Sunday.

Yesterday’s Voo Voo concert was fabulous. I had a great time. I sang, I was getting excited. When I turned to the exit, it turned out that my own cousin was behind me. It happens. We would never meet in our hometown.

After the concert, we went for a drink. Finally, I gushed cheerfully with gin and tonic. It has been following me for a long time and somehow there was no occasion.

In the meantime, I am clearing the apartment out of chaos, which was created during exciting adventures with self-drilling and hanging.
What about you? Weather better? Can you bike anymore?


Wczorajszy Voo Voo koncert był bajeczny. Świetnie się bawiłam. Pośpiewałam, pobujałam się. Kiedy odwróciłam się do wyjścia okazało się, że stoi za mną moja własna kuzynka. Bywa. W rodzinnym mieście nigdy byśmy się nie spotkały.

Po koncercie poszliśmy na drinka. Nareszcie dopadłam radośnie do ginu z tonikiem. Chodził za mną od dłuższego czasu a jakoś nie było okazji.

W międzyczasie odgruzowuję mieszkanie z chaosu, który powstał przy ekscytujących przygodach z własnoręcznym wierceniem i wieszaniem.
Co u Was? Pogoda lepsza? Można już na rower?

DIY.

Because it’s easier to learn than to ask for help. It’s easier to sacrifice a broken nail than to spend a 25 euro for a specialist.
She could not, she tried, she can. Shelves hang, pictures hang, books stand. Even the flower was found. Independence +100, helplessness -200.
The first day at work was called „training”. Monday will not be better. Let’s start something interesting from Tuesday.

Bo łatwiej się nauczyć, niż poprosić o pomoc. Łatwiej poświęcić złamany paznokieć, niż wydać stówkę na majstra.
Nie umiała, spróbowała, już umie. Półki wiszą, obrazki wiszą, książki stoją. Nawet kwiatek się znalazł. Samodzielność +100, bezradność -200.
Pierwszy dzień w pracy minął pod wezwaniem „szkolenia”. Poniedziałek nie będzie lepszy. Oby od wtorku zaczęło się coś interesującego.

2019-03-14

Idle is coming to an end. Balance. Back to health ok. I’ve learned to use a drill. I hung a few pictures on the walls, a few photos, it got cozy. And from tomorrow to fight.
Full of optimism and hope, I look ahead.

And during the preliminary research I found out that I see each eye separately, I do not see 3d effect, so I have nothing to overpay for cinema tickets. Happens.


Bezczynność dobiega końca. Bilans. Rekonwalescencja ok. Nauczyłam się używać wiertarki. Powiesiłam kilka obrazków na ścianach, kilka zdjęć, zrobiło się przytulniej. A od jutra w bój.
Pełna optymizmu i nadziei spoglądam przed siebie.

A w trakcie badań wstępnych dowiedziałam się, że jestem jednooczna, nie widzę 3d, więc nie mam co przepłacać za bilety do kina. Bywa.

2018-03-11

Already on Friday to work. Hurray. Finally, a job. Lazying is not going well. And cleaning. And dating. What to do? You can not be great in everything, right?
I came back to exercise today.

What’s new about you? How’s Monday in March, also cloudy and windy with rain?


Już w piątek do pracy. Hurra. Nareszcie jakieś zajęcie. Leniuchowanie nie wychodzi mi najlepiej. I sprzątanie. I randkowanie. Co zrobić.? Nie da się być przecież we wszystkim świetnym, prawda?
Wróciłam dziś do ćwiczeń.

A co u Was? Jak poniedziałek marcowy, również chmurny i wietrzny przekrapiany deszczem?

2019-03-09

A definitely pajama morning. I lay sad, without a tulip, tights, coffee, or whatever else.
Women complaining about colleagues at work, closer and further men, sons, fathers and lovers.
The most important part of the gift (even bad) is the message: I see you, you are important to me, I appreciate that you are even maybe I express it too rarely or too clumsily.
Appreciate this.
Loneliness is much worse.


Poranek zdecydowanie piżamowy. Kładłam się smutna, bez tulipana, rajstop, kawy, czy czego tam jeszcze.
Kobiety narzekające na kolegów w pracy, mężczyzn bliższych i dalszych, synów, ojców i kochanków.
Najważniejszą częścią podarunku (nawet chujowego) jest komunikat: widzę Cię, jesteś dla mnie ważna, doceniam to, że jesteś choć może wyrażam to zbyt rzadko lub zbyt nieporadnie.
Doceńcie to.
Samotność jest o wiele gorsza.

2019-03-05

Outside the window, the wind is raging. I was supposed to wash the windows, I will not wash. Not today.
Slowly, I managed to find a few activities for the next two weeks. Although the gaps in the calendar are still anxiety.

Yesterday ex was supposed to come for coffee. He called that he could not make it. On Wednesday. We have not seen each other for several months. We spoke only a few times during this time.

Sometimes I wonder if I should come back. However, when I hear his voice on the phone, what he says, how he says it, everything comes back. This can not be repaired.


Za oknem szaleje wiatr. Miałam umyć okna, nie umyję. Nie dziś.
Powoli udało mi się znaleźć kilka zajęć na najbliższe dwa tygodnie. Choć luki w kalendarzu nadal budzą niepokój.

Wczoraj ex miał przyjechać na kawę. Zadzwonił, że nie da rady. Wpadnie w środę. Nie widzieliśmy się kilka miesięcy. Rozmawialiśmy zaledwie kilka razy w tym czasie.

Czasami zastanawiam się, czy nie wrócić. Jednak kiedy słysze jego głos w słuchawce, to co mówi, to jak mówi, wszystko wraca. Tego się nie da naprawić.

dla zabicia…

To kill time, I let myself be absorbed in homework. I started cleaning clothes in the closet yesterday. For a moment, a long moment, I had the impression that I was making a bigger mess instead of order. However, today you can see something.

I’m ironing shirts, shirts, sweaters, I put it neatly. In two days, there will be chaos anyway.

Today I was hoping for nice sunny weather and going outdoors with a new toy. For now, it is grey. Maybe later it will clear up.

I feel so lonely. No, not alone. Lonely.


Dla zabicia czasu dałam sie pochłonąć domowym obowiązkom. Zaczełam już wczoraj sprzątać w szafie z ciuchami. Przez moment, dłuższy moment, miałam wrażenie, że robię większy bałagan zamiast porządek. Jednak dziś już coś widać.

Prasuję koszulki, koszule, sweterki, układam równiutko. Za dwa dni i tak będzie chaos.

Miałam dziś nadzieję na ładną słoneczną pogodę i wyjście w plener z nową zabawką. Póki co jest szaroburo. Może później się przejaśni.

Czuję się taka samotna. Nie, nie sama. Samotna.

2019-03-02

As part of the „Exhibition on the screen” series, a film about the beginnings of Picasso’s history. I was again amazed by the cinema filled up to the last place. More importantly, I did not feel strangely going to the cinema alone. It wasn’t only me.

I already had a documentary about Bosch, today Picasso, in a moment Dali. I can not wait.

By the way, I shook a few photos of Olympus OM-D acquired yesterday. We’ll be friends, I feel it.


W ramach cyklu „Wystawa na ekranie” film o początkach historii Picasso. Ponownie zadziwiło mnie zapełnione do ostatniego miejsca kino. Co ważniejsze nie czułam się dziwnie wchodząc na seans sama. Nie ja jedna.

Zaliczyłam już dokument o Boschu, dziś Picasso, za chwilę Dali. Nie mogę się doczekać.

Przy okazji trzasnełam kilka fotek nabytym wczoraj Olympusem OM-D. Zaprzyjaźnimy się, czuję to.

2019-03-01

It’s good to be at home. I pulled out the rest of the stitches I’d spotted in my hair. Probably all this time.
I look with madness in my eyes for the next two weeks off. Insanity. Go or not where (cold) or with whom (fear itself).
It remains to make a supply of gin, tonic and drink itself in your own mink. Good plan?


Dobrze być w domu. Podjechałam wyciągnąć resztę szwów, które namacałam we włosach. Chyba tym razem już wszystkie.
Z obłędem patrzę na kolejne dwa tygodnie wolnego. Oszaleję. Pojechać albo nie ma gdzie (zimno) albo z kim (samej to strach).
Pozostaje zrobić zapas ginu, toniku i zapić się samej we własnej norce. Dobry plan?

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: