Średnia…

…kroków ustabilizowała się na 12 tysięcy dziennie. Kręgosłup boli nadal.

Nie mniej Lucek wnosi w moje życie iskierkę bezcenną.

Wieki całe…

… tutaj nie zaglądałam. Jakoś nie było nastroju. Nie było tematu. Nie było chęci.

Ostatnio wydarzyło się kilka rzeczy, które mogę wyrzucić tylko tu. W realu jakoś nie ma do kogo.

Od rzeczy łatwiejszych.

  1. Lucek rośnie jak na drożdżach, zdrowy, wesoły, inteligenty. Dzięki niemu robię średnio 10tys kroków dziennie, w porównaniu do niecałych 3 tysięcy wcześniej. Na kręgosłup nie pomogło, jak bolał tak boli, mimo, że rehabilitant zalecał chodzenie. Na poczucie samotności i bezsensu pomogło bardzo mocno.
  2. W sobotę pożegnaliśmy żonę kolegi z pracy. udar po-szczepionkowy, Dwójka małych dzieci, w tym jedno niepełnosprawne. Nie mogę się otrząsnąć. Dlaczego śmierć nie wybiera tych, którzy czekają na nią z utęsknieniem?
  3. Przedwczoraj urodził się Staś – całe 3700 gramów szczęścia wyczekany synek. I już miało być lepiej. Jedno miało zrównoważyć drugie.
  4. Ale wczoraj gruchnęła wiadomość, że zmarł nasz kolega z pracy. Choroby współistniejące, nie pozwoliły wykaraskać się z covida.

Dzisiaj nie miałam siły pojechać do pracy. Zostałam w domu. Trochę się poobijam, poleżę pod kołderką, zbiorę siły na jutro, a potem na pojutrze.

Nadal czekam, a ta suka nie wybiera mnie.

Dawno…

… mnie tu nie było. Okres świąteczny i dwa tygodnie stycznia do urodzin to tradycyjnie nieciekawy okres dla mnie. Owczarka odebrałam Lucka. Jest obłędny.

Gdyby nie…

… technologia zmarnowałabym poranek.

Najmłodsza zaprosiła nas na konkurs recytatorski 14, organizowany przez wydział filologii UAM.

Startowały nastolatki ze szkół średnich. Wkręciłyśmy się wszystkie. Ja i pozostałe dwie bratanice. Kuzynki tej pierwszej. Gdyby nie pandemia, nie miałybyśmy okazji spędzić tego poranka razem. Dzięki pandemii, dzięki temu, że zaakceptowaliśmy formę zdalną, nauczyliśmy się, adaptowaliśmy się do sytuacji, połączyła nas wspólna sprawa.

Czekamy na wyniki.

Photo by Thought Catalog on Pexels.com

Co dwa…

… tygodnie wpada średnia posprzątać i zgarnąć stówkę. Przy okazji idziemy na zakupy, gotujemy, nagrywamy tik-toki albo coś oglądamy. Czasami ja odwożę a czasami wraca pociągiem. W każdym razie w te dni, dzięki niej robię prawie 10 tys. kroków.

Najstarsza dziś dopiero prezentowała to, w czym pomogłam jej sie przygotować. Dostała ocenę z komentarzem, że „bardzo ładnie, zwięźle i na temat, i że bardzo ładna praca jak na jedną osobę”.

Omawiając dziś z szefem prezentację na jutrzejszy zarząd usłyszałam „gratulacje, konkretnie, na temat, zostaje tak jak jest”.

Biorąc dziś udział w badaniu fokusowym dowiedziałam się, że choć jestem od roku i jeszcze niezbyt dużo (w mojej ocenie) zrobiłam, to większoć postrzega mnie jako profesjonalistkę i ostoję spokoju.

Małe radości, małe uczynki, krótkie chwile, to one stanowią o jakości mojego życia.

Doceniać co się ma, marzyć tak, aby realizacja była możliwa.

Photo by Daria Shevtsova on Pexels.com

w sobotę…

… pomyślałam dłużej nie dam tak rady. Po prostu nie dam.

Zaraz powiecie, że już nie raz to pisałam.

Po tygodniu ciszy weszłam na stronę:

  • operatora i zmieniłam numer telefonu
  • administratora i zamówiłam zmianę kodu do domofonu
  • wyciągnęłam klucz spod wycieraczki.

To rozwiązuje problem z telefonami „nie wiadomo po co” od psychopaty i kolegi ze szkoły. Rozwiązuje również problem żołnierza choć nie do końca. Duży wysiłek będzie po mojej stronie, aby nie napisać, nie zadzwonić z nowego numeru. Tak, tak, to tez już było. Wiem.

Znalazłam przepiękny wiersz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej

Ach, to nie było war­te
by sny tym kar­mić upar­te

by sta­wiać du­szę na kar­tę
ach to nie było war­te.

Ach, to nie było war­te
by no­sić łzy nie otar­te

i by mieć ser­ce wy­dar­te
to wca­le nie było war­te…

Photo by Pixabay on Pexels.com

Doktorat…

… z bycia najlepszą ciocią na świecie w toku.

Poszło o przygotowanie prezentacji na pedagogoikę, która wydawała się nudna, niemożliwa do przygotowania, a została zamieniona na łatwą do nauczenia, zabawną w przygotowaniu i być może niezłą w odbiorze.

Kocham dzisiejszą technologię.

Mogłyśmy pprzeczytać potrzebny rozdział, podyskutować, poprawcowac na prezentacją i przetrenować przedstawienie prezentacji. Niewiele moge wnieść do życia moich bratanic, ale w takich przypadkach sprawdzam się na 105%. Mimochodem przemycam sposób uczenia isę, podejścia do tematu i nawięcej radości mam, kiedy przy następnej okazji korzystają z tych moich rad.

A jaką korzyść mam ja? No cóż, całe mnóstwo korzyści.

  • Jestem w ich życiu
  • W sprawach trudnych nie kimbinują tylko walą jak w dym do cioci-przyjaciółki
  • Czuję się potrzebna
  • Dzięki nim uświadamiam sobie, że wiem co znaczy i potrafię kochać.
Photo by Ian Panelo on Pexels.com

Wczoraj…

… uczestniczyłam w spotkaniu stowarzyszenia, do którego należę. Stowarzyszenie zrzesza terpaeutów i osoby zainteresowane Analizą Transakcyjną. Wykład był bardzo intersujący.

Jedno z ćwiczeń polegało na odpowiedzeniu sobie na pytanie „Co daje Ci potczucie sensu życia?”

I wiecie co, po raz pierwszy od dawna umiałam na nie odpowiedzieć. I sobie, i mojemu rozmówcy. Ćwiczenie robiło się w przypadkowych parach. W dodatku umiałam na nie odpowiedzieć z uśmiechem, z radością.

Uświadomiłam sobie jak daleką drogę przeszłam w postrzeganiu świata, ludzi wokół, siebie przez ostatnie osiem lat.

Emocjonalnie to ja jestem i może kaleką albo wybrakowana, jednak w pracy jestem dobra, nawet bardzo dobra. I dziś to wystarcza. Dziś to jest ok.

I jeśli Was pokusi pomyślec, napisać, że to żałosne. Że praca to nie wszystko. To wróccie do postów tutaj sprzed klilku lat. Sensu życia nie było tutaj na horyzoncie. Przez wiele lat.

I wiecie co, od wczoraj nie schodzi mi banan z buzi. To niesamowite, że te pytania trafiły do mnie w tym momencie.

1. Co robisz, aby Twoje życie było przyjemne? Czego mogłabyś robić więcej?

2. Czy masz swoje talenty? Jak je wykorzystujesz i rozwijasz? O czym marzysz, że mogłabyś robić, gdyby tylko…?

3. Co daje Ci poczucie sensu życia?

4. W jaki sposób angażujesz się w działalność na rzecz tego, żeby miejsce, w którym żyjesz pracujesz było lepsze?

5. Jak realizujesz swoją potrzebę autoekspresji? Kto Cię w tym wspiera? Słucha Ciebie? Zachęca do rozwoju? Wydobywa z Ciebie to, czego po sobie się nie spodziewałaś? Czy mówisz tej osobie o swojej wdzięczności?

Photo by Ben Mack on Pexels.com

Pamiętacie…

… żołnierza? Hmm.. tak sie porobiło, że od soboty dużo robimy wszystkiego razem.

I coś nie daje mi spokoju. Wczoraj jak filip z konopii wyskoczył z tym, że mnie kocha. Pierwszy raz zignorowałam, drugi raz udałam, że nie słyszę. W końcu prosto z mostu prosto w twarz wali takim tekstem.

A ja, ja no cóż nie byłam bym sobą gdybym nie powiedziała: „to dobrze?„.

Dlaczego akurat teraz, dlaczego ja i co ma to na celu?

Nie wiem.

Photo by Olya Kobruseva on Pexels.com

Co dziwne…

… w trakcie dwóch rozmów z lekarzem rodziinym ani przez moment nie padło nawet jedno słowo o tym jak mam się leczyć. Siedze więc w domu, nic nie robię, a raczej dostaje na łeb od nic nie robienia i zastanawiam się do dalej. Do niedzieli izolacja a potem co? Mogę pojechać do firmy, bo już jestem zdrowa? Obłęd.

Photo by Miguel u00c1. Padriu00f1u00e1n on Pexels.com

W środę…

… przed urlopem przywiozłam ojca do siebie. Brat miał potwierdzony COVID więc zadzwonił, żebym go zabrała. Za późno myślę sobie. Dwa dni poźniej zaczeło mnie palić w oskrzelach, trochę bolała głowa, w okolicach 11.01 straciłam węch.

Umówiłam test przez internet no i w czwartek pojechaliśmy się zbadać. Wyniki były 13.11 – oboje chorzy. Ojciec zero objawów. Ja praktycznie też. Nadal nie mam ustalonego terminu izolacji więc nie wiem czy dzis home-office czy jestem na L4.

Pani z sanepidu mówiła, że termin ustali rodzinny. Rodzinny, że sanepid.

I to tyle przyogdy z covidem. Oby każda grypa przechodziła tak łagodnie.

Photo by Nataliya Vaitkevich on Pexels.com

Wypoczełam…

… w ten weekend, sprawiłam sobie masaż taki dla przyjemności a nie dla zdrowia. Choć dla zdrowia to on tez był. Zapach lawendy i dotyk drugiego człowieka podziałał kojąco.

W czwartek kontrolnie porozmawiałam z terapeutka. Od pewnego czasu zauważyłam, że kupuje do domu jedzenia, ale go nie jem. Leży w lodowce tak dlugo aż wyrzucam. Praktycznie żylam tylko obiadem w pracy, kawż i wafelkami z automatu na śniadanie. Choć było w domu jedzenie nijak nie znajdowalam ochoty, aby o siebie zadbać.

Ciekawe skąd się biorą te dodatkowe kilogramy.

W tym tygodniu moja kolej na homeoffice. Zacznę od zakupow. A potem jakos to bedzie w koncu za tydzien urlop. Zmęczona jestem.

Photo by Karolina Grabowska on Pexels.com

Do ósmego…

… listopada zapewne nie odwołają czerownej strefy. Swoją drogą ciekawe jak 1 listopada czarni opykają. Choć słyszałam w radio, że wirus w kościołach nie działa i tam w dużych grupach spotykać się można.

Jestem zmęczona. Potrzebuję tego urlopy od 10 miesięcy pracuję na najwyższych obrotach. Jeśli zostanę w domu to i tak będę pracować, bo lepsze to niż nuda.

Załamka. Załamka do kwadratu.

Photo by Karolina Grabowska on Pexels.com

Nie, nie, nie…

Nie pisz do mnie SMS-ów. Nie odpiszę

Nie chce pracować z domu, ale będę.

Nie wiem, nie umiem, nie rozumiem.

Do niczego się nie nadaję..

Photo by Andrea Piacquadio on Pexels.com

W jednym

Były mąż miał 100% racji. Jestem idealnym pracownikiem korporacji. Siedząc na przeciw zarządu, sami mężczyźni btw, patrzę im w oczy i mówię z cała stanowczością „nie”. Kocham ten moment.

Po koszmarnych…

… nocnych przygodach wiem, ze z mojego ulubionego chinczyka nie zamowie juz nigdy.

W ogole trudno sie bedzie przekonac do zamawiania jedzenia. I tu zapala sie zaroweczka czerwona, ktora juz od dluzszego czasu blyskala niesmialo na czerwono. Cos jest nie tak z jedzeniem. Prawie nie jem w domu, nawet jesli zrobie zakupu to jedzenie sie marnuje, lezy w lodowce tak dlugo az minie termin waznosci albo zwiednie i nie nadaja sie do jedzenie.

Otwieram lodowke i zamykam ja zajrzawszy do środka. Znajduje wymowke, ze beda gary, ze w zasadzie to jesc mi sie nie chce, ze zrobie sobie cos do picia. W pracy jem tylko obiad, cokolwiek podadza, bez szalu, bez radosci.

Co ciekawe wciaz tyje… moze powinnam sie na jakies badania udac.

A juz na pewno na wizyte do terapeutki, od kilku tygodni o tym mysle i wciaz jeszcze sie nie umowilam.

Photo by Josh Hild on Pexels.com

Buuu…

… ponownie homeoffice. I super, i fajnie, i beznadziejnie, i strasznie. Wszytko jednocześnie oczywiście. Bo przecież na drugie mam ambiwalencja. A nie, to na trzecie. Na drugie mam leniwa.

Co u Was? Też jesień i coraz krótsze dni?

Po tym jak odwołali wyjazd do Jordanii koleżanka namówiła mnie na wczasy odchudzające w Jastrzębiej Górze. Niestety nad morzem, nie w górach, ale przynajmniej nie pojadę sama. Odchudzać to ja się zapewne za bardzo nie będę i pierwsze co zrobię to obcykam jakąś fajną kanjpę albo maka. Ale chociaż się poruszam trochę, pomasuję, po odmaczam w basenie.

Jeszcze miesiąc do wyjazdu, nie mogę się doczekać.

Photo by Burst on Pexels.com

Efekt uboczny…

… bieżni choć nieoczekiwany, to jest bardzo pożądany.

Nie robię wiele. Co dwa, czasem trzy dni wskakuję zrobić 3km spacerkiem albo 30 minut, zależy od nastroju. A mimo to tłuszcz z brzuch znika.

Poprawa nastroju +100.

Ćwiczenia plus leki zrobiły swoje. Nareszcie mogę funkcjonować jak człowiek. Bez strachu przy każdym ruchu.

Photo by Li Sun on Pexels.com

Byłam dziś…

… na pogrzebie ojca przyjaciółki. Były maż również był .Widziałm go pierwszy raz od 2,5 roku. Jakiś taki zabiedzony, włosy zapuszczone, ubrania jak po starszym bracie, znowu przytył i nieco się postarzał.

Powiedziałm cześć i minęłam ich wszystkich. Wykluczyli mnie a teraz czekali, aż podejdę i pogadam jak kiedyś?

Pamiętacie jak pisałam, że kiedy się rozwodzisz, to tracisz nie tylko męża ale i przyjaciół. Dziś to bardzo odczułam.

Jedyna satysfakcja, że ja w przeciwieństwie do niego wyglądałam jak milion dolarów. A podobno kogoś ma… nie wyglądał. Marna to satysfakcja, marna.

Potem zaczeło padać. I zrobiło się szaro a poczucie beznadzieji potegowała nieprzespana noc. I żal, że spróbowałam wejść drugi raz do tej samej rzeki.

Żołnierz wczoraj przyjechał. Nie zostało już nic z tego zauroczenia, nic. Chociaż tyle, że wiem.

Photo by Mike on Pexels.com

Po miesiącu…

… nierównej walki poszłam do lekarza. Dostałam leki. Ból odszedł w niepamięć. Od wczoraj czuję, że żyję i nie jest to cierpienie. Na wszelki zrobię jeszcze rezonans i zobaczymy co dalej.

PS bieżnia jest super.

Photo by Pixabay on Pexels.com

Przyjechała…

… bieżnia. Muszę chodzić, żeby poprawić stan kręgosłupa. Że będę spacerować po okolicy, nie ma co liczyć. Gdybym chciała, to bym to robiła, a nie robiłam. Z bieżnią jest szansa. Plan w tym tygodniu codziennie 3km, od przyszłego 5km. Nie wiem jak wytrzymam prawie godzinę idąc… co zrobić z głową, jakie zajęcie dla rąk w tym czasie? Nie ma klawiatury.

Póki co uruchomiłam bieżnię na kartonie od transportu. Nie chcę sama dźwigać, żeby znowu dysk nie wylatał.

A na sniadanie było to:

Zaletą…

… pracy w domu, że można coś upichcić (jak się ma z czego cozywiście). Tym razem było:

Leżąc na stole u osteopaty (albowiem dysk wylata) zdałam sobie sprawę jak bardzo brakuje mi dotyku drugie człowieka. Nie mówię tutaj o seksie, a o zwykłym dotykaniu, potrzymaniu za ramię, przytuleniu, ręce położonej na udzie kiedy siedzi ktoś obok na kanapie, ciepłej dłoni na plecach w kolejce do kasy, stykającyh się stopach pod stołem w kuchni w czasie śniadania.

Takie proste marzenia, tak bardzo nie osiągalne.

Photo by Nadi Lindsay on Pexels.com

A jednak…

… radzenie sobie z porażką, nie jest najmocniejszą stroną niektórych z nas. Tinderowej przemiłej konwersacji ciąg dalszy.

Przecież mógłby usunąć parę i zapomnieć o sytuacji, a jednak z jakiegoś powody pisze do mnie tak:

W profilu…

… na Tinderze mam wpisane „szukam dojrzałego mężczyzny z pozamykaną przeszłością”. A trafiają mi się tacy..

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: