Całe mnóstwo…

… maj tutaj jest. Powiem tylko tyle Burji Khalufa

Arakis.

Czytaliście Diune Franka Herberta? Czuje się jak Fremenka na Arakis. Ale nie tej Paula Muadiba a na tej za Boga Imperatora. Już trochę zieleni, już trochę żyje się lepiej, już odchodzą do lamusa fanaberie obyczaje.

Jeszcze kiedy byłam dzieckiem była tutaj pustynia, daktyle, wielbłądy i Beduini.

Dziś kwitną kwiaty a wszechobecny żelbet rzuca cień.

Świat się zmienia. A ludzie nie uczą się niczego. Niewolnictwo w nowoczesnej odsłonie jest nadal niewolnictwem.

Diuna

Kwitnę.

Na opustoszałym lotnisku. Wylot dopiero o 15:00. Nie chciałam ryzykować późniejszego pociągu do Wawy. Zbyt duże ryzyko, ze jak wpadnę tutaj na ostatnia chwile tonpozwola mi się odprawić.

Lucek ma się dobrze u swoich tymczasowych opiekunów. Aż mnie wszystko boli, ze nie ma go ze mną. Nie potrafię sobie wyobrazić co czuja rodzice kiedy rozstają się z dzieckiem. To musi być chujowe uczucie.

Oby go oddali kiedy wrócę. Jeśli wrócę.

Powoli…

… zaczynam się pakować. W piątek wylot, no chyba, że wynik testu będzie nie halo. Osobiście się nie spodziewam. Wymarzony urlop. Bez komputera, z ograniczonym telefonem.

Photo by Alex Azabache on Pexels.com

7-11.2019, bezrobocie.

Cały miesiąc wolnego. Oszaleję. Zgłosiłam się dziś na wolontariat. 20.11 jadę na wakacje. Jakieś last minute. Zaryzykowałam opcję z dokwaterowaniem. Jeśli nie będzie drugiej singielki, może mi się poszczęści i będę w jedynce. Oby…

Kierunek, jeden z tych wymarzonych. Bikini muszę nabyć. Przy przeprowadzce wyrzuciłam stare i jeszcze nie było od roku potrzeby, aby nabyć nowe.

Ciekawe czy jest tam internet.

17-11.2018, may 2019 – Buenos Aires.

Przydałby się jakiś współpodróżnik do tej wyprawy. 
Wylot z Berlina 29 kwietnia 2019. Powrót tamże 10 maja 2019. Link do szczegółów podróży po kliknięciu w zdjęcie. To są oczywiście tylko koszty przelotu. Reszta zależy od planu i intensywności zwiedzania, tudzież balangowania. Przeloty lokalne ewentualnie.

Co-traveler is most wanted for this trip.
Departure from Berlin on April 29, 2019. Return there on May 10, 2019. Link to travel details after clicking on the photo. These are, of course, only the cost of the flight. The rest depends on the plan and intensity of the sightseeing, and also the balling. Local flights, alternatively.

Ogród… / The botanical…

… botaniczny ma lata świetności zdecydowanie poza sobą. Jednak warto tam się wybrać z dwóch powodów: jest tam stosunkowo cicho i stosunkowo świeże powietrze baz spalin.


… garden has years of magnificence definitely beyond itself. However, it is worth going there for some reasons: it is relatively quiet and relatively fresh air of exhaust bases.

 

 

Przygoda… / The adventure…

Z serii #krotkifilm

… zagadka brzmi: jak dostać się do hotelu po przeciwnej stronie ulicy?


… the question is: how to get to the hotel across the street?

Series: #shortfilm

Błąd
This video doesn’t exist

Monsun. Short film inside :).

Błąd
This video doesn’t exist

A tak… / Inspired…

… mnie natchnęło. Jakoś. Nie pisałam Wam jeszcze o Medellin. A, zapomniałam, że mnie tam nie było. Ok niech będzie, byłam ale sama, heh.

O tym, że to drugie co do wielkości miasto w Kolumbii oraz stolica departamentu Antioquia, to możecie sobie we wikipedii poczytać.

Przygoda z tym miastem zaczęła się od autobusu. Zaryzykowaliśmy, ups… zaryzykowałam jazdę publicznym środkiem transportu (matko, co za wyczyn!), do miasta. Kosztowało grosze, było zabawnie i nawet niezbyt ryzykowne. Na samym wjeździe do miasta zaczynał się korek, taksówki już na nas czekały. Mistrzowie okazji.

Hotel wybrałam dzień wcześniej, a może rano z bookingu. Średnią miał niezłą, cenę w sam raz, lokalizację również nie najgorszą. No i śniadania w cenie. Hahaha pierwszy raz widziałam garaż w lobby ;), to było zabawne.

W każdym razie rano nastał czas Pabla. I to nie tylko Escobara. Szłam ulicą zastanawiając się jak dostać się do La Cathedral, więzienio-rezydencji. Z uliczki na skrzyżowaniu wyjeżdzał taksówkarz autem podobnym do ceicento, bez klimy, z zepsutym wydechem, bo spaliny wpadały do środka. Dogadałam cenę, pojechaliśmy. Potem jeszcze na cmentarz, gdzie leży Escobar i nawet na obiad go zabraliśmy.

Uczucie, kiedy wydostajesz się z dusznego miasta, na wzgórze, z którego rozciąga się widok zapierający dech w piersi, powiew świeżego powietrza, bajeczne. Po dniach spędzonych na lotniskach i w Bogocie nareszcie nastała chwila dla mnie. Było czym oddychać, słyszałam własne myśli, widziałam horyzont. Wolność, szczęście +1000.

Sama budowla jest niezwykle komiczna. Ktoś mi mówił, że Pablo Escobar wszystko zaprojektował. No cóż, powiedziałabym – widać.

O tym co było dalej i jak zakończyła się znajomość z Juanem Pablo… przy następnej fazie na Kolumbię, w której nigdy nie byłam. A nie! Byłam, ino sama.

I tylko żałuję, że już nigdy nie dostanę tego zdjęcia, na którym siedzę na skraju parkingu dla helikopterów. No cóż, po dwudziestu latach małżeństwa powinnam być przyzwyczajona – „obiecuję” zazwyczaj oznacza NIC.


Inspired today. A little. Enough to write about Medellin. Oops, I forget I wasn’t there. Ok, let it be I was there, but alone.

General information that is a second the biggest city in Columbia and the capital of Antioquia department you can find in Wikipedia, and read it and more.

The Medellin adventure started by bus. We risked, oops I chanced to catch the public bus (Mum, that was a journey!). It cost not too much, was fun and not too risky, even. At the entrance to the city was a little traffic jam. Taxies were there, waiting for occasional clients. Masters of sale.

The hotel I chose a day before or at morning at booking. The average asset wasn’t so bad, the price was reasonable enough and localisation as well. Breakfasts included. Heh, first time I saw the garage in the lobby, funny ;).

At morning Pablo’s time comes. Not only Escobar. I was walking along the street thinking about how to get to the La Catedral, the prison or residence (hard to decide). From crossing street a young taxi driver came with his yellow, Seicento looks like, with no air conditioner, and broken exhaust pipe. We agreed to the price, and we went to the Prison. After that, we visited the cemetery where Escobar is buried and at least we took him for dinner.

The feeling when you’re leaving a stifling city, on the hill, where you are able to see the gorgeous landscape, fresh air – fabulous. I cloud breath, I heard my own thoughts, I saw the horizon. Freedom and happiness +1000.

The complex of the funny buildings is quite comic. Somebody told me that Escobar designed it by himself. How to say it, it’s visible.

The story about the next day and how our friendship with Juan Pablo ended next time, when I am inspired for Columbia enough, again. Where I never was. Oh, no I was there, but alone.

And I only regret that I never get my photo, where I’m sitting on the edge of the helicopter landing pad. After twenty years of marriage, i should know that „I promise” means nothing.

Ciąg…

… skojarzeń ciąg dalszy. Właściciel apartamentu spogląda na nas ze zdjęć z uśmiechem. Wyglada jak… i chyba gotuje jak… dziś zostawił nam pod drzwiami obłędny śniadaniowy tradycyjny grecki jeszcze gorący placek ze szpinakiem i fetą… i jak tu zapomnieć… fate.

Przypiekamy się…

… w zasadzie młode się przypiekają. Dwa tygodnie temu wróciły z Chorwacji, są pięknie opalona. Ja p, jak wzorowa córka młynarza grzecznie smaruje się faktorem 30. Na szczęście trochę zahartowała już skórę w miejscu w którym nie byłam. Jest niezle.

Dziś N. zrobiła nam pyszny obiad, pęka z dumy kiedy chwalimy każdy kęs. Umieć przyjąć komplement to tez sztuka, której trzeba się nauczyć. Pamiętacie te chwile odliczane do osiemnastki, to poczucie dorosłości niewiele mające wspólnego z rzeczywistością? To już za miesiąc ;). Mam nadzieje, ze będę wtedy w Polsce i będę na imprezie. Osiemnastka, ehhh kiedy to było…

Mamy cudny taras na 2 pietrze z widokiem na Ateny (nawet Akropol widać) i zatokę. Leniwie płyną chwile. Czasami wystarczy być. Tutaj i teraz. Szczęście.

To się…

… nie dzieje naprawdę. Wszechświat przeciwko mnie :). Dwa razy widziałam w życiu taki klimatyzator. Raz tam gdzie nie pamietam, drugi raz tutaj, na drugim końcu świata, w Pireusie.

Wracając do Aten, warto zabrać ze sobą dowody i legitymacje studenckie. Zaoszczędziliśmy ze 200 euro na biletach wstępu. Dzieci poniżej 18 roku życia wchodzą za free, jak również studenci, nawet 45-letni.

Ateny…

… około północy przygotowują się do snu. Zdążyłyśmy jednak coś zjeść i zrobić zakupy na śniadanie. Dziś podobno tez wszystko tutaj zamknięte. Święto Zaśnięcia Bogurodzicy. Tak przynajmniej pokazuje mi kalendarz.

Bogota.

Bogota, to nowoczesne miasto. Nowoczesne jak na standardy kolumbijskie. Z jednej strony ma się wrażenie jakby czas się zatrzymał w latach 7-dziesiątych, z drugiej drapacze chmur. Zadziwiająco czyste. Zreszta jak cała Kolumbia. Tego się nie spodziewałam. brak walających się wszędzie plastikowych toreb i butelek.

Bez lęku zajadać można się plackami Arepa z omletem albo mięsnym farszem ai empanadami. Świeże owoce – najlepszy ananas na świecie, papaja i melon, kupić można pięknie świeżo pokrojone, pachnące i orzeźwiające.

Dania obiadowe natomiast mnie osobiście nie zachwyciły. Raz, że tłusto i mięsiście, to jeszcze mało przyprawione. Przerzuciłam się głównie na owoce i placki kukurydziane.

Mieliśmy w Bogocie (ok. 2,500 mnpm) tylko dwa dni na zwiedzanie. Zaliczyliśmy oczywiście Plac Bolivara i Muzeum Złota oraz najstarszy kościół w mieście, chyba św. Ignacego. Poszwendaliśmy się po centrum, nawet trochę dalej w poszukiwaniu muralu Marqueza. Nieco przypadkiem odwiedziliśmy Muzeum Sztuki Nowoczesnej i oczywiście punkt sztandarowy Wzgórze Monserrate ze swoim sanktuarium. Ze wzgórza (ok. 3,500 mnpm) rozciąga się przepiękna panorama miasta. Nie omieszkaliśmy wjechać tam kolejką linową. Na górze dech w piersiach zapiera nie tylko widok, ale i wysokość robi swoje.

Nie przepadam za wielkimi miastami, ucieszyłam się, kiedy nasz czas w Bogocie dobiegł końca.

Internet w …

… samolocie, co za czasy ;). Kocham to.

Lecimy właśnie z Berlina do Frankfurtu. Tam dwie godziny postoju i dalej do Bogoty. W której podobno chłodno i deszczowo. A ja nie mam nic cieplejszego poza jedna bluzą. Nic to, może nie będzie tak złe ;). Niezłe turbulencje… ale trzęsie.

Bogota.

Póki co zaplanowaliśmy przelot i pierwsze trzy dni w Bogocie. Na resztę mamy zgrubny plan, jednak głównie będziemy poddawać się fali. Na liście „must be” Medelin śladami Pablo Escobara i Cartagena. Wylot we wtorek.

 

weekend …

… z trzema nastolatkami, o przepraszam z dwoma nastolatkami i jedną siedemnastolatką, pokazał mi kilka rzeczy.

Najważniejszą, nie martwić się o ich bezpieczeństwo w sieci. Dzieci jakimś sposobem wypracowąły sobie mechanizmy obronne: pytają się nawzajem czy zdjecie albo filmik mogą opublikować w sieci, dbają (po małym szkoleniu kilka miesięcy temu) o listę znajomych i prywatność publikacji, nie wysyłają nic w kosmos, tylko do wąskiego grona zaufanych znajomych.

A najdziwniejsze odkrycie, że mimo wifi mają ochotę na inne zajęcia: kolorowanie, scrabble, czesanie, państwa-miasta, wspólne gotowanie, wspólne sprzątanie, wspólne śpiewanie.

Pozwalałam im na tak wiele samodzielności, jak wiele mogłam jej unieść. Mogły same podróżować metrem, po przykazaniu, że mają się nie rozdzielać. Dbały o siebie, aby dla każdej było coś fajnego na wyjeździe, dwie chciały wesołe miasteczko, trzecia stadion. Dni były zaplanowane tak, aby kazdy miał coś dla siebie. Dla mnie były zamki, których one niby nie chciały, jednak z zainteresowaniem słuchały audiobooka i zwiedzały bez marudzenia.

Gdzie byłyśmy?

DSC_0453

 

Ananuri

Wikipedia:

Ananuri – twierdza leżąca nad rzeką Aragwi, około 66 kilometrów na północ od Tbilisi w Gruzji. Pochodzi z przełomu XVI i XVII wieku.

Forteca należała do książąt Aragwi, którzy panowali na tych terenach od XIII wieku. Zamek był świadkiem kilkunastu bitew. W 1739 Eristawi Szansze z Kasani podpalił Ananuri i wymordował rodzinę Eristawi z Aragwi. Cztery lata później chłopi z Aragwi zamordowali swoich panów i poprosili króla Teimuraza II z Kartlii, aby panował nad nimi. W 1746 wybuchło jednak powstanie chłopskie, które doprowadziło do sojuszu między Teimurazem a Iraklim II z Kartlii, mającego na celu pokonanie rebeliantów.

Największą wieżą fortecy Ananuri jest Szeupowari, pochodzi z XVII wieku.

Natomiast w przewodniku doczytaliśmy, że komuniści budują zaporę wodną chcieli ją zalać, jednak dzięki protestom lokalnej społeczności ocalała. Urocze miejsca, z plaży poniżej dudniła muzyka z podrasowanych aut i chichoty dziewczyn. Dobrze, że ocalała, choć w środku jak w większości gruzińskich zabytków mało się ostało.

Przypadkiem polazłam po murze obronnym i dzięki temu znalazłam wejście do wieży. Mimo zapadniętych stropów na półpiętrach udało nam się wejść na samą górę ;).

 

Kijow nie powala…

Komunisci skutecznie zepsuli miasto, bez klimatu… Być moze jesteśmy zbyt zmęczeni po całonocnej jeździe, aby je docenić.

Wersal.

Nie polecam wizyty w tym słynnym przybytku nie dlatego, że brzydki, niewart zobaczenia, ani że za drogo, ani że za tanio. Nie polecam tylko z jednego względu, traumatyczna sytuacja dla mnie osobiście.Warunki zwiedzania są takie, jak na załączonym obrazku.

Krótka wizyta…

… w Bieszczadach nauczyła mnie jednego. Tam mają dzień o 25 minut dłuższy niż tutaj. Zadziwiające tak blisko,a już taka różnica.

Brakuje Wam słońca? Mnie bardzo.

IMG_0011(2)

Oglądam…

… film o Wietnamie. Cudowne uczucie, kiedy mówią o czymś, co widziałeś, gdzie byłeś. Kilka dni temu zastanawiałam się jak nazywała się dziwna religia łącząca w sobie 3 wielkie religie. Teraz już wiem: kaodaizm. Filmowcy przemierzają Wietnam tym samym szklakiem, którym my przemierzaliśmy…

Aż się wierzyć nie chce, że minęły 4 lata…

delta_mekongu delta_mekongu2 delta_mekongu3 kaodaizm1 kaodaizm2 kaodaizm3

 

 

Kilka…

… dni w podróży przede mną. Jutro Gliwice, pojutrze Kraków i powrót do domu. Mam nadzieję, że nie zafunduje sobie tą strategią nawrotu choroby, tym bardziej, że dziś jest już naprawdę lepiej i nawet czuję smak potraw. Jedzenie „plastiku” bez smaku i zapachu jest takie nudne i trudno się zmusić do jedzenia. Żałuję tylko, że nie pojadę w czwartek z mamą na wizytę kontrolną, ale popracować też czasem trzeba. Liczę, że ojciec dopyta o to co trzeba.

krakow

Znalazłam…

… przypadkiem jakiś pendrive w szufladzie na dnie dna. A w środku zdjęcia sprzed kliku lat. Miła niespodzianka :).

1-DSC_3987

 

Szalony…

… rzeźbiarz w Oslo. Sama nie wiem, czy to pogoda, złe nastawienie, czy po prostu zła energia otaczająca to miejsce. Mnie się nie podobało. Oceńcie sami.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: