2019-05-29, środa.

Paragraf 22. Znacie tę książkę? Czytałam ja kilka razy. Zabawna owszem. Wczoraj wypatrzyłam na HBOGO, że wyprodukowano serial na jej podstawie.

Wciagnęłam się tak bardzo, że oglądałam o 1.00 w nocy. Zabawna, nadal. Jednak to śmiech przez łzy. Dziś rozumiem bardziej o czym to jest. Wiem jak objawia się PTSD, jak objawia się depresja i stany maniakalne.

Piękny kolory zdjęć, doskonała muzyka. Polecam, choć to nie jest film masowego rażenia.

2015-05-28, wtorek.

Wtorek dzień lenia. Home office. Nie chciało mi się ubierać i pędzić do roboty. Wstałam w nastroju zgodnym ze światem za oknem, powolna i leniwa. Z szaleństwem w oczach. Na szczęście lodówka okazała się być nie całkiem pustą. Popijam gorącą, aromatyczną, niezwykle mocną indyjska herbatę. Z miodem i cytryną.

Piszę do Was, pisze do siebie za jakiaś czas. Uśmiecham się. Do siebie, ale i do Was, i do świata za oknem, a nuż się odmieni…

Miłego, leniwego dnia wszystkim.

2019-05-27, poniedziałek.

Wiedźmi cykl zaczyna się zwykle niewinnym pytaniem i zdarza się co 3 lub 4 miesiące.

Tym razem Baśka zapytała „A co z Twoimi facetami”. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą „Cisza. Odpuściłam. Pogodziłam się z tym, że nikt ze mną nie wytrzyma.

Bo to nie jest to, że oni nie chcą, tylko się boją. Czego? Zielonego pojęcia nie mam, choć kilka argumentów jestem w stanie wymyślić.

Baśka zapytała w sobotę. Tego samego dnia kupiłam platany, które polubiłam w Kolumbii. Smażąc je na słodko z cynamonem i miodem myślałam o Marcinie. Wczoraj napisałam, Wam, że jednak trochę za nim tęsknię. A dziś. Dziś w trakcie dość ważnego spotkania widzę wiadomość na whatsappie sygnowaną jego inicjałami. Rzuciłam okiem i coś mi się nie zgadzało. Wiecie to takie uczucie kiedy obraz nie pasuje do dźwięku w filmie. Totalna konfuzja, ale że co?

No właśnie, o co chodzi?

2019-05-25, Niedziela.

Pomyślałam sobie wczoraj, że decyzja o pisaniu bloga w dwóch języka nieco wpłynęła na ostatnią ciszę. Z tego powodu rzadziej pisałam z telefonu, tym samym rzadziej w ogóle.

Taką znalazłam przyczynę techniczną.

Emocjonalna? No cóż większość z Was już zapewne to przerobiła. W trakcie moich 14 lat blokowania wielokrotnie następowały takie okresy. Kończyły się zazwyczaj usuwaniem wszystkiego, jednak dziś już wiem, że nie ma co ulegać chwilowej niemocy, a raczej cierpliwie poczekać. Samo wróci. Sama wrócę.

Jestem.

Przygotowania do sezonu letniego w toku. Wyprałam dziś pokrowce na meble ogrodowe. Śliczne, pachnące, aż chce się posiedzieć. Choć dziś trochę chłodno u mnie jest. A u Was?

Porządkowanie w stronę minimalizmu poskutkowało wczoraj wystawieniem na sprzedaż wczoraj: motoru, kurtki, kasku, butów, klawiatury i myszy od maca. Wszystko czego nie użyłam przez ostatni rok. Leży, starzeje się a pożytku z tego żadnego. A za kasę sobie kupię jakieś wypasione szpilki za 3 tysiące. A co tam. Niech mam, należy mi się. Od powrotu z Kolumbii gdzie zostawiłam moje ukochane, zajechane na śmierć nadal nie nabyłam żadnych. Nie mogę się zdecydować, szukam tamtego modelu. A propos od powrotu minął rok. Kto by pomyślał.

2019-05-25, Sobota.

O niczym tak bardzo nie marzę jak o tym, aby mieć psa. Uszczęśliwiłby mnie. A ja jego nie bardzo, dlatego nie mam. Coraz więcej pracuję, coraz częściej wyjeżdżam. Mam nadzieję, że dożyję do emerytury i wtedy przysposobię nawet dwa.

Tęsknię za Małą Pierdoła bardzo, każdego dnia choć to już 6 lat jak jej nie ma. Za ex wcale. Za chłopakami z Tindera nic a nic. Dobra przyznam się za jednym troszkę.

W tle gra AC/DC. Okno balkonowe otwarte na oścież. Przesadziłam kwiat, który dostałam na parapetówkę rok temu. Mam nadzieję, że przeżyje moje nieudaczne ogrodnictwo. Lubię go ładny jest. Przypomina mi Mamę.

2019-05-05, Sunday.

Yesterday, all day I hypnotized yews outside the window to grow faster. I was in bed, I did not even get up to have breakfast. It was not until around 16:00 that laziness won the hunger.
Today I have the impression that they have grown overnight. Yew trees. I covered them with fertilizer a few days ago. Maybe…

I look deeper into my heart and try to name what I feel.
Perhaps the nearest to this is „disbelief”, a bit of „hope”. Surprisingly, not much „sadness” and „anger”. Although I can not recognize the latter well.


Wczoraj cały dzień hipnotyzowałam cisy za oknem, aby rosły szybciej. Leżałam w łóżku, nie wstałam nawet zrobić sobie śniadania. Dopiero gdzieś koło 16:00 głód zwyciężył lenistwo.
Dziś mam wrażenie, że urosły przez noc. Cisy. Podsypałam je nawozem kilka dni temu. Może…

Zaglądam w głąb i próbuję nazwać to co czuję.
Chyba najbliższe temu jest „niedowierzanie”, odrobina „nadziei”. O dziwo niewiele „smutku” i „złości”. Choć tej ostatniej nie umiem dobrze rozpoznać.


Friday.

Loneliness impresses a more profound mark. I wake up and repeat like a mantra. Accept this. Accept this. The chances are small that you will find. You’re not looking for any more. As a guy who prayed to God that he would make him win the lottery. After a few years, God thundered: „play in the end, damn it”.

Play how? Will not buy a coupon. I will not win the lottery.

Women like me, Sophie DIY, who can not do anything, they will learn without being taunted. Drill with a drill, assemble the trimmer and cut the lawn, assemble the furniture, replace the battery in the motorcycle.

Women like me, Sophie DIY, who earn more than a statistical citizen and support rather than need help.

Women like , Sophie DIY, they are alone.

Simply.



Samotność odciska coraz głębsze piętno. Rano wstaję i powtarzam jak mantrę. Zaakceptuj to. Zaakceptuj to. Szanse są niewielkie, że znajdziesz. Zresztą nie szukasz. Jak w dowcipie o facecie, który modlił się do boga, aby ten sprawił, że wygra w lotka. Po kilku latach bóg zagrzmiał: „zagraj w końcu, do cholery”.

Zagrać jak? Nie kupię kuponu, nie wygram na loterii.

Takie jak ja, Zosie Samosie, które jak czegoś nie potrafią, to nauczą się bez marudzenia. Wywiercą wiertarką, zmontują wykaszarkę i same skoszą trawnik, zmontują meble, wymienią akumulator w motorze.

Takie jak ja, Zosie Samosie, które zarabiają więcej niż statystyczny obywatel i raczej wspierają niż potrzebują wsparcia.

Takie jak ja, Zosie Samosie, są same.

Po prostu.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: