Nie wiem… / I don’t know…

… co myśleć, jak zinterpretować. To jeden z tych momentów, który większość z was czuje. A ja stoję tu skonfudowana. I ta cholerna ambiwalencja.


… what to think, how to interpret. This is one of those moments that most of you feel. And I’m confused here. And that damned ambivalence.

Najbardziej… / The most…

… zaskakuje mnie to, gdy czasem okazuje się, że diagnoza, którą postawiłam jest całkiem trafna. Zawsze myślałam, że absolutnie nie rozumiem dwunożnych współmieszkańców ziemi. Hmm…

aaaa


… surprising is when it sometimes turns out that the diagnosis I made is a quite accurate. I always thought that I absolutely do not understand the two-legged cohabitants of the earth. Hmm …

Posiedziałyśmy / We sat

… wczoraj do północy na tarasie. Głównie filozofując, zastanawiając się nad naszym miejsce we wszechświecie. O tym jak zdecydowaliśmy się nazywać zjawiska, przedmioty, prawdzie zdecydowanie nieobiektywnej i emocjach. Dobrze dobrany team. Zaprzyjaźniłyśmy się na poprzednich studiach. Jedna wykładała, dwie się stawiały, jedna pilnie uczyła. Ta ostatnia, to nie ja, o nie! Dobrze spotkać kogoś, kto dorównuje Ci intelektualnie i z kim możesz troszeczkę abstrahować nie bojąc się, że weźmie coś do siebie. I gdyby nie to, że przy czwartym winie złamał się korkociąg posiedziałybyśmy pewnie jeszcze dłużej.


… on the terrace yesterday until midnight. Mainly philosophising, pondering our place in the universe. About how we decided to call phenomena, objects, pro-choice decisions and emotions. A well-chosen team. We became friends on previous studies. One lectured, two stood, one taught very hard. The last one is not me, oh no! It’s good to meet someone who is equal to you intellectually and with whom you can get a little abstract without being afraid that she will take something personally. Moreover, if it were not for the fact that the fourth wine broke the corkscrew, we would probably stay longer.

Ona… / She…

… wygląda dziś jak milion dolarów. Czuje się tak.

Obudziłam się w tym nastroju. Znalazłam gdzieś zapomniane dawno biznesowe szpilki, reszta jak sama widzicie na pensjonariuszkę. Plus nastrój na vabank i stawianie wszystkiego na jedną kartę. Bezpieczniej by było dla mnie i otoczenia, gdybym została dziś w domu.

Przydałby się dziś ten cholerny Xanax, który oddałam, bo nie używałam.


… looks like a million dollars today. She feels like that.

I woke up in this mood. I found somewhere forgotten for a long time business pins, the rest as you see. Plus the spirit for Vabank and putting everything on one card. It would be safer for me and the others if I stayed home today.

I could use the damn Xanax that I gave away because I did not use it.

A tak… / Inspired…

… mnie natchnęło. Jakoś. Nie pisałam Wam jeszcze o Medellin. A, zapomniałam, że mnie tam nie było. Ok niech będzie, byłam ale sama, heh.

O tym, że to drugie co do wielkości miasto w Kolumbii oraz stolica departamentu Antioquia, to możecie sobie we wikipedii poczytać.

Przygoda z tym miastem zaczęła się od autobusu. Zaryzykowaliśmy, ups… zaryzykowałam jazdę publicznym środkiem transportu (matko, co za wyczyn!), do miasta. Kosztowało grosze, było zabawnie i nawet niezbyt ryzykowne. Na samym wjeździe do miasta zaczynał się korek, taksówki już na nas czekały. Mistrzowie okazji.

Hotel wybrałam dzień wcześniej, a może rano z bookingu. Średnią miał niezłą, cenę w sam raz, lokalizację również nie najgorszą. No i śniadania w cenie. Hahaha pierwszy raz widziałam garaż w lobby ;), to było zabawne.

W każdym razie rano nastał czas Pabla. I to nie tylko Escobara. Szłam ulicą zastanawiając się jak dostać się do La Cathedral, więzienio-rezydencji. Z uliczki na skrzyżowaniu wyjeżdzał taksówkarz autem podobnym do ceicento, bez klimy, z zepsutym wydechem, bo spaliny wpadały do środka. Dogadałam cenę, pojechaliśmy. Potem jeszcze na cmentarz, gdzie leży Escobar i nawet na obiad go zabraliśmy.

Uczucie, kiedy wydostajesz się z dusznego miasta, na wzgórze, z którego rozciąga się widok zapierający dech w piersi, powiew świeżego powietrza, bajeczne. Po dniach spędzonych na lotniskach i w Bogocie nareszcie nastała chwila dla mnie. Było czym oddychać, słyszałam własne myśli, widziałam horyzont. Wolność, szczęście +1000.

Sama budowla jest niezwykle komiczna. Ktoś mi mówił, że Pablo Escobar wszystko zaprojektował. No cóż, powiedziałabym – widać.

O tym co było dalej i jak zakończyła się znajomość z Juanem Pablo… przy następnej fazie na Kolumbię, w której nigdy nie byłam. A nie! Byłam, ino sama.

I tylko żałuję, że już nigdy nie dostanę tego zdjęcia, na którym siedzę na skraju parkingu dla helikopterów. No cóż, po dwudziestu latach małżeństwa powinnam być przyzwyczajona – „obiecuję” zazwyczaj oznacza NIC.


Inspired today. A little. Enough to write about Medellin. Oops, I forget I wasn’t there. Ok, let it be I was there, but alone.

General information that is a second the biggest city in Columbia and the capital of Antioquia department you can find in Wikipedia, and read it and more.

The Medellin adventure started by bus. We risked, oops I chanced to catch the public bus (Mum, that was a journey!). It cost not too much, was fun and not too risky, even. At the entrance to the city was a little traffic jam. Taxies were there, waiting for occasional clients. Masters of sale.

The hotel I chose a day before or at morning at booking. The average asset wasn’t so bad, the price was reasonable enough and localisation as well. Breakfasts included. Heh, first time I saw the garage in the lobby, funny ;).

At morning Pablo’s time comes. Not only Escobar. I was walking along the street thinking about how to get to the La Catedral, the prison or residence (hard to decide). From crossing street a young taxi driver came with his yellow, Seicento looks like, with no air conditioner, and broken exhaust pipe. We agreed to the price, and we went to the Prison. After that, we visited the cemetery where Escobar is buried and at least we took him for dinner.

The feeling when you’re leaving a stifling city, on the hill, where you are able to see the gorgeous landscape, fresh air – fabulous. I cloud breath, I heard my own thoughts, I saw the horizon. Freedom and happiness +1000.

The complex of the funny buildings is quite comic. Somebody told me that Escobar designed it by himself. How to say it, it’s visible.

The story about the next day and how our friendship with Juan Pablo ended next time, when I am inspired for Columbia enough, again. Where I never was. Oh, no I was there, but alone.

And I only regret that I never get my photo, where I’m sitting on the edge of the helicopter landing pad. After twenty years of marriage, i should know that „I promise” means nothing.

Mistrz… / Master…

Stanisław napisał kiedyś:

Ja nie dbam o siebie
Na obiad chleb z herbatą
Herbata chińska, masło wyborowe

Kocham tę piosenkę ;). A Wy? Macie jakiś kawałek który przywodzi wam na usta promienny uśmiech?


Stanley has wrote a few years ago;

I don’t care about me
There’s only bread and butter for lunch
Chinese tea, butter superb

I love this song. And you? Do you have any song which makes you smiled?

W sprawie…

… planowania i podejmowania decyzji to wyglada to następująco. Z boku wyglada to jak totalny chaos i brak zdecydowania. A ja, ja realizuje kilka planów jednoczenie, a najchętniej tak aby się wzajemnie nie wykluczały. Tez tak macie?

Ronię…

… drugą łzę. Ślad po pierwszej wysechł już na policzku.

Obudziłam się przed piątą, jak zwykle. Sobota. Bez planów, bez obowiązków. Druga taka sobota w wym roku,  a mamy koniec sierpnia. Z głośnika Rysiu Rynkowski woła do mnie: „…intymnie, ja sam a Ty przy mnie…”. Kocham tę piosenkę, cała płyta jest świetna, mądre teksty.

W czasie pobytu w Grecji świeżo zamontowane półki się lekko zdezelowały. Śmieję się, że ciężar gatunkowy przeważył. Choć wiem, że kilogramy :).

Chwyciłam do ręki „Osobowość” przejrzałam kilka stron, a potem już się wkręciłam.

Odezwała się Mała Inżynierka w środku: „jak to jest zrobione?”. Teorii jest wiele, w każdej znajduję coś opisuje dość blisko mój sposób na egzystowanie, mój sposób na postrzeganie świata, mój sposób na rozumienie rzeczywistości,

Samoświadomość pomaga najczęściej. Trudniej wtedy ulec manipulacjom, czy destrukcyjnym przekonaniom, trudniej nie pomóc sobie i tkwić w roli ofiary.

Często w moim przypadku zabiera nadzieję. Nadzieję na zmianę sytuacji na lepsze.

Jestem najstarszą siostrą dwóch braci. Średni urodził się rok po mnie. Jeśli dziecko nie jest zaopiekowane przez Matkę do 4 roku życia nie ma szansy na nauczenie się przywiązania, rozpoznawania emocji, więzi, że proszenie o pomoc jest skuteczne i że nie zostanie porzucone.

Takie dziecko uczy się, że nieważne jak długo i jak głośno płacze, to nikt nie zareaguje. Któregoś dnia przestaje płakać, już wie, że to zmarnowana energia. Uczy się w tym czasie, że jego potrzeby są nieistotne w tej rzeczywistości, musi sobie poradzić samo, żeby poradzić sobie samo musi być uważne, rozumieć, umieć, nie ulegać destrukcyjnym emocjom, nie ulegać emocjom.

Takie dziecko przygląda się swojej rodzinie z daleka podglądając i pragnąć być bliżej, jednocześnie chowając się za książką, żeby nie było widać jak bardzo chce, jak bardzo tego potrzebuje. A im bardziej i im głośniej głosi, że nie chce, nie potrzebuje tym większy szloch w środku, za murem, schowany przed światem, schowany przed nim samym.

Takie dziecko wyrasta na kobietę, która nie umie się przyznać, że kocha, że chce być kochaną. Wyrasta na nikogo, która beznamiętnie realizuje nawet najtrudniejsze zdania, aby przez chwilę poczuć się potrzebną lub częścią większej całości.

A w środku?, W środku wciąż mieszka to dziecko, które prosi bezgłośnie, aby je zaopiekować, chcące usłyszeć, że jest chciane a jego istnienie ma sens.

Tematy do nadrobienia:

  • psychologia emocji – style przywiązania – ambiwalentno-unikający
  • temperament a osobowość – niskoreaktywna-niskoaktywna  vs. wysokoaktywna-wysokoreaktywna
  • mechanizmy obronne – dysocjacja, racjonalizacja, intelektualizacja
  • teoria konstruktów Kellego – obiekt, odniesienie, anty-odniesienie
  • teoria uczenia się Bandury – przez modelowanie

 

PS. Takie dziecko kiedyś się nauczy, zaryzykuje i pokaże, że chce być bliżej, jednak mniej lub bardziej świadomie wybiera kogoś, kto pokaże mu w związku z tym czerwoną kartkę. Tak Marcin to o Tobie.

Akceptuję…

… choć współczuję, ludziom, którzy noszą urazę w sobie. Nie potrafiąc przebaczyć drugiej osobie, nie potrafiąc wybaczyć sobie.

Akceptuję, choć współczuję ludziom, którzy czerpią poczucie własnej wartości z opinii innych osób. Zamiast samoświadomości swoich zalet i obszarów rozwojowych (update: obszar rozwojowy to taka nowoczesna nazwa na wady i/lub deficyty ;))

Akceptuję, choć współczuję ludziom, którzy pozycjonują się wyżej od innych poprzez umniejszanie tych innych a nie rozwijanie swoich mocnych stron.

Akceptuję, że mnie nie chcesz.

Akceptuję, że potrzebujesz mnie ranić.

Akceptuję, że potrzebujesz mnie nienawidzić i znalazłeś sobie mniej lub bardziej uzasadnione powody.

Akceptuję Cię takim jakim jesteś, bezwarunkowo, bez oczekiwania, pozostajesz w strefie dobrych wspomnień i tęsknot.

Wkurzona ja…

… to wkurzona ja. Ogień.

Pogadałam. Stanęło na tym, że:

  1. szef nr 2 od projektu indyjskiego nie zrozumiał zdania wprost, że chce do zarządu
  2. po wizycie zdecydujemy czy chce tam jechać, na jak długo i wtedy podmienią pana na panią… 🙂

Taka siła. Taka ja.

A ktoś mi ostatnio powiedział, że ja co, że nie ambitna kobieta jestem?? W zasadzie wiele mi można zarzucić jednak ten tekst był tak absurdalny, że to teraz taki firmowo-rodzinny heremtyczny dowcip jest…

Jak odmiawiam zrobienia czegoś, to mówią mi mniej więcej …. a no tak by ty taka nie ambitna kobieta jesteś – to rozwala, zaśmiewamy sie do łez.


Riled me that’s riled me. Fire.

Had a chat. It turned out that:

  1. Head number 2 (from the Indian project) didn’t understand the point that I want to be a member of the board
  2. After my visit to India, we decide if I want to go there, for how long and then they will replace him with her … 🙂

Such strength. Such me.

And someone recently told me that I am not an ambitious woman, am I ?? In principle, I can be blamed for a lot of disadvantages, but this text was so ridiculous that now it is a company-family hermetic joke…

When I’m refusing to do something, people are telling me more or less …. you are such not ambitious – it kills, we laugh to tears.

Wkurzyłam…

… się dziś rano. Mocno. Bardzo mocno.

Od ubiegłorocznej imprezy gwazdkowej wiedzieli, że chcę wejśc do zarządu wpółki indyjskiej i wyjechać do Indii na stałe. W sensie na 2-3 lata.

A dziś dostaję maila, że powołali właśnie kogoś innego. Bez rozmowy. Bez informacji dla mnie, że jednak nie. Just simply, we let you know that we decided…

Szklany sufit w naszej firmie wisi bardzo, bardzo nisko. Nie wiem dlaczego się na to zgadzamy. My Kobiety. Jest nas jakieś 30% więcej niż facetów. Powyżej głównej księgowej jeszcze żadna nie podskoczyła.

Skutkiem wkurzenia pomyślałam, że już czas… umówić się na pogadankę o przyszłości bliższej i dalszej i o pieniądzach. Czekam na termin.

wkurzona ja wyglada tak

 

Błąd
This video doesn’t exist

Przekora…

… zapominania polega za tym, że jeśli powiesz sobie „zapominam”, to pamietasz o tym, o czym masz zapominać. Lubię się umartwiać chyba. Niespecjalnie. Nadzieja umiera ostatnia, a moja niestety żywotna bestia.

Wparowałm dziś do firmy w mini, takim mini, mini… co tam, pierwszy dzień po urlopie ma swoje prawa. Powinni płacić za ten dzień x3. Mało, że uzbierało się trochę przez ten tydzień, to jeszcze głód odfajkowywania zadań zrobiły swoje.

Kocham kiedy jest dużo do zrobienia, lepiej mi się pracuje pod presją czasu. Lepiej się organizuję. A Wy też tak macie? Nawet udało mi się do szefa umówić, heh. Nie mógł odmówić, kiedy na hangaucie z samego rana dostał „Hej najlepszy szefie po tej stronie globu, znajdziesz dla mnie pięć minut?”. Już się przyzwyczaił, na początku kiepsko znosił nieformalny styl konwersacji.

Wspópracownicy masowo zaczeli poszukiwanie randki dla mnie, zresztą bracia nie lepsi. Widać po mnie, że tęsknię za drugim człowiekiem? Czy widzą, że zapominanie nieskuteczne? Nieważne. Będzie co ma być.

Wyjazd do Indii się krystalizuje. Tym żyję. Chcę wyjechać 24 września, jutro mają mi zatwierdzić agendę, zaraz po tym rezerwuję bilety. W dodatku pozwolili mi zabrać kolegę z pracy, uff. Niby odważne ze mnie babsko, jednak trochę cykora miałam.

Nie mogę się doczekać… i wyjazdu, i jutrzejszej randki, i potencjalnych randek, i reszty swojego życia ;). Jest dobrze.

Po trzech

… godzinach snu, prysznicu, wtórze Dire Straits doznałam olśnienia.

Przecież ja dokładnie wiem co znaczy kochać. Czas przestać udawać, ze nie…

Przyglądałyśmy ze średnią zdjęcia od 2007 roku w trakcie lotu. Płakałyśmy ze śmiechu wspominając różne wyjazdy i to jakie były milusińskie na przestrzeni tych lat. Potem zapakowałem je w Berlinie do auta. Miały zagadywać mnie żebym nie zasnęła. Plan planem… natura naturą, po 24 godzinach na nogach zasnęły zanim zdążyłam wyjechać z parkingu. Po drodze tankowałem, wracając do auta, zmęczona ponad miarę z perspektywa kolejnych 160km za kołkiem, patrzyłam jak śpią. Dojechałyśmy do mnie przed 3:00. O 6:00 zadzwonił budzik i odwiozłam je na dworzec. Postałam na zakazie jeszcze chwilkę patrząc jak odchodzą.

Wiem co czuje kiedy myślę o nich, kiedy z nimi jestem, nawet jeśli nie umiem tego nazywać i o tym mówić, to wiem co to jest i już nie boję się do tego przyznać.

To miłość, bezwarunkowa, w każdym momencie, na każdej długości czy szerokości geograficznej.

Mam to, złapałam i tego się przytrzymam.

https://goo.gl/forms/yvBciCzOjNpo0DSI2

Ciąg…

… skojarzeń ciąg dalszy. Właściciel apartamentu spogląda na nas ze zdjęć z uśmiechem. Wyglada jak… i chyba gotuje jak… dziś zostawił nam pod drzwiami obłędny śniadaniowy tradycyjny grecki jeszcze gorący placek ze szpinakiem i fetą… i jak tu zapomnieć… fate.

Przypiekamy się…

… w zasadzie młode się przypiekają. Dwa tygodnie temu wróciły z Chorwacji, są pięknie opalona. Ja p, jak wzorowa córka młynarza grzecznie smaruje się faktorem 30. Na szczęście trochę zahartowała już skórę w miejscu w którym nie byłam. Jest niezle.

Dziś N. zrobiła nam pyszny obiad, pęka z dumy kiedy chwalimy każdy kęs. Umieć przyjąć komplement to tez sztuka, której trzeba się nauczyć. Pamiętacie te chwile odliczane do osiemnastki, to poczucie dorosłości niewiele mające wspólnego z rzeczywistością? To już za miesiąc ;). Mam nadzieje, ze będę wtedy w Polsce i będę na imprezie. Osiemnastka, ehhh kiedy to było…

Mamy cudny taras na 2 pietrze z widokiem na Ateny (nawet Akropol widać) i zatokę. Leniwie płyną chwile. Czasami wystarczy być. Tutaj i teraz. Szczęście.

To się…

… nie dzieje naprawdę. Wszechświat przeciwko mnie :). Dwa razy widziałam w życiu taki klimatyzator. Raz tam gdzie nie pamietam, drugi raz tutaj, na drugim końcu świata, w Pireusie.

Wracając do Aten, warto zabrać ze sobą dowody i legitymacje studenckie. Zaoszczędziliśmy ze 200 euro na biletach wstępu. Dzieci poniżej 18 roku życia wchodzą za free, jak również studenci, nawet 45-letni.

Ateny…

… około północy przygotowują się do snu. Zdążyłyśmy jednak coś zjeść i zrobić zakupy na śniadanie. Dziś podobno tez wszystko tutaj zamknięte. Święto Zaśnięcia Bogurodzicy. Tak przynajmniej pokazuje mi kalendarz.

Kiedy…

… postanawiam zapomnieć, zapominam. Trochę jak szamani z NLP. Pomagam sobie na różne sposoby, kasuję numer telefonu (żeby nie kusiło), kasuję zdjęcia (żeby nie bolało), nie wspominam (żeby nie kusiło i nie bolało) i nie rozmawiam o Conchicie, z nikim. Nie istniał, nigdy go nie było, a w Kolumbi… to ja tam byłam, no co Ty, sama byłam… Mistrzyni dysocjacji.

To nierozmawianie zostało wpisane w kontrakt tegorocznego wyjazdu. Każda z nas od 13-latki po 45-latkę wrzuca jakąś zasadę, która podlega akceptacji drużyny i jest stosowana na czas wyjazdu. W tym roku ja mam taką. Drużyna zaakceptowała poprzez 3xOK. Nie pomoże, będzie nadal bolało.

Nic, to. Czas, słońce, ouzo, trzy nastolatki, no może jakiś… Grek albo dwóch ;P.

Będzie dobrze, któregoś dnia znowu zaświeci słońce i niechybnie będzie to już jutro rano.

 

Ostatni…

… dzień przed urlopem. Jeszcze idę dziś do pracy. Pewnie i tak nic konkretnego nie zrobię.

Młode już spakowane w blokach startowych. Miały przyjechać  dziś. Jednak z tego co widzę na messengerze przyjadą jutro rano. I dobrze, mniej zamieszania. Odbieram je rano z dworca, potem jeszcze tylko telco z indianami, Berlin i fru…

Dla wszystkich trzech młodych to będzie pierwszy lot samolotem ;). Oby żadna nie miała utajonej lokomocyjnej.

Kurcze powinnam sie spakować, nic to… wieczoram albo jutro rano. Wrzucić szorty jedna kieck, kilka koszulek do walizki to nie pakowanie.

Nie sposób…

… czasem dogadać się z Siri. Zwłaszcza kiedy syskusja dotyczy polskich nazw zespołów lub tytułów piosenek. Myślicie, że kiedyś nadejdą czasy, gdy polski język zawita do systemowych gaduł? Ani Sir, ani Cortana nie pracują w tym języku.

To jak prowadzić auto, które generalnie jest ok, czasem tylko nie działa kierunkowskaz albo włącznik wycieraczek. Męczące i stresujące.

Nic to, są większe zmartwienia na świecie. Wczoraj z racji tęsknot mniejszych lub większych i za sprawą niezywkle słabej silnej woli zaliczyłam 500ml Caffe Latte by Grycan. 1285 kalorii, na raz. Szczęście +1000, poczucie winy +50.

Raz się żyje. Kochać kiedy jest okazja, jeść póki się może.

 

Historyja…

… z urzędem skarbowym w tle. Kategoria opowieści #taniepanstwo.

W poniedziałek zarejestrowaliśmy spółkę, taką nowkę sztukę, nieśmiganą, jako czynnego podatnika VAT.

W środę pojawił się u nas urzędnik sprawdzić, czy spółka ma SZYLD.

Dacie wiarę? I to my za to płacimy, że facet zmarnuje 2h pracy na przebicie się 20km przez miasto w godzinach szczytu i sprawdzi, czy nowo powstała spółka masz szyld.

Kocham…

… erę smartfonów. Można się z takim zaprzyjaźnić i nie robi fochów. Czasem boleśnie zrani uczucia, jednak za chwilę zrobi już coś miłego, wychodzi na 0+. Stabilnie.

Dzielnie wspiera w przedsięwzięciach mniej lub bardziej zorganizowanych. Dzisiaj mówi do mnie tak:

IMG_0086

IMG_0087

Niewiele? Nic to. I tak więcej niż tydzień temu :).

Zawiesiłam…

…  sobskypcję Netflixa na korzyść HBOGO. I chyba dobrze zrobiłam, oglądam nawet conieco i nawet nieco mi się podoba. Wpadłam w Twin Peaks i drugi sezon Westworld. Uwielbiam te seriale. Peter Melrose pochłonęłam w weekend.

Lubię również te francuskie albo hiszpańskie produkcje, no i w przeciwieństwie do Netflixa jest nieco naszych rodzimych produkcji. Póki co zostanę przy HBO.

A Wy? Co oglądacie? Polecicie coś?

 

Maliny…

… jogurt i płatki. Moje śniadanie. Jeszcze będą dwa dzisiaj. Dość zdrowe, niekoniecznie smaczne. Czy warto zrezygnować z małego szczęścia jakim jest jedzenie, na rzecz zgubienia kilku kilogramów?

I jeszcze te cholerne zakupy. Jogurt w jednym sklepie, owoce w innym, cała reszta na chybił trafił. W ogóle w tej diecie kolacje są tak duże, że wmuszam je na siłę. A Wy co robicie w takich sytuacjach, jecie tyle ile w instrukcji od dietetyka, czy tyle ile możecie zjeść?

 

I don’t…

If I stand all alone, will the shadow hide the colour of my heart
Blue for the tears, black for the night’s fears
The star in the sky don’t mean nothin’ to you, they’re a mirror
I don’t want to talk about it, how you broke my heart
If I stay here just a little bit longer
If I stay here, won’t you listen to my heart, whoa, heart?

Jeszcze…

… tylko tydzień i fru… dwa dnia w Atenach, kolejne 4 w Pireusie. Nie mogę się doczekać. Kiedy pokazałam młodym jaki apartament zarezerwowałam, jak możecie się domyślić pytanie podstawowe nie zabrzmiało: „Jak daleko do Akropolu?”, pytanie brzmiało „A jest wifi?”. Jest.

Nie byłam jeszcze w Atenach. Generalnie Europę zostawiam raczej na emerytalne zwiedzanie. Teraz póki siły i zdrowie dalekie kierunki.

Po powrocie jadę do Indii, na dwa tygodnie, służbowo. Niestety sierpień w tym rejonie do którego jadę to najwiekszy upal i najwieksza wilgotnosc w roku. Biura na szczescie mamy w najbardziej reprezentacyjnym hotelu w mieście, wiec warunki beda ekstra. Ciekawe tylko czy uda się coś pozwiedzać przy okazji. Trochę się boję, bo jadę tam sama.

Nie dość, że blondynka, nie dość, że niepokorna, to jeszcze beszczelna.

Cudowny…

…poranek. Realtywnie rześki :). Nie zauwazyłabym, gdybym nie przyjechała do pracy rowerem.

 

W każdej…

… rodzinie jest ktoś od zadań specjalnych. W mojej to ja. Kiedy coś się dzieje dzwoni telefon i z drugiej strony słychać: „ej, weź pogadaj z Matką, Ojcem, Ciotką, Bratem, Bratanicą…”. Podstaw właściwe.

Nauczona doświadczeniem wiem już, że te sprawy nie są ani takie ważne, ani takie pilne jak słychać to z drugiej strony. Jednak dzierżę swoją funkcję z „godnością” i dzwonię. I gadam, a w zasadzie słucham, potem mówię coś w stylu „spoko damy radę, możemy zrobić tak i tak albo tak i tak, albo tak i tak”. A z drugiej strony słychać jak schodzi ciśnienie. Mam talent do znajdowania rozwiązań. Oj mam. Tylko do miłości nie mam talentu :).

Wczoraj zadzwonił Średni.

Dzwoni do mnie raz na sto lat. Zazwyczaj wyręcza się Żoną, jednak wczoraj zadzwonił osobiście. Oops, sobie pomyślałam, stało się coś? W skrócie chodzi o Siostrę Ojca. Ma 71 lat, nadal prowadzi aptekę, z której zysk ma już niewielki, jednak jest to zajęcie, które trzyma ją przy życiu. Chcemy, aby już dała sobie z nią spokój i przeprowadziła się do Macierzy. Jednak Ona bardzo nie lubi zmian i trzyma się wszystkimi kończynami swojego świata. Średni, przez Ojca nazywany Warczygłową, z racji kompletnej nieumiejętności okazywania uczuć poza złością (chyba rodzinna przywara, oj na pewno), między wierszami rzuca „i Ty też już byś się mogła przeprowadzić, na chuj Ci ten Poznań”. Ot taki Warczygłowa.

No ja wiem, na chuj… o tym już pisałam. Daję sobie czas do końca roku.

 

Nikt…

… nie zadba o nas bardziej niż my sami, nikt nie skrzywdzi nas bardziej niż my sami.

A zatem, aby przeciwdziałać drugiemu a zwiększać pierwsze nabyłam wczoraj, drogą kupna, kolejny karnet do fitnesowni. W ramach zwiększania prawdopodobieństwa użycia wybieram się dziś do garażu przynależącego do starego miaszkania przeprosić mój rower i zabrać go na nowe. Pewnie przydałoby mu się jakieś odświeżenie.

Plan jest taki, aby codziennie jeździć nim do pracy (kilometry dwa). Pewnie jak tylko zacznę to realizować zacznie padać. Zobaczymy jutro. Fitnesownia jest po drodze, na rowerze większe szanse, że tam zajadę. Autem nie ma jak skręcić i pewnie z zaparkowaniem też problem.

Obłęd. Naprawdę tak trudno przejść na pieszo jeden kilometr? Zepsutam do szpiku kości.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: