Wracaliśmy…

… z nart w piątkowe popołudnie. Takiego tłoku na autostradzie to jeszcze nie widziałam, a jeżdżę tamtędy 2-3 razy w roku.

Obiecany filmik.

Tak jak obiecałam wstawiam filmik z desperackiej próby przyłapania golasa na gorącym uczynku. Warto oglądać od 10 minuty. Niestety widać już tylko jak się ubiera.

Polubiłam się ze…

… słodyczami. Zrzucam to na karb zmian hormonalnych wiekiem wymuszonych. A co tam, jakiś winny musi być. Przez cały tydzień na nartach napalałam się na ciasto, które poleciła centka.

Postanowiłam je dziś zrobić. Wydawało mi się, że będzie łatwo i przyjemnie, że wszystko co potrzebne mam, ale nie. Myliłam się. Schody zaczęły się już od ciasta. Nikt nie zadbał o to, aby przewieźć wałek ze starego domu. Nic to, myślę sobie, wylepię formę pacami. I wylepiłam. Ponieważ to moja pierwsze w życiu tarta nie mam bladego pojęcia, czy ciasto nie za grube.

Kolejne schody przy owocach. Zamiast jes odmrozić znacznie wcześniej, zaczęłam je odmrażać w trakcie przygotowywania ciasta. Pewnie to kiepski pomysł dać na wpół zamrożone, ale cierpliwość nie jest mi siostrą. Nigdy nie była. Przy okazji owoców okazało się, że potrzebne są dwie łyżki skrobi – czy to to samo co krochmal (czytaj mączka ziemniaczana?) – w sumie to nie ma znaczenia i tak nie mam. A więc owoce będą z samym cukrem.

Cholera jasna, gdzie jest aparat! W samochodzie jeszcze, mam go gdzieś nie idę, zrobię zdjęcia telefonem.

Dlaczego fasola przykleiła się do ciasta, które oddało całą masę tłuszczu? Za grubo ciasta? Za grubo fasoli? Czy jednego i drugiego?

Ciasto już w piekarniku i zabrałam się za ubijanie piany na bezę. Nie chciało mi się przygotowywać syropu, więc wsypałam cukier puder, ale ile go powinno być? Piana nie jest sztywna, raczej lejąca, czy to oznacza, że za mało cukru? Nie wiem, nie wiem, nie wiem…

Po pięciu minutach w piekarniku beza wygląda niepokojąco ciemno, myślę sobie zmniejszę temperaturę, może z termoobiegiem 200st. to za dużo. A teraz? Teraz czekam, aż piekarnik da znać, że już i zjem z aptetytem to co wyszło ;).

 

Od wczoraj…

… sypie, na aucie już pół metra śniegu. Za ratrakiem tak samo jak przed, zasypane. Poddałam się, nie umiem jeździć w śnieżycy i głębokim śniegu. Pojeżdżę jutro. Ma być słońce ;).

Noż w mordę…

nożem… Żeby mnie we własnym domu, z samego rana, jakiś zboczek napastował! To tylko mnie się może przydażyć! Siedzę sobie grzecznie przed komputerem i czytam co napisane, a uwagę moją przykuwa jakiś ruch za oknem. Ten ruch, to mały łysy facecik, goły jak go demony stworzyły z kijem od szczotki na ramionach (tak jak nosidło od wody się nosiło) i sobie fajta fajfusikiem. Fajfus jeden! Posłałam, tam ochronę, żeby uprzejmie zapytali, czy w czymś mogę pomóc. Nic nie pomogło znowu stoi i się patrzy, tym razem on z kubkiem czegoś. Włączyłam aparat na nagrywanie filmu, może się załapie.

PS. Ubrał się wreszcie! Tak jak myślałam jakiś majster. I nagrał się, Mam nadzieję, że będzie coś widać ;).

Oferta książek…

… w języku polskim na czytniki jest żenująca, jest żadna. Nawet jeśli człowiek chce kupić to nie ma co, po prostu nie ma co… Pozostaje tylko kraść.

 

O owsianych florentynkach…

Aniado marzyłam jak tylko przeczytałam przepis. Uwielbiam wszelkie ciastka płatkowo-pestkowe. Nawet same płatki usmażone z cukrem na patelni lubię. Przypominają mi dzieciństwo, babcia mnie tego nauczyła. Miałam nadzieję do przepisu wtrącić swoje parę groszy i zamieszać w to wszystko miód zamiast cukru, ale jakoś nie wymyśliłam, jak połączyć białko z miodem, który przecież jest bardzo gęsty kiedy jest zimny, a ciepłego do białka nie dodam, bo nie jajecznicę w wersji hardcore tutaj robimy.

Zrobiłam z podwójnej porcji i dobrze, bo się obawiam, że do jutra nic nie zostanie.

Po całodziennej…

… walce w mieszkaniu pojawiły się firanki. Zrobiło się przytulnie i ciepło. Nareszcie można wieszać obrazy, bo wiadomo ile każdej ściany zostało. Po powrocie z nart przyjedzie reszta mebli i to zakończy etap dużych wydatków. Pozostaną tylko lampy, ale z tymi nie ma pośpiechu. Trzeba najpierw spotkać właściwe.

Huk w mojej głowie.

Przytłacza. Nie jestem pewna, czy chcę poruszać głową w prawo, czy w lewo, czy może pozostać bez ruchu. Boli cokolwiek by nie zrobić.

40 centymetrów…

… robi różnicę! Ogromną! Już trzecią nockę nie śpimy, ponieważ nasza Mała Pierdoła nie może sobie znaleźć miejsca w łóżku. Jest jej gorąco i chciałby się rozłożyć jak w domu, gdzie mamy łóżko 2×2 metry. Tutaj jest tylko1,6×2. Wszystkim nam za gorąco choć grzejnik w sypialni skręcony, wywietrzniki w oknach otworzone. Dziś zupełnie lunatykując otwarłam okno i nagle zrobiło się wszystkim lepiej. Do czasu. Aż Mała Pierdoła nie zmarzła i postanowiła się wkręcić pomiędzy nas. Czas zrobić o o czym Pan Mąż nie chce słyszeć, a o czym ja mówię od dłuższego czasu. Czas oduczyć Małą Pierdołę spania w łóżku! Howgh!

PS. Koleżanka przysłała mi dziś kilka dowcipów o mężczyznach, to mój ulubiony:

Mąż na łożu śmierci wyznaje żonie swój życiowy sekret:
– Przez 20 lat Cię zdradzałem…
Żona:
– A Ty myślisz, że ja bym Cię tak bez powodu otruła?!

Słowo się rzekło.

Kobyłka u płotu. Nabyliśmy wczoraj z Panem Mężem karty członkowskie znakomitego klubu fitness i byliśmy na pierwszych zajęciach. Po wizycie można wysunąć następujące wnioski:

  1. nie możemy chodzić razem, bo on jest wytrzymalszy,
  2. musi zrzucić 16kg, to po co ja mam tak harować jak on.

Przed siódmą zerwał się i pojechał na basen, a ja wyprowadziłam psa i zarobię śniadanie. O 9.00 pojadę na rowerek i może ćwiczenia na brzuch. Zobaczę.

Sprawa kiecki.

Brutalnie obnażyła prawdę, której nie dopuszczałam do siebie. Przytyłam, niby tylko (a może aż) 3 kilo i wciąż nie jest to nadwaga, ale przytyłam. Z rozmiaru 36/38 zrobił się 38/40. Cholera, stara jestem. Chyba nie ma wyboru i trzeba się za siebie wziąć. Szwagier chodzi na spining i ładnie schudł, może czas pójść w jego ślady. Szukam.

no i nie jedziemy…

… na bal do Kołobrzegu. Dlaczego? Przyczyna jest prozaicznie prosta. W trakcie przeprowadzki zaginęła sukienka. I nikt nie wie gdzie jest. Nie ma jej ani na nowym, ani na starym. Dziwne.

Pier…e promocje.

Ponieważ miłościwie nam panująca matka TPSA nie zechciała przenieść numeru i neostrady w moje nowe miejsce, skorzystałam z kablówki. Oferta jak ofera, ale w promocji przez pierwszy miesiąc dodali pakiet bezpieczny (czytaj ch..wy antywirus), który w następnych miesiącach ma kosztować 10 złotych. Chciałam zrezygnować od razu, ale nie można było, ponieważ można to uczynić tylko i wyłącznie po 7 dniach i tylko i wyłącznie przez call center. Przypomniało mi się dzisiaj, dzwonię i proszę o wyłączenia, a Pani mi na to, że mam podać numer IDK z karty i hasło z koperty, o kużwa,… zawrzałam. Skąd ja mam to wziąć do cholery. Udać się do najbliższego punktu obsługi i tam wydadzą duplikaty jak trzeba.

Ja pierdzielę, człowiek dostaje coś czego nie chce i jeszcze nie może z tego łatwo zrezygnować. To jest największe oszustwo z jakim się ostatnio spotkałam, a to wszystko w INEA.

 

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: