Pacyfikacja.

Przyszedł mróz, siarczysty. I dobrze, samopoczucie od razu lepsze. W ramach troski o zwierzę Mała Pierdoła dostała sweterek. Myśli, że za karę. Kiedy ją ubrać przestaje się ruszać. Kompletny paraliż mięśni. Siedzi jak ją posadzisz, stoi jak ją postawisz. Dobrze, że daje się wyciągnąć na dwór i tam odżywa.

Niepopularne poglądy.

Jestem niedzisiejsza i nieludzka. Wiem. Płacę podatki, kupuję oryginalne gry, filmy i muzykę. Nie jestem też święta – podkradam różne zdjęcia z internetu publikując je tutaj bezczelnie nie podając źródła. W sprawie ACTA czytam głównie nagłówki i słucham tego co w radio. I wiecie o, nie mogę się nadziwić jak wielkie przyzwolenie w naszym społeczeństwie pokutuje na złodziejstwo, bo przecież się należy, bo my biedni, bo komuna nas tak wychowała, bo większość z nas katolikami jest, bo ruski nam dupę kopał a niemiec obcinał głowę.

Nie zgadzam się! Wiem, że gdybym miała choć odrobinę artystycznego talentu i zamiar z tego żyć, to zależałoby mi na tym, aby ktoś kto to używa zapłacił. Nie mam pojęcia jakim sposobem ograniczy to swobodę wypowiedzi (gosh, wypowiedzi – bo tak trudno zamiast linku do teledysku napisać nazwę i tytuł ;)). Nie chcę wiedzieć. Nie pożyję już długo, a nawet jeśli, a w tym czasie dostęp do internetu zostanie utrudniony przez wyższe opłaty, to mam to gdzieś. Odzyskam moje życie w realu nie marnując już czasu i środków na największy nałóg jakiemu się poddałam, internet.

Rozpusta.

Kolejna odsłona. Najpierw Rzeź Polańskiego ( dla mnie świetna, dla męża beznadziejna), a teraz malinowe crumble w piekarniku, smietankiwe lody, kawa i chianti. A co u Was?

20120129-174258.jpg

Wzbogaciłam się / straciłam dzisiaj…

… o pliski w sypialnianych i łazienkowych oknach/straciłam parę złotych, jak można się domyślić. Skąd na to wszystko brać, no skąd? Chciałoby się to i tamto. Dziś jeszcze jadę wpłacić zaliczkę na firany i karnisze. Myślałam, że może uda się zabrać z domu, ale okazały się pół metra za krótkie. Szkoda, choć teściowa szczęśliwa (jeśli sprzedamy dom, to ona je dostanie).

Czekam za mężem kombinując co zrobić na obiad. Nie bardzo jest co, lodówka pusta. Pewnie pójdziemy na sushi. O osiemnastej ostatnia wizyta u dentysty związana z wymianą koronki na nowocześniejszą (czytaj: bardziej naturalną). W międzyczasie nabędę ośmiolatka na stan, z noclegiem. Co oznacza, że jednak będę musiała się udać po jakieś żywnościowe zakupy. Jakoś dziwnym trafem Mały jest zawsze głodny, szczególnie u nas albo u babci.

A za oknem? Za oknem pięknie.

Miało być…

… o tym jakie życie jest do dupy, jak to chwili spokoju nie doświadczam od lat, jak mam dość tego czego mam dość. Jeszcze wczoraj miało o tym być. Ale dziś rano zaświeciło słońce, przyszedł mróz, zjadałam pyszne śniadanie, a głos męża przez telefon miał weselsze zabarwienie. Nie umiem się zamartwiać kiedy nie pada deszcz.

Historia histerii.

Skąd ta książka znalazła się w moim domu? Nie mam pojęcia. Wpadła mi w ręce w trakcie przeprowadzania biblioteczki. Ponieważ mam ambicję, aby wszystkie książki w moim domu były przeczytane, zaczęłam ją wczoraj. Już wiem, że jej nie skończę. Załamałam się przy cytacie Platona

Ci z osobników męskiego rodzaju, któzy byli tchórzliwi i wiedli zły żywot, przeobrazili się prawdopodobnie w drugim pokoleniu w osobniki żeńskie

on-line.

Od godziny nadrabiam dwutygodniowe zaległości. Cieszę się, że „już” mam ten cholerny internet.

Odwyk w toku

TPSA dziś definitywnie odmówiła przeniesienia telefonu i neostrady w nowe miejsce. Czas udać się po internet do kablówki. A póki co odwyk w toku. (poza telefonem idąc ;))

Napaliłam…

… w kominku, ostatni raz. Pakuję książki, naczynia, z niecierpliwością czekam na jutro. Bez żalu opuszczam ten dom. Nie polubiliśmy się zanadto.

Po pierwszej wizycie…

… w Domu Dziecka (wizycie u dzieci) jestem dobrej myśli. Dwie godziny minęły nie wiadomo kiedy i jak, gdzieś pomiędzy matematyką klasy 4 i nauką kolorów czteroletniego chłopca. Jeszcze tylko państwa-miasta (uwielbiam tę grę) i do domu. Żal wychodzić. Przy bramce 13-latka dzwoni do koleżanki: jestem już pod Twoim bidulem, wychodź!

Wieczorny…

… spacer z psem zmusza do ruchu. Czasem mniej, czasem więcej. Wilanów sprzyja długim spacerom, obejście całego miasteczka zajmuje 2-3 godziny. Kilometrów można zrobić kilka albo nawet kilkanaście dochodząc do Pałacu. Po drodze zakupy na śniadanie. Kilka spotkań z zaprzyjaźnionymi psami, chwila na brykanie i szaloną zabawę.

Co robię…

… w pierwszy długi weekend nowego roku? Haha, nie nie odpoczywam, nie nie opycham się, nie nie piję z przyjaciółmi… Robię to do czego się urodziłam: przeprowadzam się! W związku  z definitywną( o my god, czy to naprawdę!) wyprowadzką do Warszawy postanowiliśmy przeprowadzić się do naszego mieszkanie w centrum, a klucze od domu zostawić Pani Pośredniczce. Efekt tych postanowień jest taki, że dom został ogołocony z dywanów i gabinetu, który wylądował już w mieszkaniu. Sypialnia pojechała do renowacji do stolarza, w sobotę oddadzą ją na mieszkanie –  a my póki co śpimy na materacu, ale za to przed kominkiem ;).  W środę w mieszkaniu zamontują kablówkę oraz firma przeprowadzkowa przewiezie kartony z książkami, naczyniami, obrazy i pralkę – reszta może zaczekać, przynajmniej póki nie ma klienta na dom. Za tydzień, może dwa kolejna przeprowadzka, tym razem już w Warszawie. Nowy pracodawca męża zafundował nam większe mieszkanie (tzn. opłaci najem), a zetem nasze oddamy w wynajem a sami pójdziemy na większe. Mieszkanie mamy już upatrzone, szukamy jeszcze drugiego miejsca parkingowego, bo bez tego się nie da. Kiedy pojechaliśmy oglądać to mieszkanie 20 minut szukaliśmy miejsca i zostawiliśmy w końcu samochód na zakazie.

A Wy? Co robicie w tak pięknych okolicznościach pogody?

Mam taką…

… przypadłość, że jak tylko sobie pomyślę: uff, to teraz nastanie chwila spokoju zawsze, ale to zawsze problemy zaczynają się piętrzyć. Wczoraj ułożyły się w taką górę, że bez dynamitu nie ruszy… Ratunku!

Pierwsza wizyta…

… w domu dziecka za mną. Dziwnym mi się wydaje, że Pani o nic mnie nie pytała. Może wzbudzam zaufanie, a może oceniła mnie, że odpadnę po pierwszym spotkaniu ;). W poniedziałek idę na pierwsze spotkanie robocze na 16. Generalnie czas dla wolontariuszy to 16.00 do 18.00 kiedy to dzieci po powrocie ze szkół i obiedzie mają czas przeznaczony na odrabianie lekcji. Trzymajcie za mnie kciuki ;).

W walce…

…  z wtrącającą się do mojego życia nudą, poczuciem niespełnienia i ewidentnym marnowaniem czasu poczyniłam dzisiaj następujące kroki:

po pierwsze: zgłosiłam się na wolotariuszkę w Fundacji Przyjaciółka, choć odpowiedź na pytania:

Zapytaj siebie…

  • czy lubisz przebywać z dziećmi?
  • czy jesteś cierpliwy i wyrozumiały dla dziecięcych problemów?
  • czy masz czas i energię, które możesz spożytkować na rzecz dzieci z domu dziecka?
  • czy jesteś w stanie zaakceptować i podjąć współpracę z personelem domu dziecka?
  • czy jesteś gotów pomagać dziecku, być może zaniedbanemu, choremu, niepełnosprawnemu umysłowo lub fizycznie, niedostosowanemu społecznie lub z problemami emocjonalnymi?
  • czy potrafisz poradzić sobie z postawami roszczeniowymi wychowanków domu dziecka?
  • czy jesteś gotowy uczciwie przedstawić dziecku sytuację, że będziesz mu pomagał tylko jakiś czas i nie będziesz z nim na zawsze?
  • czy poradzisz sobie z rozstaniem po roku czy po kilku latach?

nie była łatwa.

po drugie: zgłosiłam się na wolontariuszkę w Stowarzyszeniu Mali Bracia

po trzecie: napisałam list z ofertą współpracy do ośrodka adopcyjnego, do którego chodziliśmy na zajęcia.

Mam nadzieję, że ktoś mnie będzie potrzebował, ja ich potrzebuję bardzo, bardzo mocno…

 

No to…

… się zaczął początek końca, a dokładnie końca trzydziestki. Już za rok i jeden dzień będę mogła bez zbytniego nadużycia patrzeć w lustro i mówić sobie witaj rycząca czterdziestko. I będę ryczeć z tej okazji – głośno!

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: