Plan Na Piątek.

Po pierwsze: upiec placek drożdżowy. Po drugie: zrobić klopski w sosie pomidorowym. Po trzecie: upiec 10 kotletów schabowych. Po czwarte: przygotować koszyk z alkoholem, popitką. Po piąte: zakupić dwa chleby, kiełbasę na ognisko i pomidory na sałatkę. Poczekać za Panem Mężem, zapakować wszystko do auta i fiu… Bory Tucholskie czekają. 9:57 Niestety nie udało mi…

Po pierwsze: zacznij marzyć.

Nie ma innego sposobu na spełnienie marzenia jak wymyślenie go. Pokochanie całym sercem, oddanie mu swoich myśli i żywotności. Kiedy mamy za sobą ten banalnie prosty i jednocześnie heroiczny akt reszta jest małym piwkiem. Nawet nieświadomie codziennie robimy coś by być bliżej spełnienia. Dokładamy puzelek do układanki. Jeśli myślicie, że marzenia spełniają się same za…

Grzybobranie (again).

Tym razem się udało. W niecałą godzinkę zebrałyśmy pół koszyka. Na dzisiejszy obiad wystarczy i może do octu dam te małe. Pewnie mały słoiczek wyjdzie, ale to nie szkodzi. Ważna radość! Wszędzie trąbią, że z grzybami siego roku będzie ciężko, pewnie mają rację. Mało pada, ale ja nie narzekam, ja kocham złotą polską jesień.

Franczyza.

Można lubić albo nie. Są plusy i minusy. Ale to wszystko pikuś. Najdziwniejsze jest pisanie listu motywacyjnego do franczyzodawcy. Bo i jaki motywy mogą mną kierować. Chęć zysku i to chęć szczera, co tu jeszcze dodać… farmazony o misji społecznej, o ekologii i jakości? Pierdoły. Ale w końcu coś tam napisałam, mam nadzieję, że nie…

Następny wpis

patrzę w lustro myśli mkną szczotkując zęby ze zdziwieniem odkrywam zanik pragnień popatrzę jeszcze jeszcze chwilę postoję może znajdę jakąś myśl swoją *”Las tres esfinges de Bikini” Salvador Dali

Idzie.

Zima. Na dworze 15 stopni, o 6 rano ciemno prawie.

Nie mogła.

Się nadziwić, po jaką cholerę Pańcia pali w kominku i zamyka wszystkie drzwi. Kiedy znalazła się w łazience już wiedziała o co chodzi. Nawet się nie broniła. Mycie? Proszę bardzo. Odżyweczka! Będę grzeczna. Suszarka? Kocham ją po zimie. Grzebień? U C I E K A J! A ja nie mogę się nadziwić, jak Pani Fryzjerka…

Spontanicznie.

Się wzięłam w niedziele i razem z Panem Mężem przyjechałam do Warszawy. Ale… ale od jutra do końca tygodnia go tutaj nie będzie. Ot, moje szczęście. Można z psa pociągiem w pierwszej klasie?

Gdybym tak?

Napaliła w kominku, byłoby to przegięcie? Zimno mi jakoś.

Pojechałam.

Do lasu sprawdzić czy są grzyby. Już wiem. Nie ma.

Ale jestem

z siebie dumna. Pani brała prysznic, a ja wymyśliłam nowa zabawę.

Jedno oko.

Za nami, wczoraj odbyła się operacja. Magia operacji oczu polega na tym, że zanim zaczniesz się bać już jest po. Dzisiaj o 15.00 wizyta kontrolna, zdjęcie opatrunku i mama będzie już widziała. Drugie oko 10 października. Pan Mąż w Gdańsku, Adaś na górze ćwiczy gaworki i kopanie łóżeczka, o 10.00 przychodzą klienci na dom, a…

Z niecierpliwością…

… czekam na hasło „skończyłem, pakuj się jedziemy do domu„. Co prawda cały weekend gości będziemy mieć z 3-miesięcznym potomkiem (ratunku!), ale damy radę jak zawsze. W najgorszym wypadku zostały trzy miesiące Warszawy!