. Siedzę teraz tu z bananem na twarzy. Wiem, że…

Jasno.

Rano i wieczorem. Nie wiem jak Wy, ja funkcjonuję już lepiej. Nie mogę się doczekać wiosny i zrzucenia tych ciężkich butów. Odwieszenia kurtki na kołek. Przeprowadzka w majowy weekend, a potem się zobaczy, jakoś to będzie… choć wolałabym jakość od jakoś. Update 12:04: przeprowadzka już w marcu :). Gdyby tak można było wyłączyć niektóre obszary…

Miej odrobinę…

wiary we mnie. Trzeci tydzień ciszy. W głowie ruletka. Póki co obstawiam czarne. Co jeśli wypadnie czerwone? Wytrwam? Oby. When the road gets darkAnd you can no longer seeJust let my love throw a sparkAnd have a little faith in me And when the tears you cryAre all you can believeJust give these loving arms…

No to.

Zostaje. Wczoraj miałam rozmowę na podsumowanie okresu próbnego. Dostałam co chciałam a nawet więcej. Nie spodziewałam się 20% podwyżki i propozycji zostania szefową wszystkich PM dla całej grupy w Polsce. Życie jest piękne, jeśli mówimy o pracy. Natomiast co do reszty… w głowie wybrzmiewa mi kawałek „no chodź, chodź ze mną do łóżka…”. Wytrwam.

Wytrwaj.

Błagam cię, wytrwaj. Zmień temat, myśl na inny. To nie tęsknota, to nie boli. Weź ksiązkę poczytaj, idź spać, pograj, upij się, weź procha na spanie, ale wytrwaj. Po prostu wytrwaj.

Słowo,

się rzekło. Kobyłka u płotu. Na koniec kwietnia przeprowadzka. Wracam do starego mieszkania. Ojca siostra ze mną zamieszka. Najjaśniejszym punktem tej historii jest to, że…. …. KUPIĘ PSA, jak tylko ciotka się wprowadzi. Tadam !!

Orkan.

Sabina, deszcz, wiatr, ponurość, galopujący PMS, pusta lodówka, ale przede wszystkim ciągła walka ze sobą, aby nie odblokować numeru. Przespałam cały weekend, prawie, a jestem zmęczona, jakbym u dziadka na wykopkach cały tydzień harowała. Jutro będzie lepiej. Powiedzcie, że jutro będzie lepiej.

Nie.

Nie mogę zasnąć. Dziś zmarła koleżanka, lat 43, na zawał. Dwóch synów, mąż, rodzice, pies i kot. Jeszcze ktoś spróbuje mnie przekonać, że trzeba realizację marzeń odkładać na później, a teraz to tylko ciułać i pracować, pracować i ciułać, narzekać, odkładać na później? Uhm.

Legion.

Wkręciłam się, porąbane zdrowo, jednak oglądam. W międzyczasie zaliczyłam Ragnarok, krótki serial. Skandynawska produkcja, nordyckie mity, wszystko co lubię w jednym. Wczoraj, jakimś cudem, zebrałam się w sobie i pojechałam na jogę. Jutro pewnie będę ryczeć od zakwasów. Dziś jednak czuję się nieźle. Mimo, że to już kilka tygodni jak wróciłam do leków nadal kiepsko…