chodziła…

… narzekała, zwlekała z wizytą u lekarza no to teraz ma.

Albo ostrzyknięcie epiduralne pod RTG miedzy 9 a 10 krąg, gdzie kawałek uszkodzonego dysku uciska na nerw. Jedyne 1500-2000pln lub rok czekania na nfz.

Albo operacja.

Uszkodzenia pierścienia włóknistego na poziomie L5S1

Powoli…

… do przodu.

Na cito przyjęcie do szpitala nadal się nie udało. Okazało się, że najpierw PET-CT, żeby określić stadium wznowy. Zapewne pomoże to podjąć decyzję, czy w ogóle warto hospitalizować, czy warto walczyć.

Nie oszukujmy się, ostania chemia prawie zabiła ojca a dziś jest 5 lat starszy i dużo słabszy fizycznie.

No nic, nie ma co gdybać trzeba czekać. Wbijamy w sobotę na badanie, później pewnie opis ze dwa tygodnie, wizyta u hematologa za kilka alb i kilkanaście nawet a w tym czasie będzie sobie powoli gasł. Nic na to nie poradzę. Powinnam się z tym pogodzić, jednak tak strasznie trudno jest odpuścić.

Poza tym… poza tym jest ok. Już we wtorek mam wizytę u ortopedy, tym razem z wynikiem rezonansu. I wcale „obrzęk szpiku kostnego” mnie nie przeraża, mam ważniejsze rzeczy na głowie niż jakaś pierdoła ze szpikiem. Zadanie dla lekarza brzmi: ma przestać boleć, najlepiej od zaraz.

Photo by Artem Saranin on Pexels.com

Konieczność…

… współpracy z publiczną służbą zdrowia kończy się najczęściej:

Kurwa, ja pierdole, co za debilzm, kurwa, kurwa, kurwa.

Wizyta w poradni hematologicznej na cito: kwiecień 2022.

Photo by Andrea Piacquadio on Pexels.com

Runda 3.

Wiem już dzisiaj, że będzie przegrana. Tak, czy inaczej.

Guzy w mózgu potwierdzone rezonansem, w poniedziałek PET i powrót na hematologię.

Jeśli będziemy leczyć, chemia go zabije szybciej niż choroba. Jeśli nie będziemy leczyć, choroba będzie zabijać dość wolno wyłączając kolejne połączenia nerwowe.

Nie ma dobrego wyboru.

I trzeba z tym żyć.

Photo by Pixabay on Pexels.com

Mieliśmy…

Jechać dziś z tata do Drezna na pogrzeb jego wuja. Nie pojechaliśmy.

1. Przedwczoraj zapomniał na kiedy umówił się do kosmetyczki, co jeszcze nie było takie niezwykle

2. Wczoraj, kiedy bratanica przywiozła go do mnie nie wiedział gdzie.

3. Dziś rano nie umiał trafić do windy

Pojechałam z nim do lekarza tak na wszelki. Skierowała nas na ostry dyżur na neurologie i tak kwitnę od kilku godzin w szpitalu

Tata ma za sobą tomograf, usg i kilka innych badań. Czekamy na wyniki. Pewnie kolejne kilka godzin.

Wydałam…

… 2500 na spodnie i kiecę, której poza jutrzejszym pogrzebem nie będę miała gdzie założyć.

Pojebalo mnie. Całkiem.

A wy, jaka głupotę zrobiliście ostatnio?

Pierwszy…

… rezonans za mną. Ciekawe kiedy wyniki będą.

Zrezygnowałam ze studiów. Ponad połowa zajęć on-online. Posiedzieć w domu przed monitorem to ja se za darmo mogę. Miałby być po to żeby wyjść do ludzi.

Jadę do pracy. Miłego dnia.

Jesień.

Jak co roku o tej porze roku. Żadnego zaskoczenia.

Nowe leki wciąż przynoszą nową jakość życia. Nie jest najlepiej, ale też nie jest i źle. To cieszy.

Na początku tygodnia skontaktowała się mną rekruterka z Anglii. Miałam cichą nadzieję, że oferta pracy będzie gdzieś poza Polską i da kopa do wyprowadzki. Niestety nie. Oferta dotyczyła tutejszego podwórka, Poznania dokładnie.

Zapytała mnie co dokładnie skłoniłoby mnie do zmiany pracy i nie byłam w stanie wymienić żadnego powodu. Tutaj mi dobrze. Mam swój mały projekcik, którego wartość wzrosłam do 96mln, zespół do 150 osób i co najważniejsze szefa, który się nie mnie boi. A jeszcze czasem zdarzają się miłe chwile, kiedy w przerwie spotkania wpadam biegiem do kuchni po kawę, a Roman strzela zza winkla ” ale super to prowadzisz”. To miłe chwile,.

Zastanawiam się czy we wcześniejszych firmach też mnie chwalili a ja nie byłam w stanie tego usłyszeć, czy rzeczywiście dopiero tutaj jestem gotowa na przyjmowanie komplementów, a dodatkowo są tutaj na tyle otwarci ludzie, że chwalą wprost.

Photo by Anastasia Shuraeva on Pexels.com

Nawyki…

… z dzieciństwa.

Ja mam taki, że jeśli w wędlinie jest choć milimetr białego tłuszczu to go wycinam.

Robiłam sobie kanapkę prze chwilą na śniadanie. Z polędwicą sopocką. Nie byłam w stanie powstrzymać tego odruchu, ani zmusić się do zjedzenia kanapki z tym czymś ;P.

Każdy z nas ma jakiegoś pierdolca, ja ma takiego. Jaki jest Wasz?

Photo by Kovacs Apor on Pexels.com

Jeden dzień…

… urlopu, żeby pójść do dentysty. Każdy pretekst jest dobry.

Wizyta u dentysty, w przeciwieństwie do wielu moich znajomych, nie budzi u mnie traumatycznych skojarzeń. Rzadko mam z nim do czynienia, pewnie dla tego.

Nowe prochy dają mi siłę, do bycia między ludźmi. W ubiegłym tygodniu spotkałam się ze „starymi” koleżankami. Mało tego sam sprowokowałam tę imprezę. Sushi spacer po mieście, drinek w knajpie ulubionych gejów w mieście. Powrót do domu również spacerem.

Prze chwilę mogłam/mogłyśmy poczuć się normalnie, jakby te dwa lata się nie wydarzyły.

Ogródki na starym pękały w szwach, muzyka, gwar, śmiech.

A dziś od rana poprawiam sobie nastrój w ten oto sposób ;).

@ivan___3

she is so cute and her confidence 👏 #fypシ #foryoupage #behal1 #kids♬ original sound – navi

Wybory.

Każdy z nas wybiera za siebie.

Koleżanka z pracy lat 42 zaszła w ciążę. Wybrała. Urodzi w lutym. Czwarte dziecko.

Podziwiam odwagę.

Photo by Henley Design Studio on Pexels.com

grzech…

… nie skorzystać ze światłej rady za 250 pln. Zaczęłam się zastanawiać co zrobić, żeby przełamać samotność.

W końcu wymyśliłam. Nic odkrywczego. Stosowałam to już nie raz. Zapisałam się na studia.

Poznam nowych ludzi, więcej będę chodzić (13 minut na pieszo od domu), czegoś się nauczę.

Photo by Alexandr Podvalny on Pexels.com

W trakcie…

… wizyty u psychiatry usłyszałam jedną z tych bezcennych rad, od których życie momentalnie staje się lepsze.

„Powinna Pani coś zrobić z tą samotnością”.

Ja pierdolę, co za odkrycie. Ile fakultetów trzeba skończyć i ile stówek wziąć za wizytę, aby dojść do poziomu udzielania tak światłych porad?

Pytam się: „Co? Co to jest to coś?”

Na to jak się domyślacie nie dostałam odpowiedzi.

Natomiast, po epizodzie z Luckiem, od czasu gdy go oddałam, rozważam przygarnięcie kota. Może zostawać sam na wiele godzin, podobno nawet dni. Potrzebuję kogoś/czegoś żywego w domu po powrocie. Żeby mi się chciało tutaj wracać, żeby chciało m i się cokolwiek, żeby było kogo/co przytulić.

Waham się. Kotu nie będzie tak łatwo znaleźć innego domu w razie porażki, a szczerze nie znoszę popełniania tych samych błędów.

Photo by Lucas Pezeta on Pexels.com

Pozbierałam się,

poskładałam do kupy.

Po wpisie w czerwca poszłam po rozum do głowy. Terapia, zmiana leków, naprawienie kręgosłupa, rozwiązanie zaburzeń hormonalnych pomogło.

Trochę to trwało. Jednak są pozytywne efekty.

Rano staje dbam o śniadanie i ostatnio złapałam się na tym jak przyjemne jest śniadanie i gorąca herbata.

Ostatnie dwa tygodnie spędziłam na wakacjach z rodziną. Pojechaliśmy ośmio-osobowym składem, 3 pokolenia. Pasowałam do nich, mniej więcej wstawaliśmy, szliśmy na śniadanie, na plaże, posiłki w tym samym czasie. Bez umawiania się i spinki. Dawno nie miałam takiego uczucia, że pasuję.

Opaliłam się. Znowu zaczęłam czytać. Chciało mi się rozmawiać. Postęp.

Photo by Ann H on Pexels.com

Żyję.

Mam się… no właśnie jak się mam? Nijak, to chyba odpowiednie słowo. I nie bardzo prawda.

  1. jestem wkurzona, że mój szef 4 osoby z 6 wypuścił na urlop w tym samym czasie
  2. jestem wkurzona, że mam nadprogramową miesiączkę po lekach hormonalnych
  3. jestem wkurzona, bo robota nie idzie jak powinna isc
  4. jestem wkurzona, bo przez awarie auta zabraknie mi pieniedzy w tym miesiącu
  5. jestem wkrzuona, bo tęsknię za Luckiem
  6. jestem wkurzona, bo spotykam się z żołnierzem
  7. jestem zadowolona, że leki hormonalne na okres przedmenopauzalny daja pozytywne efekty
  8. jestem zadowolona, że bede mieć w sierpniu 2 tygodnie urlopu
  9. jestem zadowolona, bo spotykam się z żołnierzem
  10. jestem zadowolona, bo projekt posuwa się do przodu
  11. jestem zadowolona, bo dostałam awans i podwyzkę
  12. jestem zadowolona, bo troche schudłam

Wróciłam do leków i na terapię. Kryzys chwilowo zażegnany.

Photo by Pixabay on Pexels.com

Zmęczyłam.

Się udawaniem. Udawaniem, ze życie mnie bawi.

Przekroczyłam dziś rano punkt krytyczny.

  • Szukam domu dla Lucka
  • Porządkuje papiery
  • Szukam instrukcji w necie

Deadline 30.06.

Arakis.

Czytaliście Diune Franka Herberta? Czuje się jak Fremenka na Arakis. Ale nie tej Paula Muadiba a na tej za Boga Imperatora. Już trochę zieleni, już trochę żyje się lepiej, już odchodzą do lamusa fanaberie obyczaje.

Jeszcze kiedy byłam dzieckiem była tutaj pustynia, daktyle, wielbłądy i Beduini.

Dziś kwitną kwiaty a wszechobecny żelbet rzuca cień.

Świat się zmienia. A ludzie nie uczą się niczego. Niewolnictwo w nowoczesnej odsłonie jest nadal niewolnictwem.

Diuna

Kwitnę.

Na opustoszałym lotnisku. Wylot dopiero o 15:00. Nie chciałam ryzykować późniejszego pociągu do Wawy. Zbyt duże ryzyko, ze jak wpadnę tutaj na ostatnia chwile tonpozwola mi się odprawić.

Lucek ma się dobrze u swoich tymczasowych opiekunów. Aż mnie wszystko boli, ze nie ma go ze mną. Nie potrafię sobie wyobrazić co czuja rodzice kiedy rozstają się z dzieckiem. To musi być chujowe uczucie.

Oby go oddali kiedy wrócę. Jeśli wrócę.

Powoli…

… zaczynam się pakować. W piątek wylot, no chyba, że wynik testu będzie nie halo. Osobiście się nie spodziewam. Wymarzony urlop. Bez komputera, z ograniczonym telefonem.

Photo by Alex Azabache on Pexels.com

Szczepienie.

Od kilku miesięcy chodziła i mówiłam, że się nie zaszczepię. Covid w listopadzie przeszłam bezobjawowo, gdyby nie wynik testu myślałabym, że to tylko migrena.

Cała moja rodzina przeszła bezobjowo, łącznie z ojcem (72) po chłoniaku ośrodkowego układu nerwowego i ciotką (73) ważącą 43 kg anorektyczką.

Ale…

Zapisałam się i zaszczepiłam, nie z obawy przed chorobą, a z chęci wyjścia z więźnia jakim jest maseczka, zakaz podróżowania, zakaz pracy w biurze pełnym zespołem, brak możliwości pójścia do fryzjera, na koncert, do kanjpy.

Im więcej nas się zaszczepi tym szybciej przestaną nas kontrolować.

Termin był bardzo szybki w sobotę w nocy (mocno w stanie wskazującym, na imprezie) zapisałam się już na piątek.

Zero jakichkolwiek objawów po szczepionce, poza delikatnym bólem ręki przy próbie spania na lewym boku. Dwójka moich przyjaciół podobnie. Ciotka podobnie. Jedyne co nas łączy wszyscy byliśmy chorzy.

Miała być astra-zeneka, był pfizer i szczerze.. szczerze to mi to w ogóle nie robi.

Photo by cottonbro on Pexels.com

I niby…

… wszystko dobrze, i niby wszystko pięknie.

Ocena roczna w pracy poskutkowała 30% podwyżką, nawet o nią nie prosiłam, co nie oznacza, że nie wezmę. Wezmę z przyjemnością.

Ogromny wysiłek włożony w prawie dok przygotowań do spotkania w ubiegły wtorek poskutkował zielonym światłem. Mogę wydać 80 mln złotych w pięć lat i zrobić projekt, który zmieni oblicze grupy kapitałowej w Polsce.

Po spotkaniu opadły emocje.

Po raz pierwszy do dłuższego czasu zabrakło mi kogoś z kim mogłabym poświętować. Nie, nie rodziny, przyjaciół, współpracowników, psa, tylko kogoś kto przez chwilę skupiłby się na mnie i mnie po prostu przytulił. Może nawet pocałował. Hahaha za daleko poszłam w tych marzeniach. Chciej mniej, mniej się rozczarujesz.

Czuje się taka bezwartościowa.

Znowu powróciły myśli żeby zajrzeć za balustradę i zobaczyć z bliska co jest na dole. Jakoś to ogarnę, to prawie pewne. Tyle, że chciałabym jakość zamiast jakoś.

A co u Was?

PS. dzisiaj idę się zaszczepić.

Photo by eberhard grossgasteiger on Pexels.com

Średnia…

…kroków ustabilizowała się na 12 tysięcy dziennie. Kręgosłup boli nadal.

Nie mniej Lucek wnosi w moje życie iskierkę bezcenną.

Wieki całe…

… tutaj nie zaglądałam. Jakoś nie było nastroju. Nie było tematu. Nie było chęci.

Ostatnio wydarzyło się kilka rzeczy, które mogę wyrzucić tylko tu. W realu jakoś nie ma do kogo.

Od rzeczy łatwiejszych.

  1. Lucek rośnie jak na drożdżach, zdrowy, wesoły, inteligenty. Dzięki niemu robię średnio 10tys kroków dziennie, w porównaniu do niecałych 3 tysięcy wcześniej. Na kręgosłup nie pomogło, jak bolał tak boli, mimo, że rehabilitant zalecał chodzenie. Na poczucie samotności i bezsensu pomogło bardzo mocno.
  2. W sobotę pożegnaliśmy żonę kolegi z pracy. udar po-szczepionkowy, Dwójka małych dzieci, w tym jedno niepełnosprawne. Nie mogę się otrząsnąć. Dlaczego śmierć nie wybiera tych, którzy czekają na nią z utęsknieniem?
  3. Przedwczoraj urodził się Staś – całe 3700 gramów szczęścia wyczekany synek. I już miało być lepiej. Jedno miało zrównoważyć drugie.
  4. Ale wczoraj gruchnęła wiadomość, że zmarł nasz kolega z pracy. Choroby współistniejące, nie pozwoliły wykaraskać się z covida.

Dzisiaj nie miałam siły pojechać do pracy. Zostałam w domu. Trochę się poobijam, poleżę pod kołderką, zbiorę siły na jutro, a potem na pojutrze.

Nadal czekam, a ta suka nie wybiera mnie.

Dawno…

… mnie tu nie było. Okres świąteczny i dwa tygodnie stycznia do urodzin to tradycyjnie nieciekawy okres dla mnie. Owczarka odebrałam Lucka. Jest obłędny.

Gdyby nie…

… technologia zmarnowałabym poranek.

Najmłodsza zaprosiła nas na konkurs recytatorski 14, organizowany przez wydział filologii UAM.

Startowały nastolatki ze szkół średnich. Wkręciłyśmy się wszystkie. Ja i pozostałe dwie bratanice. Kuzynki tej pierwszej. Gdyby nie pandemia, nie miałybyśmy okazji spędzić tego poranka razem. Dzięki pandemii, dzięki temu, że zaakceptowaliśmy formę zdalną, nauczyliśmy się, adaptowaliśmy się do sytuacji, połączyła nas wspólna sprawa.

Czekamy na wyniki.

Photo by Thought Catalog on Pexels.com

Co dwa…

… tygodnie wpada średnia posprzątać i zgarnąć stówkę. Przy okazji idziemy na zakupy, gotujemy, nagrywamy tik-toki albo coś oglądamy. Czasami ja odwożę a czasami wraca pociągiem. W każdym razie w te dni, dzięki niej robię prawie 10 tys. kroków.

Najstarsza dziś dopiero prezentowała to, w czym pomogłam jej sie przygotować. Dostała ocenę z komentarzem, że „bardzo ładnie, zwięźle i na temat, i że bardzo ładna praca jak na jedną osobę”.

Omawiając dziś z szefem prezentację na jutrzejszy zarząd usłyszałam „gratulacje, konkretnie, na temat, zostaje tak jak jest”.

Biorąc dziś udział w badaniu fokusowym dowiedziałam się, że choć jestem od roku i jeszcze niezbyt dużo (w mojej ocenie) zrobiłam, to większoć postrzega mnie jako profesjonalistkę i ostoję spokoju.

Małe radości, małe uczynki, krótkie chwile, to one stanowią o jakości mojego życia.

Doceniać co się ma, marzyć tak, aby realizacja była możliwa.

Photo by Daria Shevtsova on Pexels.com

w sobotę…

… pomyślałam dłużej nie dam tak rady. Po prostu nie dam.

Zaraz powiecie, że już nie raz to pisałam.

Po tygodniu ciszy weszłam na stronę:

  • operatora i zmieniłam numer telefonu
  • administratora i zamówiłam zmianę kodu do domofonu
  • wyciągnęłam klucz spod wycieraczki.

To rozwiązuje problem z telefonami „nie wiadomo po co” od psychopaty i kolegi ze szkoły. Rozwiązuje również problem żołnierza choć nie do końca. Duży wysiłek będzie po mojej stronie, aby nie napisać, nie zadzwonić z nowego numeru. Tak, tak, to tez już było. Wiem.

Znalazłam przepiękny wiersz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej

Ach, to nie było war­te
by sny tym kar­mić upar­te

by sta­wiać du­szę na kar­tę
ach to nie było war­te.

Ach, to nie było war­te
by no­sić łzy nie otar­te

i by mieć ser­ce wy­dar­te
to wca­le nie było war­te…

Photo by Pixabay on Pexels.com

Doktorat…

… z bycia najlepszą ciocią na świecie w toku.

Poszło o przygotowanie prezentacji na pedagogoikę, która wydawała się nudna, niemożliwa do przygotowania, a została zamieniona na łatwą do nauczenia, zabawną w przygotowaniu i być może niezłą w odbiorze.

Kocham dzisiejszą technologię.

Mogłyśmy pprzeczytać potrzebny rozdział, podyskutować, poprawcowac na prezentacją i przetrenować przedstawienie prezentacji. Niewiele moge wnieść do życia moich bratanic, ale w takich przypadkach sprawdzam się na 105%. Mimochodem przemycam sposób uczenia isę, podejścia do tematu i nawięcej radości mam, kiedy przy następnej okazji korzystają z tych moich rad.

A jaką korzyść mam ja? No cóż, całe mnóstwo korzyści.

  • Jestem w ich życiu
  • W sprawach trudnych nie kimbinują tylko walą jak w dym do cioci-przyjaciółki
  • Czuję się potrzebna
  • Dzięki nim uświadamiam sobie, że wiem co znaczy i potrafię kochać.
Photo by Ian Panelo on Pexels.com

Wczoraj…

… uczestniczyłam w spotkaniu stowarzyszenia, do którego należę. Stowarzyszenie zrzesza terpaeutów i osoby zainteresowane Analizą Transakcyjną. Wykład był bardzo intersujący.

Jedno z ćwiczeń polegało na odpowiedzeniu sobie na pytanie „Co daje Ci potczucie sensu życia?”

I wiecie co, po raz pierwszy od dawna umiałam na nie odpowiedzieć. I sobie, i mojemu rozmówcy. Ćwiczenie robiło się w przypadkowych parach. W dodatku umiałam na nie odpowiedzieć z uśmiechem, z radością.

Uświadomiłam sobie jak daleką drogę przeszłam w postrzeganiu świata, ludzi wokół, siebie przez ostatnie osiem lat.

Emocjonalnie to ja jestem i może kaleką albo wybrakowana, jednak w pracy jestem dobra, nawet bardzo dobra. I dziś to wystarcza. Dziś to jest ok.

I jeśli Was pokusi pomyślec, napisać, że to żałosne. Że praca to nie wszystko. To wróccie do postów tutaj sprzed klilku lat. Sensu życia nie było tutaj na horyzoncie. Przez wiele lat.

I wiecie co, od wczoraj nie schodzi mi banan z buzi. To niesamowite, że te pytania trafiły do mnie w tym momencie.

1. Co robisz, aby Twoje życie było przyjemne? Czego mogłabyś robić więcej?

2. Czy masz swoje talenty? Jak je wykorzystujesz i rozwijasz? O czym marzysz, że mogłabyś robić, gdyby tylko…?

3. Co daje Ci poczucie sensu życia?

4. W jaki sposób angażujesz się w działalność na rzecz tego, żeby miejsce, w którym żyjesz pracujesz było lepsze?

5. Jak realizujesz swoją potrzebę autoekspresji? Kto Cię w tym wspiera? Słucha Ciebie? Zachęca do rozwoju? Wydobywa z Ciebie to, czego po sobie się nie spodziewałaś? Czy mówisz tej osobie o swojej wdzięczności?

Photo by Ben Mack on Pexels.com

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: