Nawyki…

… z dzieciństwa.

Ja mam taki, że jeśli w wędlinie jest choć milimetr białego tłuszczu to go wycinam.

Robiłam sobie kanapkę prze chwilą na śniadanie. Z polędwicą sopocką. Nie byłam w stanie powstrzymać tego odruchu, ani zmusić się do zjedzenia kanapki z tym czymś ;P.

Każdy z nas ma jakiegoś pierdolca, ja ma takiego. Jaki jest Wasz?

Photo by Kovacs Apor on Pexels.com

Jeden dzień…

… urlopu, żeby pójść do dentysty. Każdy pretekst jest dobry.

Wizyta u dentysty, w przeciwieństwie do wielu moich znajomych, nie budzi u mnie traumatycznych skojarzeń. Rzadko mam z nim do czynienia, pewnie dla tego.

Nowe prochy dają mi siłę, do bycia między ludźmi. W ubiegłym tygodniu spotkałam się ze „starymi” koleżankami. Mało tego sam sprowokowałam tę imprezę. Sushi spacer po mieście, drinek w knajpie ulubionych gejów w mieście. Powrót do domu również spacerem.

Prze chwilę mogłam/mogłyśmy poczuć się normalnie, jakby te dwa lata się nie wydarzyły.

Ogródki na starym pękały w szwach, muzyka, gwar, śmiech.

A dziś od rana poprawiam sobie nastrój w ten oto sposób ;).

@ivan___3

she is so cute and her confidence 👏 #fypシ #foryoupage #behal1 #kids♬ original sound – navi

Wybory.

Każdy z nas wybiera za siebie.

Koleżanka z pracy lat 42 zaszła w ciążę. Wybrała. Urodzi w lutym. Czwarte dziecko.

Podziwiam odwagę.

Photo by Henley Design Studio on Pexels.com

grzech…

… nie skorzystać ze światłej rady za 250 pln. Zaczęłam się zastanawiać co zrobić, żeby przełamać samotność.

W końcu wymyśliłam. Nic odkrywczego. Stosowałam to już nie raz. Zapisałam się na studia.

Poznam nowych ludzi, więcej będę chodzić (13 minut na pieszo od domu), czegoś się nauczę.

Photo by Alexandr Podvalny on Pexels.com

W trakcie…

… wizyty u psychiatry usłyszałam jedną z tych bezcennych rad, od których życie momentalnie staje się lepsze.

„Powinna Pani coś zrobić z tą samotnością”.

Ja pierdolę, co za odkrycie. Ile fakultetów trzeba skończyć i ile stówek wziąć za wizytę, aby dojść do poziomu udzielania tak światłych porad?

Pytam się: „Co? Co to jest to coś?”

Na to jak się domyślacie nie dostałam odpowiedzi.

Natomiast, po epizodzie z Luckiem, od czasu gdy go oddałam, rozważam przygarnięcie kota. Może zostawać sam na wiele godzin, podobno nawet dni. Potrzebuję kogoś/czegoś żywego w domu po powrocie. Żeby mi się chciało tutaj wracać, żeby chciało m i się cokolwiek, żeby było kogo/co przytulić.

Waham się. Kotu nie będzie tak łatwo znaleźć innego domu w razie porażki, a szczerze nie znoszę popełniania tych samych błędów.

Photo by Lucas Pezeta on Pexels.com

Pozbierałam się,

poskładałam do kupy.

Po wpisie w czerwca poszłam po rozum do głowy. Terapia, zmiana leków, naprawienie kręgosłupa, rozwiązanie zaburzeń hormonalnych pomogło.

Trochę to trwało. Jednak są pozytywne efekty.

Rano staje dbam o śniadanie i ostatnio złapałam się na tym jak przyjemne jest śniadanie i gorąca herbata.

Ostatnie dwa tygodnie spędziłam na wakacjach z rodziną. Pojechaliśmy ośmio-osobowym składem, 3 pokolenia. Pasowałam do nich, mniej więcej wstawaliśmy, szliśmy na śniadanie, na plaże, posiłki w tym samym czasie. Bez umawiania się i spinki. Dawno nie miałam takiego uczucia, że pasuję.

Opaliłam się. Znowu zaczęłam czytać. Chciało mi się rozmawiać. Postęp.

Photo by Ann H on Pexels.com

Żyję.

Mam się… no właśnie jak się mam? Nijak, to chyba odpowiednie słowo. I nie bardzo prawda.

  1. jestem wkurzona, że mój szef 4 osoby z 6 wypuścił na urlop w tym samym czasie
  2. jestem wkurzona, że mam nadprogramową miesiączkę po lekach hormonalnych
  3. jestem wkurzona, bo robota nie idzie jak powinna isc
  4. jestem wkurzona, bo przez awarie auta zabraknie mi pieniedzy w tym miesiącu
  5. jestem wkrzuona, bo tęsknię za Luckiem
  6. jestem wkurzona, bo spotykam się z żołnierzem
  7. jestem zadowolona, że leki hormonalne na okres przedmenopauzalny daja pozytywne efekty
  8. jestem zadowolona, że bede mieć w sierpniu 2 tygodnie urlopu
  9. jestem zadowolona, bo spotykam się z żołnierzem
  10. jestem zadowolona, bo projekt posuwa się do przodu
  11. jestem zadowolona, bo dostałam awans i podwyzkę
  12. jestem zadowolona, bo troche schudłam

Wróciłam do leków i na terapię. Kryzys chwilowo zażegnany.

Photo by Pixabay on Pexels.com

Zmęczyłam.

Się udawaniem. Udawaniem, ze życie mnie bawi.

Przekroczyłam dziś rano punkt krytyczny.

  • Szukam domu dla Lucka
  • Porządkuje papiery
  • Szukam instrukcji w necie

Deadline 30.06.

Arakis.

Czytaliście Diune Franka Herberta? Czuje się jak Fremenka na Arakis. Ale nie tej Paula Muadiba a na tej za Boga Imperatora. Już trochę zieleni, już trochę żyje się lepiej, już odchodzą do lamusa fanaberie obyczaje.

Jeszcze kiedy byłam dzieckiem była tutaj pustynia, daktyle, wielbłądy i Beduini.

Dziś kwitną kwiaty a wszechobecny żelbet rzuca cień.

Świat się zmienia. A ludzie nie uczą się niczego. Niewolnictwo w nowoczesnej odsłonie jest nadal niewolnictwem.

Diuna

Kwitnę.

Na opustoszałym lotnisku. Wylot dopiero o 15:00. Nie chciałam ryzykować późniejszego pociągu do Wawy. Zbyt duże ryzyko, ze jak wpadnę tutaj na ostatnia chwile tonpozwola mi się odprawić.

Lucek ma się dobrze u swoich tymczasowych opiekunów. Aż mnie wszystko boli, ze nie ma go ze mną. Nie potrafię sobie wyobrazić co czuja rodzice kiedy rozstają się z dzieckiem. To musi być chujowe uczucie.

Oby go oddali kiedy wrócę. Jeśli wrócę.

Powoli…

… zaczynam się pakować. W piątek wylot, no chyba, że wynik testu będzie nie halo. Osobiście się nie spodziewam. Wymarzony urlop. Bez komputera, z ograniczonym telefonem.

Photo by Alex Azabache on Pexels.com

Szczepienie.

Od kilku miesięcy chodziła i mówiłam, że się nie zaszczepię. Covid w listopadzie przeszłam bezobjawowo, gdyby nie wynik testu myślałabym, że to tylko migrena.

Cała moja rodzina przeszła bezobjowo, łącznie z ojcem (72) po chłoniaku ośrodkowego układu nerwowego i ciotką (73) ważącą 43 kg anorektyczką.

Ale…

Zapisałam się i zaszczepiłam, nie z obawy przed chorobą, a z chęci wyjścia z więźnia jakim jest maseczka, zakaz podróżowania, zakaz pracy w biurze pełnym zespołem, brak możliwości pójścia do fryzjera, na koncert, do kanjpy.

Im więcej nas się zaszczepi tym szybciej przestaną nas kontrolować.

Termin był bardzo szybki w sobotę w nocy (mocno w stanie wskazującym, na imprezie) zapisałam się już na piątek.

Zero jakichkolwiek objawów po szczepionce, poza delikatnym bólem ręki przy próbie spania na lewym boku. Dwójka moich przyjaciół podobnie. Ciotka podobnie. Jedyne co nas łączy wszyscy byliśmy chorzy.

Miała być astra-zeneka, był pfizer i szczerze.. szczerze to mi to w ogóle nie robi.

Photo by cottonbro on Pexels.com

I niby…

… wszystko dobrze, i niby wszystko pięknie.

Ocena roczna w pracy poskutkowała 30% podwyżką, nawet o nią nie prosiłam, co nie oznacza, że nie wezmę. Wezmę z przyjemnością.

Ogromny wysiłek włożony w prawie dok przygotowań do spotkania w ubiegły wtorek poskutkował zielonym światłem. Mogę wydać 80 mln złotych w pięć lat i zrobić projekt, który zmieni oblicze grupy kapitałowej w Polsce.

Po spotkaniu opadły emocje.

Po raz pierwszy do dłuższego czasu zabrakło mi kogoś z kim mogłabym poświętować. Nie, nie rodziny, przyjaciół, współpracowników, psa, tylko kogoś kto przez chwilę skupiłby się na mnie i mnie po prostu przytulił. Może nawet pocałował. Hahaha za daleko poszłam w tych marzeniach. Chciej mniej, mniej się rozczarujesz.

Czuje się taka bezwartościowa.

Znowu powróciły myśli żeby zajrzeć za balustradę i zobaczyć z bliska co jest na dole. Jakoś to ogarnę, to prawie pewne. Tyle, że chciałabym jakość zamiast jakoś.

A co u Was?

PS. dzisiaj idę się zaszczepić.

Photo by eberhard grossgasteiger on Pexels.com

Średnia…

…kroków ustabilizowała się na 12 tysięcy dziennie. Kręgosłup boli nadal.

Nie mniej Lucek wnosi w moje życie iskierkę bezcenną.

Wieki całe…

… tutaj nie zaglądałam. Jakoś nie było nastroju. Nie było tematu. Nie było chęci.

Ostatnio wydarzyło się kilka rzeczy, które mogę wyrzucić tylko tu. W realu jakoś nie ma do kogo.

Od rzeczy łatwiejszych.

  1. Lucek rośnie jak na drożdżach, zdrowy, wesoły, inteligenty. Dzięki niemu robię średnio 10tys kroków dziennie, w porównaniu do niecałych 3 tysięcy wcześniej. Na kręgosłup nie pomogło, jak bolał tak boli, mimo, że rehabilitant zalecał chodzenie. Na poczucie samotności i bezsensu pomogło bardzo mocno.
  2. W sobotę pożegnaliśmy żonę kolegi z pracy. udar po-szczepionkowy, Dwójka małych dzieci, w tym jedno niepełnosprawne. Nie mogę się otrząsnąć. Dlaczego śmierć nie wybiera tych, którzy czekają na nią z utęsknieniem?
  3. Przedwczoraj urodził się Staś – całe 3700 gramów szczęścia wyczekany synek. I już miało być lepiej. Jedno miało zrównoważyć drugie.
  4. Ale wczoraj gruchnęła wiadomość, że zmarł nasz kolega z pracy. Choroby współistniejące, nie pozwoliły wykaraskać się z covida.

Dzisiaj nie miałam siły pojechać do pracy. Zostałam w domu. Trochę się poobijam, poleżę pod kołderką, zbiorę siły na jutro, a potem na pojutrze.

Nadal czekam, a ta suka nie wybiera mnie.

Dawno…

… mnie tu nie było. Okres świąteczny i dwa tygodnie stycznia do urodzin to tradycyjnie nieciekawy okres dla mnie. Owczarka odebrałam Lucka. Jest obłędny.

Gdyby nie…

… technologia zmarnowałabym poranek.

Najmłodsza zaprosiła nas na konkurs recytatorski 14, organizowany przez wydział filologii UAM.

Startowały nastolatki ze szkół średnich. Wkręciłyśmy się wszystkie. Ja i pozostałe dwie bratanice. Kuzynki tej pierwszej. Gdyby nie pandemia, nie miałybyśmy okazji spędzić tego poranka razem. Dzięki pandemii, dzięki temu, że zaakceptowaliśmy formę zdalną, nauczyliśmy się, adaptowaliśmy się do sytuacji, połączyła nas wspólna sprawa.

Czekamy na wyniki.

Photo by Thought Catalog on Pexels.com

Co dwa…

… tygodnie wpada średnia posprzątać i zgarnąć stówkę. Przy okazji idziemy na zakupy, gotujemy, nagrywamy tik-toki albo coś oglądamy. Czasami ja odwożę a czasami wraca pociągiem. W każdym razie w te dni, dzięki niej robię prawie 10 tys. kroków.

Najstarsza dziś dopiero prezentowała to, w czym pomogłam jej sie przygotować. Dostała ocenę z komentarzem, że „bardzo ładnie, zwięźle i na temat, i że bardzo ładna praca jak na jedną osobę”.

Omawiając dziś z szefem prezentację na jutrzejszy zarząd usłyszałam „gratulacje, konkretnie, na temat, zostaje tak jak jest”.

Biorąc dziś udział w badaniu fokusowym dowiedziałam się, że choć jestem od roku i jeszcze niezbyt dużo (w mojej ocenie) zrobiłam, to większoć postrzega mnie jako profesjonalistkę i ostoję spokoju.

Małe radości, małe uczynki, krótkie chwile, to one stanowią o jakości mojego życia.

Doceniać co się ma, marzyć tak, aby realizacja była możliwa.

Photo by Daria Shevtsova on Pexels.com

w sobotę…

… pomyślałam dłużej nie dam tak rady. Po prostu nie dam.

Zaraz powiecie, że już nie raz to pisałam.

Po tygodniu ciszy weszłam na stronę:

  • operatora i zmieniłam numer telefonu
  • administratora i zamówiłam zmianę kodu do domofonu
  • wyciągnęłam klucz spod wycieraczki.

To rozwiązuje problem z telefonami „nie wiadomo po co” od psychopaty i kolegi ze szkoły. Rozwiązuje również problem żołnierza choć nie do końca. Duży wysiłek będzie po mojej stronie, aby nie napisać, nie zadzwonić z nowego numeru. Tak, tak, to tez już było. Wiem.

Znalazłam przepiękny wiersz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej

Ach, to nie było war­te
by sny tym kar­mić upar­te

by sta­wiać du­szę na kar­tę
ach to nie było war­te.

Ach, to nie było war­te
by no­sić łzy nie otar­te

i by mieć ser­ce wy­dar­te
to wca­le nie było war­te…

Photo by Pixabay on Pexels.com

Doktorat…

… z bycia najlepszą ciocią na świecie w toku.

Poszło o przygotowanie prezentacji na pedagogoikę, która wydawała się nudna, niemożliwa do przygotowania, a została zamieniona na łatwą do nauczenia, zabawną w przygotowaniu i być może niezłą w odbiorze.

Kocham dzisiejszą technologię.

Mogłyśmy pprzeczytać potrzebny rozdział, podyskutować, poprawcowac na prezentacją i przetrenować przedstawienie prezentacji. Niewiele moge wnieść do życia moich bratanic, ale w takich przypadkach sprawdzam się na 105%. Mimochodem przemycam sposób uczenia isę, podejścia do tematu i nawięcej radości mam, kiedy przy następnej okazji korzystają z tych moich rad.

A jaką korzyść mam ja? No cóż, całe mnóstwo korzyści.

  • Jestem w ich życiu
  • W sprawach trudnych nie kimbinują tylko walą jak w dym do cioci-przyjaciółki
  • Czuję się potrzebna
  • Dzięki nim uświadamiam sobie, że wiem co znaczy i potrafię kochać.
Photo by Ian Panelo on Pexels.com

Wczoraj…

… uczestniczyłam w spotkaniu stowarzyszenia, do którego należę. Stowarzyszenie zrzesza terpaeutów i osoby zainteresowane Analizą Transakcyjną. Wykład był bardzo intersujący.

Jedno z ćwiczeń polegało na odpowiedzeniu sobie na pytanie „Co daje Ci potczucie sensu życia?”

I wiecie co, po raz pierwszy od dawna umiałam na nie odpowiedzieć. I sobie, i mojemu rozmówcy. Ćwiczenie robiło się w przypadkowych parach. W dodatku umiałam na nie odpowiedzieć z uśmiechem, z radością.

Uświadomiłam sobie jak daleką drogę przeszłam w postrzeganiu świata, ludzi wokół, siebie przez ostatnie osiem lat.

Emocjonalnie to ja jestem i może kaleką albo wybrakowana, jednak w pracy jestem dobra, nawet bardzo dobra. I dziś to wystarcza. Dziś to jest ok.

I jeśli Was pokusi pomyślec, napisać, że to żałosne. Że praca to nie wszystko. To wróccie do postów tutaj sprzed klilku lat. Sensu życia nie było tutaj na horyzoncie. Przez wiele lat.

I wiecie co, od wczoraj nie schodzi mi banan z buzi. To niesamowite, że te pytania trafiły do mnie w tym momencie.

1. Co robisz, aby Twoje życie było przyjemne? Czego mogłabyś robić więcej?

2. Czy masz swoje talenty? Jak je wykorzystujesz i rozwijasz? O czym marzysz, że mogłabyś robić, gdyby tylko…?

3. Co daje Ci poczucie sensu życia?

4. W jaki sposób angażujesz się w działalność na rzecz tego, żeby miejsce, w którym żyjesz pracujesz było lepsze?

5. Jak realizujesz swoją potrzebę autoekspresji? Kto Cię w tym wspiera? Słucha Ciebie? Zachęca do rozwoju? Wydobywa z Ciebie to, czego po sobie się nie spodziewałaś? Czy mówisz tej osobie o swojej wdzięczności?

Photo by Ben Mack on Pexels.com

Pamiętacie…

… żołnierza? Hmm.. tak sie porobiło, że od soboty dużo robimy wszystkiego razem.

I coś nie daje mi spokoju. Wczoraj jak filip z konopii wyskoczył z tym, że mnie kocha. Pierwszy raz zignorowałam, drugi raz udałam, że nie słyszę. W końcu prosto z mostu prosto w twarz wali takim tekstem.

A ja, ja no cóż nie byłam bym sobą gdybym nie powiedziała: „to dobrze?„.

Dlaczego akurat teraz, dlaczego ja i co ma to na celu?

Nie wiem.

Photo by Olya Kobruseva on Pexels.com

Co dziwne…

… w trakcie dwóch rozmów z lekarzem rodziinym ani przez moment nie padło nawet jedno słowo o tym jak mam się leczyć. Siedze więc w domu, nic nie robię, a raczej dostaje na łeb od nic nie robienia i zastanawiam się do dalej. Do niedzieli izolacja a potem co? Mogę pojechać do firmy, bo już jestem zdrowa? Obłęd.

Photo by Miguel u00c1. Padriu00f1u00e1n on Pexels.com

W środę…

… przed urlopem przywiozłam ojca do siebie. Brat miał potwierdzony COVID więc zadzwonił, żebym go zabrała. Za późno myślę sobie. Dwa dni poźniej zaczeło mnie palić w oskrzelach, trochę bolała głowa, w okolicach 11.01 straciłam węch.

Umówiłam test przez internet no i w czwartek pojechaliśmy się zbadać. Wyniki były 13.11 – oboje chorzy. Ojciec zero objawów. Ja praktycznie też. Nadal nie mam ustalonego terminu izolacji więc nie wiem czy dzis home-office czy jestem na L4.

Pani z sanepidu mówiła, że termin ustali rodzinny. Rodzinny, że sanepid.

I to tyle przyogdy z covidem. Oby każda grypa przechodziła tak łagodnie.

Photo by Nataliya Vaitkevich on Pexels.com

Wypoczełam…

… w ten weekend, sprawiłam sobie masaż taki dla przyjemności a nie dla zdrowia. Choć dla zdrowia to on tez był. Zapach lawendy i dotyk drugiego człowieka podziałał kojąco.

W czwartek kontrolnie porozmawiałam z terapeutka. Od pewnego czasu zauważyłam, że kupuje do domu jedzenia, ale go nie jem. Leży w lodowce tak dlugo aż wyrzucam. Praktycznie żylam tylko obiadem w pracy, kawż i wafelkami z automatu na śniadanie. Choć było w domu jedzenie nijak nie znajdowalam ochoty, aby o siebie zadbać.

Ciekawe skąd się biorą te dodatkowe kilogramy.

W tym tygodniu moja kolej na homeoffice. Zacznę od zakupow. A potem jakos to bedzie w koncu za tydzien urlop. Zmęczona jestem.

Photo by Karolina Grabowska on Pexels.com

Do ósmego…

… listopada zapewne nie odwołają czerownej strefy. Swoją drogą ciekawe jak 1 listopada czarni opykają. Choć słyszałam w radio, że wirus w kościołach nie działa i tam w dużych grupach spotykać się można.

Jestem zmęczona. Potrzebuję tego urlopy od 10 miesięcy pracuję na najwyższych obrotach. Jeśli zostanę w domu to i tak będę pracować, bo lepsze to niż nuda.

Załamka. Załamka do kwadratu.

Photo by Karolina Grabowska on Pexels.com

Nie, nie, nie…

Nie pisz do mnie SMS-ów. Nie odpiszę

Nie chce pracować z domu, ale będę.

Nie wiem, nie umiem, nie rozumiem.

Do niczego się nie nadaję..

Photo by Andrea Piacquadio on Pexels.com

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: