Zamówiłam pieska…

… zamówiłam pieska.

W połowie stycznia do odbioru. Sznaucerek miniaturowy, czarny.

Hurra!!!

Photo by Brett Sayles on Pexels.com

Doktorat…

… z bycia najlepszą ciocią na świecie w toku.

Poszło o przygotowanie prezentacji na pedagogoikę, która wydawała się nudna, niemożliwa do przygotowania, a została zamieniona na łatwą do nauczenia, zabawną w przygotowaniu i być może niezłą w odbiorze.

Kocham dzisiejszą technologię.

Mogłyśmy pprzeczytać potrzebny rozdział, podyskutować, poprawcowac na prezentacją i przetrenować przedstawienie prezentacji. Niewiele moge wnieść do życia moich bratanic, ale w takich przypadkach sprawdzam się na 105%. Mimochodem przemycam sposób uczenia isę, podejścia do tematu i nawięcej radości mam, kiedy przy następnej okazji korzystają z tych moich rad.

A jaką korzyść mam ja? No cóż, całe mnóstwo korzyści.

  • Jestem w ich życiu
  • W sprawach trudnych nie kimbinują tylko walą jak w dym do cioci-przyjaciółki
  • Czuję się potrzebna
  • Dzięki nim uświadamiam sobie, że wiem co znaczy i potrafię kochać.
Photo by Ian Panelo on Pexels.com

Wczoraj…

… uczestniczyłam w spotkaniu stowarzyszenia, do którego należę. Stowarzyszenie zrzesza terpaeutów i osoby zainteresowane Analizą Transakcyjną. Wykład był bardzo intersujący.

Jedno z ćwiczeń polegało na odpowiedzeniu sobie na pytanie „Co daje Ci potczucie sensu życia?”

I wiecie co, po raz pierwszy od dawna umiałam na nie odpowiedzieć. I sobie, i mojemu rozmówcy. Ćwiczenie robiło się w przypadkowych parach. W dodatku umiałam na nie odpowiedzieć z uśmiechem, z radością.

Uświadomiłam sobie jak daleką drogę przeszłam w postrzeganiu świata, ludzi wokół, siebie przez ostatnie osiem lat.

Emocjonalnie to ja jestem i może kaleką albo wybrakowana, jednak w pracy jestem dobra, nawet bardzo dobra. I dziś to wystarcza. Dziś to jest ok.

I jeśli Was pokusi pomyślec, napisać, że to żałosne. Że praca to nie wszystko. To wróccie do postów tutaj sprzed klilku lat. Sensu życia nie było tutaj na horyzoncie. Przez wiele lat.

I wiecie co, od wczoraj nie schodzi mi banan z buzi. To niesamowite, że te pytania trafiły do mnie w tym momencie.

1. Co robisz, aby Twoje życie było przyjemne? Czego mogłabyś robić więcej?

2. Czy masz swoje talenty? Jak je wykorzystujesz i rozwijasz? O czym marzysz, że mogłabyś robić, gdyby tylko…?

3. Co daje Ci poczucie sensu życia?

4. W jaki sposób angażujesz się w działalność na rzecz tego, żeby miejsce, w którym żyjesz pracujesz było lepsze?

5. Jak realizujesz swoją potrzebę autoekspresji? Kto Cię w tym wspiera? Słucha Ciebie? Zachęca do rozwoju? Wydobywa z Ciebie to, czego po sobie się nie spodziewałaś? Czy mówisz tej osobie o swojej wdzięczności?

Photo by Ben Mack on Pexels.com

Pamiętacie…

… żołnierza? Hmm.. tak sie porobiło, że od soboty dużo robimy wszystkiego razem.

I coś nie daje mi spokoju. Wczoraj jak filip z konopii wyskoczył z tym, że mnie kocha. Pierwszy raz zignorowałam, drugi raz udałam, że nie słyszę. W końcu prosto z mostu prosto w twarz wali takim tekstem.

A ja, ja no cóż nie byłam bym sobą gdybym nie powiedziała: „to dobrze?„.

Dlaczego akurat teraz, dlaczego ja i co ma to na celu?

Nie wiem.

Photo by Olya Kobruseva on Pexels.com

Co dziwne…

… w trakcie dwóch rozmów z lekarzem rodziinym ani przez moment nie padło nawet jedno słowo o tym jak mam się leczyć. Siedze więc w domu, nic nie robię, a raczej dostaje na łeb od nic nie robienia i zastanawiam się do dalej. Do niedzieli izolacja a potem co? Mogę pojechać do firmy, bo już jestem zdrowa? Obłęd.

Photo by Miguel u00c1. Padriu00f1u00e1n on Pexels.com

W środę…

… przed urlopem przywiozłam ojca do siebie. Brat miał potwierdzony COVID więc zadzwonił, żebym go zabrała. Za późno myślę sobie. Dwa dni poźniej zaczeło mnie palić w oskrzelach, trochę bolała głowa, w okolicach 11.01 straciłam węch.

Umówiłam test przez internet no i w czwartek pojechaliśmy się zbadać. Wyniki były 13.11 – oboje chorzy. Ojciec zero objawów. Ja praktycznie też. Nadal nie mam ustalonego terminu izolacji więc nie wiem czy dzis home-office czy jestem na L4.

Pani z sanepidu mówiła, że termin ustali rodzinny. Rodzinny, że sanepid.

I to tyle przyogdy z covidem. Oby każda grypa przechodziła tak łagodnie.

Photo by Nataliya Vaitkevich on Pexels.com

Wypoczełam…

… w ten weekend, sprawiłam sobie masaż taki dla przyjemności a nie dla zdrowia. Choć dla zdrowia to on tez był. Zapach lawendy i dotyk drugiego człowieka podziałał kojąco.

W czwartek kontrolnie porozmawiałam z terapeutka. Od pewnego czasu zauważyłam, że kupuje do domu jedzenia, ale go nie jem. Leży w lodowce tak dlugo aż wyrzucam. Praktycznie żylam tylko obiadem w pracy, kawż i wafelkami z automatu na śniadanie. Choć było w domu jedzenie nijak nie znajdowalam ochoty, aby o siebie zadbać.

Ciekawe skąd się biorą te dodatkowe kilogramy.

W tym tygodniu moja kolej na homeoffice. Zacznę od zakupow. A potem jakos to bedzie w koncu za tydzien urlop. Zmęczona jestem.

Photo by Karolina Grabowska on Pexels.com

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: