na zachodnim…

… niebie pojawiło się słońce. Nic to, że za chwilę zgaśnie za horyzontem. Przyniosło nadzieję. Odegnało złe sny. Przedwczoraj śniło mi się, że Pan Mąż wiózł mnie i żonę swojego brata i tak się na nas wściekł (nie wiem dlaczego?!), że szukał nas z bronią po całym mieście, kiedy udało nam się uciec z auta.

Wam też się śnią takie obłędne rzeczy?

wkurwiła mnie baba…

… setnie, tysięcznie a nawet milionowo. Klienci na dom przyprowadzili jakąś kuzynkę architektkę, tudzież projektantkę. A ta jak zaczęła się wymądrzać, to do dupy, tamto do dupy i jeszcze tamto do dupy. Myślałam, że jej przywalę. Żałuję, że nie spytałam o nazwisko obejrzałabym jakieś jej dzieło i wystawiła odpowiednią laurkę. Oburzające było jej zachowanie. Rozumiem, że chcieli zbić cenę, ale można to było zrobić z klasą, a nie przyprowadzając mi tu przekupę z targu.

urocze przedpołudnie…

… z koleżankami z podwórka i ich dziećmi. Po ich wyjściu zrobiło się zbyt cicho i zbyt smutno. Napaliłam sobie w kominku, obejrzałam Jak wytresować smoka i przytulona do Małej Pierdoły zasnęłam na 40 minut. A teraz? Teraz czekam na Pana Męża (raczej dzisiaj przyjedzie) i planuję…

wydawało mi…

… się, że mam tylko kilka margerytek w ogrodzie. Nic bardziej złudnego. Postanowiłam dziś je poprzycinać, bo przekwitnięte pąki nie wyglądają romantycznie. Czego się nauczyłam przy okazji?

  • Matka miała rację, mówiąc jak Ci zimno, weź się za robotę, to się rozgrzejesz – płonę!
  • Zakładaj rękawiczki, bo nigdy nie wiadomo kiedy przetniesz sobie palec sekatorem albo nadziejesz się na jakiś cierń (cierń abstrahując od margerytek oczywiście).
  • Kosz na śmieci mamy zdecydowanie za mały do takich operacji.
  • Kiedy zrobisz coś własnymi rękoma cieszy szczególnie, nawet niewielka rzecz.

joga, to chyba…

… jest coś co mogę polubić (w przeciwieństwie do aerobic’u). Dlaczego? Przede wszystkim cisza i skupienie, bez jazgocącej muzyki w rytmie techno (której szczerze nie znoszę). Wszystko przemyślane, bez zbędnego i natarczywego wymachiwania kończynami. Dziś byłam pierwszy raz, w czwartek idę ponownie. Może się zaprzyjaźnimy 😉

przede mną…

… wiele ważnych wydarzeń, o których pisać nie można tudzież nie należy. W każdym razie ze zdrowiem lepiej, leki homeopatyczne rozwiązały problem. Tak jak gdyby nie można było od nich zacząć. Nazwy zapisane, następnym razem (oby nie było okazji) wyleczę się sama.

Pan Mąż dopiero dziś rano wyjechał i doszliśmy do wniosku, że gdyby piątki mógł spędzać już w domu i wyjeżdżać dopiero w poniedziałek rano, to wcale nie byłoby tak źle.

Najważniejsze! Przestało padać  pojawiło się słońce ;). A u Was?

ku zaskoczeniu…

… mnie samej – zakwasów brak. Za to infekcja powróciła ze zdwojoną siłą, nie spałam pół nocy próbując opanować kaszel. Ciekawe jak sobie Pan Doktor poradzi, kuracja visanne wyklucza antybiotyki.

A i jeszcze jedno, to na czym byłyśmy wczoraj nic wspólnego z hula hop nie miało, moja przyjaciółka tylko sobie tak na to mówi, żarcik taki. Ale ćwiczenia w takt ohydnej, irytującej muzyki nie były takie złe. Choć wymachując kończynami w towarzystwie innych ludzi czuję się nieco upokorzona i zdeprymowana. Nic to, Baśka, nic to. Dam radę.

 

słowo ciałem…

… się stało. Starsze Panie po burzliwych naradach postanowiły ruszyć dupki. Dziś pierwsza wyprawa na aerobik z hula-hop. Co nas nie zabije to nas wzmocni. Plan jest taki, aby miejsce to wizytować dwa razy w tygodniu. Póki co kupujemy karnet na 20 wejść, bo promocja do 20 lipca, a potem się zobaczy.

kłębią się myśli…

… w głowie, bo i gdzie indziej miałby to robić. Po pierwszej tabletce zero efektów ubocznych, hurra! Oczekiwanie czegokolwiek po pierwszej dawce z osiemdziesięciu czterech jest nieco bez sensu, ale co mi tam, raz się żyje.

Weekend w toku, więc pogoda się psuje. Infekcja wirusowa od niedzieli nie chce się wyprowadzić, mimo wzorcowego stosowania się do zaleceń lekarskich. Gardło wciąż boli, ale gorączka minęła.

Też macie wrażenie, że lato w tym roku już się skończyło? Że pory roku się przesunęły?

Daisypath Vacation tickers

najlepiej wydane…

… dwieście złotych ostatniego czasu. Poszłam wczoraj do mojej ulubionej Pani doktor, sama wizyta trwa zwykle około 15 minut i nie jest szczytem marzeń żadnej kobiety, ale… ale wczoraj okazało się, że od roku stosuje się lek, który powinien mi ulżyć w cierpieniu! O 12.00 odbieram go z apteki… mam nadzieję, że zadziała u mnie równie dobrze, jak u innych. Lek leczy przyczynę, a nie skutki, więc efekt powinien być trwały.

za sprawą Jarocina…

… od samego rana po raz milion sto dwudziesty ósmy dałam się wciągnąć w dyskusję o komunie. Moja fejsbukowa znajoma oburzyła się, że w dzisiejszym Jarocinie wespół w zespół  dawne gwiazdy i funkcjonariusze mo i sb bawią się razem. No cóż, znak czasów.

Mnie oburza fakt, że małolaty zupełnie bezceremonialnie ferują wyroki, kto jaki był na podstawie jednej etykietki. Nie dotyczy to tylko komuny, ale wszystkiego co było przed. Sama taka byłam? Być może, choć zawsze miałam zdolność spoglądania na wiele aspektów zjawiska.

Myślę, że dość jednoznacznie możemy określić co było, a co nie było złe w naszej historii. Można wyrzekać tych co byli w aparacie władzy od czci i wiary, ale to nie zmienia faktu, że każdy system działa tak samo. W każdym jest aparat władzy, każdy aparat władzy rodzi nadużycia i bazuje na szczuciu ludzi jednych przeciwko drugim. Tak, bo ten z SB to też człowiek, jak ja, jak my wszyscy. Ja mam prawo się mylić, on też. Ja mam prawo do zmiany zdania, on też. Ja mam prawo oczekiwać przebaczenia, on też.

Im dłużej będziemy pielęgnować antagonizmy, tym dłużej będziemy skazani na wojny. Zastanawialiście się kiedyś co byście zrobili na miejscu jakiegoś SB-ka? Ela pisze, ja mam kręgosłup, tak mnie wychowano. Wierzę, że dziś odpowiedź na to pytanie jest prosta. A gdyby za bycie SB-kiem mogła uratować matce, ojcu, bratu, swojemu dziecku życie? Odpowiedź jest już trudniejsza?

A co zrobiłabym na miejscu Sendlerowej? Czy dałabym radę? Gdyby każdy mój ruch był wyrokiem śmierci nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich, których kocham? To nie są łatwe odpowiedzi. Trzeba wziąć pod rozwagę miliony czynników, których dziś nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.

Co będzie jeśli za kilka lat będę musiała oddać bratu nerkę?

Wychowano mnie tak, że wiem: nie zabijaj, nie czyń drugiemu co tobie nie miłe, mam kręgosłup moralny i nie uginam się, ani nie unikam ponoszenia konsekwencji skutków moich decyzji, ale czy na pewno oddam bratu nerkę?

od wieków marzyłam…

… o Alpach latem. W tym roku postanowiliśmy drugi tydzień wakacji spędzić w Austrii, w dolinie Zillertal. Mimo wielu atrakcji tego regionu niewiele zobaczyliśmy. nasz błąd polegał na zabraniu tam 5 dzieci, w większości zbyt małych na wędrówki. Nic straconego w sierpniu wybieramy się tam ponownie, tym razem lepiej przygotowani.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: