O czym myślisz?

Albo co słychać? Facebook do mnie mówi. A ja ucieszona jak głupi z kuleczki, że chociaż kogoś/coś to obchodzi. Nikt więcej nie zadaje mi tego pytania.

Rodzina mimo dość szorstkiego sposobu na bycie rodziną z jakiejś przyczyny delikatnie czuwa z lekkiej oddali nie zadając trudnych pytań.

Mąż, który nadal jest mężem, nie jest zainteresowany.

Od „przyjaciół”, zwłaszcza tych, którzy nie potrafią utrzymać języka za zębami, odsunęłam się sama.

Zapisuję sobie na małych karteczkach czerwonym długopisem co myślę, co czuję. Spoglądam na to co było, zastanawiam się co będzie. Doszłam do wniosku, że celowo i nawet całkiem świadomie dobrałam sobie ludzi w okół, którym pasowało to, że nie okazuję uczuć, takich którym nie zależało na tym, aby mnie poznać, takich którym wystarczyła fasada i gra pozorów.

Wpuściłam za mur tylko jedną osobę i zawiodłam, a ona zawiodła mnie.

Niemniej zaczynam od nowa. Wiem co mi służy i wiem, że mam prawo żyć po swojemu. Nie, nie pójdę na kolejną pijacką imprezę, na której wszyscy będą pić, a ja się nudzić, bo nie będzie nikogo z kim da się normalnie (a raczej nie normalnie) porozmawiać.

Zaprosiłam bratanice, przyjadę do mnie rano (2 albo 3, w zależności od nastroju szesnastolatki :)), zrobimy coś dobrego do jedzenia, potańczymy, pogramy w coś, pójdziemy na stary, który w tym roku nie jest starym tylko placem wolności, obalimy picolo i wrócimy, położyć się spać.

Rano je odwiozę, a one będą trajkotać cała drogę.

Przegapiłam tyle życia, tyle spraw ważnych i mniej ważnych.

Postanowienie na 2017? Wybierać mądrze.

A Wasze postanowienia?

i jeszcze…

… kuzyn wczoraj wpadł pod pociąg. W nocy brat mi zadzwonił. Taki kuzyn od wspólnego dzieciństwa.

 

Właśnie mi…

… powiedział, że wiedział od zawsze, że to nie było poronienie. Tylko nie chciał „rozdrapywać” tematu, dlatego zostawił mnie z tym samą. A ja przez blisko 18 lat się pilnuję, żeby nie pić i się nie wygadać po pijaku. Od 18 lat każę się i nie pozwalam sobie na szczęście, co tam szczęście, na chwile oddechu i rozluźnienia. Że gdybym go zapytała to oby się zgodził, tylko nie przyszłam z tym do niego.Że mamusia mu powiedziała, że nie poroniłam tylko usunęłam. Zabawne mamusia przed tym widziała mnie tylko raz.

Potem leciały standardy, że go nie szanuję, że się mnie boi, że zły człowiek ze mnie, ale za to dobrze udają dobrego.A i że to moja wina, że nie mam nikogo bliskiego, że on ma przyjaciela, bo wie jak dobierać.

Nawet nie usłyszał, kiedy powiedziałam, że żyłam w przekonaniu, że mam przyjaciela i, że to on. Nikogo nigdy tak blisko nie dopuściłam. Pomyliłam się?

 

Ciemno,

mokro, 7:06 ulica Jana Pawła II 60m do środki, tuz obok rozkopy. Na środku mojego pasa ruchu Pan w odblaskowej kamizelce, ze słuchawką na uchu i białą laską.

W głowie: on coś mierzy, nie niewidomy, eeee nie od tego remontu pewnie coś mierzy, w końcu doszłam ze sobą do porozumienia, że to niewidomy. Nie wspomniałam o tym, że ja i autobus tuż obok zatrzymaliśmy poranny ruch w Poznaniu, oczywiście znalazł się taki, który musiał na nas natrąbić.

W każdym razie kiedy już zrozumiałam, że niewidomy, wyskoczyłam zgarnęłam Pana do auta z oferta, że go podwiozę gdzie chce. Pan się zgodził (chyba nie pozostawiłam mu wyboru) uzgodniliśmy dokąd go podwiozę i ruszyliśmy.

Byliśmy w aucie kilka minut, a zdążyłam się dowiedzieć, że ma 74 lata, że codziennie rano chodzi na spacer nad Maltę, tylko przez ten remont jakoś się zgubił i nie umiał wrócić do przystanku. Że jest znanym poznańskim pilotem na CB radio o ksywce Koliber. Pomaga kierowcom przejechać przez Poznań i znajdować miejsca do których sami nie mogą trafić. Że teraz jak są nawigacje to ma mniej pracy.

Pomyślałam sobie, że taki smutek trochę w tym co mówi, miał pracę, dzięki której czuł się potrzebny, a świat poszedł na przód i zaczął sobie radzić bez niego… wszystko się zmienia…

W każdym razie gdybyście jechali przez Poznań i używali CB radia, to pozdrówcie ode mnie Kolibra :).

 

 

Trzecie spotkanie…

… z terapeutką. Rozmawiamy o wielu rzeczach. Oczywiście głównie ja mówię. Trzy spotkanie na poznanie mnie, na poznanie jej. Za każdym razem pytała mnie o cele. Usiadłam wczoraj i je spisałam, na kartce. Na czerwono. Niby przypadkiem na czerwono, ale może jednak nie, może nie bez przyczyny ten kolor przypadkiem wybrałam ;).

Pokręcone to wszystko.

Próbowała się przebić z informacją, że może nienajlepszy czas na podejmowanie decyzji tak drastycznych jak rozwód, kiedy jestem w takim rozstroju emocjonalnym i nie potrafię sobie z tym poradzić. Nie przyjęłam tego, przyjęłam to godzinę później. Słyszę, ale nie słucham, taki mam wniosek.

Zadzwoniłam do męża. Kupował właśnie pralkę do mieszkanie, w którym mieszka. Ucieszył się kiedy poprosiłam o spotkanie. Przyjechał natychmiast. Spotkaliśmy się w mieście, na neutralnym gruncie.

Porozmawialiśmy no i spróbujemy po raz drugi terapii, tym razem bardziej się angażując, a nie tylko symulując zaangażowanie. Daliśmy sobie 4 miesiące.

Póki co mieszkamy osobno.

 

Spakowałam…

… mu kilka rzeczy, kołdrę, poduszki, kilka kocy, pościel, ręczniki, jego przybory toaletowe. Ciuchy spakuje sobie sam. W mieszkaniu w którym będzie mieszkał jeszcze jest biuro do końca roku, ma zatem do dyspozycji tylko mały pokoik.

Wysłałam wczoraj wytyczne do adwokatki zgodnie z tym co domówiliśmy. Wymusiłam niejako na nim, aby określił się „na papierze”, czytaj e-mailem, że zgadza się na taki podział, no i tyle…

… i have a nice life without me.

Umówiliśmy się…

… że mąż zajmie się formalnościami. Dostarczeniem aktów notarialnych, ksiąg wieczystych, aktu ślubu do adwokatki, negocjacjami cenowymi. Niestety nie znalazł czasu. Jak i na rozmowę ze mną. Jest zbyt zajęty lub zbyt zmęczony. Tym sposobem minął miesiąc.

No nic. Zajmę się tym sama. W poniedziałek.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: