Plan…

… był taki, że Iza miała zabrać wczoraj mój telefon a ja dziś miałam pojechać po niego po wytzreźwieniu. Jednak. Jednak półtora wina później… telefon został. Jak tylko wyszły poszedł jeden sms, 14 minut później stał pod drzwiami.

I tyle z misternego planu i tygodni ciszy.

Siedzę teraz tu z bananem na twarzy. Wiem, że źle zrobiłam natomiast banan wie swoje. I nie odpuszcza.

Jasno.

Rano i wieczorem. Nie wiem jak Wy, ja funkcjonuję już lepiej. Nie mogę się doczekać wiosny i zrzucenia tych ciężkich butów. Odwieszenia kurtki na kołek.

Przeprowadzka w majowy weekend, a potem się zobaczy, jakoś to będzie… choć wolałabym jakość od jakoś.

Update 12:04: przeprowadzka już w marcu :).

Gdyby tak można było wyłączyć niektóre obszary mózgu, byłoby cudnie. Nie widziałabym cienia pod pozornością codzienności. Nie pytałabym się o wartość tego co robię, nie kwestionowała rzeczywistości.

Gdyby tak wgrać programik, w chwilach pomiędzy zadaniami się hibernować, nie myśleć, nie czuć, nie żyć.

Tak wiem, mogę to przerwać na przynajmniej dwa sposoby:

— żyć dalej, żyć prawdziwie, z ludźmi,

— wcisnąć Alt+F4, wciąż brakuje mi odpowiedniej dawki odwagi lub głupoty.

Hahahahah a w głośniku „don’t give up” hahahahah, karma. Los to złośliwa suka.

Don’t give up ’cause you have friends
Don’t give up you’re not the only one
Don’t give up no reason to be ashamed
Don’t give up you still have us
Don’t give up now we’re proud of who you are
Don’t give up you know it’s never been easy
Don’t give up ’cause I believe there’s a place
There’s a place
Where we belong

Miej odrobinę…

wiary we mnie. Trzeci tydzień ciszy. W głowie ruletka. Póki co obstawiam czarne. Co jeśli wypadnie czerwone? Wytrwam? Oby.

When the road gets dark
And you can no longer see
Just let my love throw a spark
And have a little faith in me

And when the tears you cry
Are all you can believe
Just give these loving arms a try


And have a little faith in me
AndHave a little faith in me
Have a little faith in me
Have a little faith in me

When your secret heart
Cannot speak so easily
Come here darlin’
From a whisper start
To have a little faith in me

And when your back’s against the wall
Just turn around and you will see
I will catch, I will catch your fall baby
Just have a little faith in meHave a little faith in me


Have a little faith in me
Have a little faith in me
Have a little faith in me

No to.

Zostaje. Wczoraj miałam rozmowę na podsumowanie okresu próbnego. Dostałam co chciałam a nawet więcej.

Nie spodziewałam się 20% podwyżki i propozycji zostania szefową wszystkich PM dla całej grupy w Polsce.

Życie jest piękne, jeśli mówimy o pracy.

Natomiast co do reszty… w głowie wybrzmiewa mi kawałek „no chodź, chodź ze mną do łóżka…”.

Wytrwam.

Wytrwaj.

Błagam cię, wytrwaj. Zmień temat, myśl na inny. To nie tęsknota, to nie boli. Weź ksiązkę poczytaj, idź spać, pograj, upij się, weź procha na spanie, ale wytrwaj. Po prostu wytrwaj.

Słowo,

się rzekło. Kobyłka u płotu.

Na koniec kwietnia przeprowadzka. Wracam do starego mieszkania. Ojca siostra ze mną zamieszka.

Najjaśniejszym punktem tej historii jest to, że….

…. KUPIĘ PSA, jak tylko ciotka się wprowadzi.

Tadam !!

Orkan.

Sabina, deszcz, wiatr, ponurość, galopujący PMS, pusta lodówka, ale przede wszystkim ciągła walka ze sobą, aby nie odblokować numeru. Przespałam cały weekend, prawie, a jestem zmęczona, jakbym u dziadka na wykopkach cały tydzień harowała.

Jutro będzie lepiej. Powiedzcie, że jutro będzie lepiej.

Nie.

Nie mogę zasnąć. Dziś zmarła koleżanka, lat 43, na zawał. Dwóch synów, mąż, rodzice, pies i kot.

Jeszcze ktoś spróbuje mnie przekonać, że trzeba realizację marzeń odkładać na później, a teraz to tylko ciułać i pracować, pracować i ciułać, narzekać, odkładać na później?

Uhm.

Legion.

Wkręciłam się, porąbane zdrowo, jednak oglądam. W międzyczasie zaliczyłam Ragnarok, krótki serial. Skandynawska produkcja, nordyckie mity, wszystko co lubię w jednym.

Wczoraj, jakimś cudem, zebrałam się w sobie i pojechałam na jogę. Jutro pewnie będę ryczeć od zakwasów. Dziś jednak czuję się nieźle.

Mimo, że to już kilka tygodni jak wróciłam do leków nadal kiepsko śpię. Jednak mineły bóle głowy i dreszcze. Swoją drogą w ubiegłym roku o tej samej porze roku mniej więcej zrobiłam to samo. I po co tym razem? Jeżeli poprzednio już doszłam do tego, że to beznadziejny pomysł był?

I po co…

I po co…

Ławiej być samą, łatwiej się izolować.

A propos izolacji, w końcu, po szczeniacku zablokowałam whatsapp i numer telefonu. Wciąż przekonywałam sama siebie, że nie moge tego zrobić, bo jego numer na zawsze pozostanie w moim, natomiast prawda była taka, że czekałam.

Dość.

Lepiej wcale niż byle jak.

Lepiej wcale niż byle jak.

Tak trudno zastosować się do własnej rady. Bardzo trudno.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: