31-01.2011, zagubione-znalezione.

Nie, żebym musiała znowu powiedzieć a nie mówiłam. Portfel oczywiście się znalazł, ale kiedy pytałam czy nie upchał go gdzieś w swoim pedantycznym amoku, to robił mi awanturkę. Jutro powinnam go mieć u siebie, uff… Zwłaszcza, że w środę rano jedziemy w góry. 
W weekend znalazłam klienta na moje auto. Dlaczego? Ponieważ w sobotę odkryłam przecudne auto, które muszę mieć, a jeśli muszę, to trzeba znaleźć fundusze.
Zapytałam Pana Męża znienacka w piątek, co jeśli zgodzę się na in vitro. Bez entuzjazmu odrzekł, że jeśli swoje to on się zgadza na dziecko. W niedzielę, nie wytrzymałam ciszy w tym temacie i zapytałam ponownie. On na to, że tak i oczywiście, że by chciał, tylko nie chce na mnie naciskać. Sądzę, że on po prostu nie chce mieć dzieci i całą odpowiedzialność za ten fakt chce przełożyć na mnie. 
Pytanie jest następujące, czy ja na pewno chcę mieć dzieci aż tak, aby odważyć się na in vitro z pierwszym dzieckiem w wieku 38 lat? Nie umiem na nie odpowiedzieć.

29-01-2011, sierota jestem.

>

Dokumenty nie odnalazły się w domu. Zniknęły na dobre. W poniedziałek czeka mnie wizyta w wydziale komunikacji i w urzędzie miasta celem wyrobienia nowych. Najgorsze jest to, że w środę wyjeżdżam z przyjaciółką i jej dziećmi na krótkie ferie. Nie będę mogła prowadzić, chyba, że dostanę jakieś zaświadczenie z urzędu (o ile to w ogóle możliwe).
A póki co sandacz pod szpinakiem i pierzynką z mozzarelli dochodzi w piekarniku :).

28-01.2011, podsumowanie tygodnia.

Po pierwsze: w sprawie przeprowadzki nadal nic nie wiadomo, wyjaśni się raczej pod koniec przyszłego tygodnia.
Po drugie: Mała Pierdoła zeżarła wczoraj maść na łojotokowe zapalenie skóry, w efekcie czego Pan Mąż miał atak paniki, przemiły doktor Mikołaj zaaplikował małej zastrzyk i jakieś tabletki na wchłanianie toksyn. I dziś już wszystko ok.
Po trzecie:  śniło mi się dzisiaj, że zgodziłam się na invitro…

27-01.2011, mała (dręcząca) myśl.

>

Dopadała mnie wczoraj wieczorem. Powinnam dla własnego dobra się rozwieść. Małżeństwo wpływa rozleniwiająco na człowieka, a w zasadzie nie małżeństwo tylko dobrobyt. A może nie dobrobyt, tylko ta łatwość scedowania problemów, w tym zarabiania pieniędzy, na tę drugą osobę.
Jakiby tu cel w życiu sobie znaleźć, co byłoby warte wysiłku?

26-01.2011, załatwiłam się…

… na cacy. Nie mam ani dokumentów, ani kart, ani dowodu rejestracyjnego auta. Hope, portfel został w domu. Skutek jest taki, że do piątku pozostają mi tylko spacery z małą pierdołą. Skleroza nie boli… a szkoda.

25-01.2011, smaki dzieciństwa.

W latach osiemdziesiątych kupno czegokolwiek poza obrzydłym blokiem czekoladopodobnym lub andrutami od prywaciarza graniczyło z cudem. Dlatego mój tata (a może to babcia) wymyślił taki przepis:

  1. na patelni rozgrzej nieco tłuszczu (oliwa lub margaryna, jak kto woli)
  2. połóż dwie kromki chleba i obsmaż na złoto pilnując, aby się nie przypaliło
  3. przełóż na talerz, posmaruj powidłami albo zwyczajnie posyp cukrem.
  4. zjedz z apetytem!

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ wcinam dziś na śniadanie smażonych chleb z powidłami :).

24-01.2011, Warszawa – again.

>Niestety pada śnieg. Niestety ponieważ, w aucie warszawskim nadal są letnie opony i muszę pojechać wymienić. Jutro jedziemy oglądać kilka działek i domów. Będzie wesoło ;).

23-01.2011, moce super psa.

>

Dziś są wyraźnie nadszarpnięte. Po wczorajszym popołudniu z labradorką spałą jak zabita, a dziś na spacerze ani razu nie włączyła pędu super psa. Spokojnie obeszłyśmy osiedle i jeszcze spokojniej wróciłyśmy do domu. Szczęsliwie powrócił mrozik. Powietrze jest rześkie i świat wydaje się lepszy.

21-01.2011, nie zgadzam się!

>

Nie i już. Nie widzę żadnego powodu dla którego z mojej żałosnej emerytury miałbyć wypłacone odszkodowania rodzinom „katyńskim”. Bo i dlaczego? Wypadek jak miliony innych. Dlaczego oni akurat mają dostać więcej niż zasiłek pogrzebowy z zusu i odszkodowanie z pzu? Innym wystarcza, a im nie? Dlaczego? Teraz każdy kto zginie w wypadku dostanie ćwierć miliona rekompensaty?

20-01.2011, pracowicie…

>

… spędziłam dzień, załatwiłam milion różnych spraw, ale największą niespodzianką dnia był telefon w sprawie sprzedaży domu. Och! Gdyby tak udało się załatwić to szybko.

19-01.2011, dlaczego?

>

09:05 Te cholerne drukarki nie chcą drukować??
11:45 Drukarka nadal nie chce drukować, ale mam ją gdzieś…  Wczoraj w amoku poduszkowym znalazłam fajną instrukcję na uszycie poduszki, z serii łatwa prosta i przyjemna.
  1. Zmierz dokładnie wszystkie boki poduszki i dodaj po 4 cm do każdego wymiaru na margines szwu. Rozłóż materiał i zaznacz na nim przy pomocy linijki i kredy wymiary poduszki.
  2. Wytnij kawałek na wierzch poduszki według zaznaczonych wymiarów. Na spód potrzebne będą dwa kawałki materiału. Każdy z nich powinien mieć połowę długości dłuższego boku z dodatkiem 5 cm, a krótszy bok powinien być równy z pobranym z poduszki wymiarem. (uwaga jeśli będzie tylko 5 cm trzeba zrobić zapięcie, bo  widać poduszkę w środku)
  3. Podwiń brzeg lub oprzyj pionową krawędź obu wyciętych kawałków, które przeznaczone są na spód. Kawałek materiału przeznaczony na wierzch poduszki złóż z jedną częścią przeznaczoną na spód prawą stroną materiału do środka. Zszyj oba kawałki wzdłuż wszystkich boków z marginesem około 1,5 cm.
  4. Do tak przygotowanej całości doszyj w ten sam sposób drugą część spodu. Rozprasuj powstałe szwy, a nadmiar materiału w rogach poszewki ponacinaj.
  5. Przewróć całą poszewkę na prawą stronę i rozprasuj. Do tak przygotowanej powłoczki możesz włożyć poduszkę.

Zamówiłam jeszcze wczoraj książki 

15:48 Nadal nie wiem dlaczego te cholerne drukarki nie chcą drukować. Robi się niewesoło. Trąci mi format c:/s.

18-01-2011, idzie wiosna?

>

08:14 Trochę szkoda. Dobrze się czułam w mroźne dni. Polubiłam zimę. A teraz szaro, buro i ponuro. Idzie wiosna? Deszczem?
09:13 Blog Koronki tak mnie zauroczył, że postanowiłam pożyczyć od mamy maszynę. Czy coś z tego wyjdzie? Być może. Jeśli uda mi się odkopać gdzieś umiejętności, które zatraciłam będąc jeszcze nastolatką.
13:53 Matka zawsze mi mówiła: zimno Ci? weź się za robotę! Mogłabym dziś sparafrazować jej powiedzenie. Smutno Ci, rusz dupę! Maszyna przywieziona. Zakupione próbne(czytaj tanie) materiały na próbne(czytaj nieudane) zadania. Nawet od dawna poszukiwane puszorki dla psa do wpinania w pas samochodowy zakupione! Jedynie do nadzoru budowlanego już mi się nie chciało. Jutro to załatwię. Ale największym bonusem dzisiejszego dnia to paczka pierogów domowych przywiezionych od mamy ;).
17:17 O zgrozo! Zszyłam 5 centymetrów boku poduszki i złamałam igłę. W sumie chodziło mi po głowie wcześniej, aby nabyć stosowny zapas, ale jakoś nie wdrożyłam tego w życie. Pozostaje mi czekać do rana i udać się do pasmanterii.
20:41 Pomyślałam: może skoczę do oszą. Skoczyłam, nabyłam igły, powalczyłam z maszyną i… oto ona.
Kompletnie mi do niczego nie pasuje, ale test zaliczony. Jak już byłam w oszą skoczyłam jeszcze do lerła i tam nabyłam trochę materiału. Mam już poduchę skrojoną, więc trzymajcie kciuki!
21:49 A ta już mi się przyda ;).

17-01.2011, uświadomiłam sobie…

>

… z całą bolesnością tego faktu. To nie jest tak, że jeszcze wszystko zdążę, na wszystko mam czas, a życie przede mną. To nie jest tak…
14:31 Porobiłam zdjęcia, wystawiłam ogłoszenie o sprzedaży domu. Teraz tylko czekać. A moment nie najlepszy. Podobno rynek nieruchomości wciąż w dołku. Poprzedni dom sprzedałam w dwa tygodnie od wystawienia, tym razem aż nie śmiem marzyć, że sprawa zamknie się w ciągu miesiąca.

14-01.2011, lady jogging.

>

08:44 Jeszcze przed siódmą, zaraz po wyekspediowaniu Pana Męża do pracy idziemy z Małą Pierdołą na spacer. Dziś Lady Jogging postanowiła nas staranować, nie wiedzieć dlaczego. Postanowiła również staranować rozpędzonego busa, który jakimś cudem zatrzymał się metr od niej. Gdyby była taka pogoda jak wczoraj, tzn. ślizgaweczka poranna, nie przeżyłaby tego spotkania. Swoją drogą co skłania ludzi do wtargnięcia na jezdnię bez wcześniejszego rozejrzenia się? Tym bardziej, że słuchawki na uszach skutecznie zapewne wyciszają odgłosy nadjeżdżających samochodów?
21:09 Pogoda nie była dziś łaskawa dla podróżujących. 5,5 godziny.

13-01.2011, warszawski czwartek.

>08:55 Powinnam dziś zwolnić jedną taką. Ale nie mam nastroju. Zrobię to w przyszłym tygodniu. A właśnie ogłoszenie na nową taką trzeba dać.

14:17 Smutno mi.
18:30 Łez kilka uroniłam przy truskawkowym winie.

12-01.2011, polegać na …

>

14:49 Umówiłam się w poniedziałek, że dziś o 14.00 przyjedzie Pan do Sprzątania Zrobi co trzeba + okna. Czekam i nic, nawet zadzwonić się nie chce, że nie przyjedzie. Wydawałby się, że ciężko o pracę i pieniądze w tym kraju. Czasami mam wrażenie, że nie.
16:20 Szybki prysznic, laryngolog wizyta u przyjaciół… bardzo ważne spotkanie Pana Męża przesunięte na 17.00 – oboje mamy podobne odczucia w tym temacie. Myślę, że nic z tego nie będzie i zamieszkamy na stałe w Warszawie. Pooglądałam wczoraj większe mieszkania. Jedno nawet dość atrakcyjne.

11-01.2011, mała pierdoła.

>

09:59 Mała pierdoła chora. O drugiej w nocy zażądała spaceru. Wstałam i poszłam, na całe szczęście, gdyby zrobiła to w domu byłaby masakra. Wymioty i takie tam. Byłyśmy już u lekarza, ścisła dieta, dwa zastrzyki, 2 tabletki i będzie dobrze. Nie służy jej buszowanie po warszawskich trawnikach?
12:51 Mała Pierdoła głównie śpi. Jak śpi to zdrowieje, i hope. Nie mam sumienia zrobić sobie czegoś do jedzenia kiedy ona głoduje.

10-01.2011, warszawski poniedziałek.

>

10:39 Spraw do załatwienia wiele, ale plan ich wykonania lekko się rozsypuje. Po pierwsze o 13:00 z psem do fryzjera. Po drugie jutro do Wyszkowa, potem odebrać Panią Katarzynę z dworca, a następnie spotkać się z kilkorgiem znajomych w susharnii celem celebracji własnych urodzin. Pana Męża oczywiście nie będzie, ponieważ akuratnie ma spotkanie we Wrocławiu (i po co ja się w tej cholernej Warszawie męczę?). W środę laryngolog, w czwartek upc. Totalna rozpierdułka. A jeszcze majstra od okien zamówić trzeba i jakąś panią do sprzątania. A może sama posprzątam? Hahaha jakoś nie widzę tego w jasnych barwach, a Wy?
11:52 Lubię te momenty kiedy okazuje się, że jesteśmy razem nie bez przyczyny. Często robimy coś w tym samym czasie. Dziś się okazało, że w tym samym momencie Pan Mąż ogląda działki, a ja buszuję po portalu z projektami architektonicznymi ;).
14:49 Głodna jestem, czekając na psa zakupiłam kawałek ciasta. Nazywa się pijana wiśnia, mam nadzieję, że ja nie będę pijana po spożyciu rzeczonego kawałka. Teraz czekamy za panem elektrykiem, który przyjedzie naprawić co nieco w sypialni. A pan od okien szczęśliwie już był, zanim pojechałyśmy do fryzjera.
21:53 Przytulę się do psa i pójdę spać. Dobry plan?

09-01.2011, sąsiedzkie pogaduszki.

>

09:31 Wczoraj wieczorem na spacerze spotkałam sąsiada. Opowiedział mi o planach gminno-deweloperskich wobec naszego osiedla. Niebawem ma powstać kilkanaście szeregowców tuż za domem słynnego piłkarza. Ochrona ma zniknąć, bo drogi oddano już gminie. Nie są to dobre wieści. Mieszkamy tu niecały rok. Mieliśmy nadzieję pomieszkać tu jeszcze z 9 lat. Ale wszystko składa się przeciw. Może czas przestać się oszukiwać i nabyć w większe mieszkanie w Warszawie, i wynieść się tam na dobre (czytaj do emerytury). W każdym razie od wczoraj szukamy działki, przygotowujemy dom do sprzedaży i myślmy intensywnie co dalej. We wtorek Pan Mąż ma poważną rozmowę o pracę, która w znacznej mierze ukierunkuje nasze decyzje. A zatem w sprawie przeprowadzek wszelakich: byle do środy!
18:45 Warszawski tydzień właśnie się zaczął. Długi będzie, niestety.

08-01.2011, urodziny…

>10:05 … można uznać za udane, nawet jakieś małe hulańce doszły do skutku. Ostatni goście właśnie odjechali. Można położyć się spać.

13:58 Nie cierpię dnia po. Zawsze jest  rozbity.

20:53 Familia przespała cały dzień ;).

07-01.2011, nerwówka z samego rana.

>

10:41 Tak to jest kiedy robi się kilka rzeczy naraz (mężczyźni nie znają tego, są jednowątkowi). Rozmawiam na gg i przez telefon, czytam umowę z tesco i drukuję zamówienia. Efekt? Trzy zamówienia usunięte zamiast wydrukowane. Mały zawał, na szczęście całkiem niedawno dorobili opcję dziennika zdarzeń a w niej (co za niespodzianka) opcję przywracania. Dzięki Matko Ziemio za informatyków ze zdrowym rozsądkiem!
Dziś mała imprezka karnawałowo-urodzinowa. Czekają mnie zakupy, trochę gotowania i, jestem pewna, trochę dobrej zabawy. Lubicie swoich przyjaciół? Ja bardzo, choć nie umiem im tego okazać. Szczęśliwie są ze mną tak długo, że wiedzą kiedy nie umiem powiedzieć tego co w głowie i sercu siedzi.
13:26 Zakupy zrobione, szynka piecze się w piekarniku, ciasto w drodze. Jeszcze mała wyprawa do kosmetyczki na manicure i regulację brwi. A potem świętowanie można zacząć. Hasłem imprezki jest c czerwonego. Bielizna się nie liczy, chyba, że ktoś wystąpi tylko w bieliźnie. Mam nadzieję, że uda się skłonić towarzystwo do tańców, choć największym przeciwnikiem jest Pan Mąż, bo przecież jak nasza cudna podłoga będzie wyglądała po swawolach?
14:03 Potrafilibyście jak Kolberger przez siedemnaście lat walczyć z chorobą? Ja chyba nie… gdyby niosła ze sobą ból i cierpienie poddałabym się. Jestem prawie tego pewna.
16:03 Dialog obojga małżonków:

  • kochanie, może podamy jedzenie w formie szwedzkiego? żeby ludziska nie rozsiedli się, przy stole?
  • mhm…. to Ty naprawdę chcesz tańce? NIE na naszej podłodze!

i po co ta dyskusja? Od kiedy w tym domu to nie ja decyduję? 🙂

6-01.2011, życie potrafi zaskakiwać.

>10:17 Wybieramy się na Weekend Pazury, choć osobiście wolałabym Opowieści z Narnii lub Tron. Nie macie wrażenia, że za dużo tych wolnych dni jest, człowiek nie ma co ze sobą zrobić.

15:33 Zamiast kina wyszedł obiad u mamy. Nic to, może w sobotę zobaczymy co inni zobaczyli już dziś. Zastanawiacie się czasem jak to będzie, kiedy nie będzie już rodziców? Czy uda się nadal spotykać z rodzeństwem? Czy nadal będziemy rodziną? Zwłaszcza, że dzielą nas dziesiątki kilometrów. Ja czasem się zastanawiam.
19:09 Błogie lenistwo przy herbatce, czekoladzie i kominku. W tle smarkanie Pana Męża, małą pierdoła piszcząca swoimi zabawkami a nawet Szansa na Sukces. Wiele oddałabym za taką codzienność. 

05-01.2011, czkawką…

>

… się czkają wielomiesięczne zaległości w księgowaniu. VAT kwartalny nie sprzyja systematycznej pracy. Stos faktur urósł do jakichś 15cm. Zupełnie niepotrzebnie zrobiłam upgrade systemu. Czkawka numer 2 – przy księgowaniu starego roku dla każdej pozycji ręcznie muszę zmienić stawkę VAT. A to już nie fajne.
14:59 Zaczyna prześwitywać blat biurka, niestety księgowanie zaprowadziło mnie do porządków z umowami, jak umowy to i akty notarialne, jak akty notarialne to i pity, i podatek od nieruchomości. Skazanie! Czy ktoś chciałby, mógłby mi pomóc?
18:20 Grypa nadjeżdża, czas ogarnąć trochę obejście. Nie cierpię zmywać.

05-01.2011, w tym roku…

>… grypa jeszcze mnie nie dopadła. Ale dziś nadjedzie, razem z zakatarzonym Panem Mężem. Szkoda mi go, ale z wiadomych względów wolałabym, aby właśnie dziś do domu nie wracał ;). Mam nadzieję, że chociaż pójdzie do lekarza i przywiezie jakieś stosowne medykamenty.

04-01.2011 kompot morelowy…

… taki maminy, zajadam dużą łyżką wprost ze słoika. Mam jeszcze jeden dzień na luksus bycia sobą. Pan Mąż powróci jutro z kresów. Bezmyślnie gapię się na canal+ coś o filmie fish tank. Wg nich i kogoś tam jeszcze całkiem dobry. Dawno nie byłam w kinie, a Wy? Ostatnio na Incepcji… której koncepcja całkiem mi się podobała mimo wielu niekonsekwencji. Lubię SF.

Powinnam coś zrobić ze swoim życiem. Początek roku daje nadzieję, że w tym roku coś na pewno coś się zmieni, że będzie lepiej, piękniej i radośniej. Ta nadzieja gaśnie gdzieś koło września. Po wakacjach nie ma już się złudzeń.

Rok za rokiem mija, jeden podobny do drugiego… po co żyć, kiedy wiadomo jak to się skończy? Po co się starać? Uczyć, walczyć o cokolwiek? Kiedy wiadomo jak to się skończy? Wiecie?

04-01.2011 zimno mi…

… mam wrażenie, że będę chora. A może to tylko psyche. W każdym razie dziś katuję się Santaną i Maria Maria. Słuchając tej piosenki z niewiadomych przyczyn czuję się piękniejsza i atrakcyjniejsza…

Photo by Robin Schreiner on Pexels.com

03-01.2011 może się…

… bardzo nie chcieć żyć, można mieć smutki, ale z psem wyjść trzeba. Wtedy zaczyna działać magia… Kiedy ta mała pierdoła w pełnym pędzie na lodzie traci jakąkolwiek zdolność do kontrolowania swojego ciała zaczynasz chichotać. Kiedy chichoczesz, mała pierdoła patrzy na Ciebie ze zdziwieniem o co chodzi, więc chichoczesz jeszcze bardziej, bo przecież zdziwiona pierdoła wygląda przezabawnie.

I nagle okazuje się, że życie nie jest takie złe, a powodów do radości całe mnóstwo. Dobrze, że mała pierdoła mieszka w moim domu.

03-01.2011 burza w szklance wody…

Mam dość. Miało być tak pięknie, wyszło jak zawsze. Miały być korzenie, stabilizacja a tu kolejna przeprowadzka zagląda w oczy. Ja naprawdę nie mam ochoty na przeprowadzkę do Warszawy. Stanowczy sprzeciw wyrażam wszem i wobec. Tyle, że nikt mnie nie słucha. Pan Mąż w pogoni za złotówką ma za nic rodzinę, dom, przyjaciół, a nawet psa.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: