od dwóch…

on

… dni chodziłam trochę struta. Nie mogłam znaleźć aparatu. Pamiętałam, że był w aucie na podłodze, za tylnim siedzeniem (żeby złodzieje nie wypatrzyli). A potem zniknął gdzieś w pomroku dziejów. Bez paniki, pomyślałam, może jest w Warszawie. Delikatnie w półsłówkach odpytałam Pana Męża, tak aby nie wywołać tyrady na temat poszanowania własności. Niestety nie widział go nigdzie. Zaczęło się intensywne myślenie. Co po czym następowało, czy auto było  myjni, czy w serwisie, kto do niego wsiadał i jak zostało przygotowane do wyjazdu na narty. Bingo! Kontenerek, w którym czasami wozimy Małą Pierdołę, w środku torba z jej skarbami i… oczywiście aparat! Małe a cieszy… euforyczne szczęście pewnie potrzyma mnie jeszcze do jutra ;).

6 Comments Add yours

  1. kasia says:

    jak to się mówi? diabeł ogonem przykrył?:) dobrze, że się znalazł, mój w naprawie, po podróży samolotem, stłukło się lusterko ze środka, jakim cudem? 😉

    1. eulalia87 says:

      kosztowna taka naprawa?

  2. graforoman says:

    Ja tak mam po imprezach. Pierwsza myśl – gdzie aparat. 🙂

    1. eulalia87 says:

      😉

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s